"Je­dyna wol­ność to zwy­cięstwo nad sa­mym sobą"

Fiodor Dostojewski


niedziela, 27 listopada 2011

Do ostatniej krwi

Dość stare opowiadanko, aczkolwiek napisałem je ze względu na tematy wojenne na historii. Choć język oraz składnia pozostawiają wiele do życzenia, postanowiłem, że je opublikuje. Zawsze chętnie się czyta o bohaterskich walkach naszych rodaków ;).



SAMOTNY KONWÓJ

Końcówka papierosa zajaśniała w ciemności, kiedy Kolka szybkim ruchem zapalił ją za pomocą zapałki. Schował do kieszeni wyrobione drasko i oparł się o masywny, stary dąb. Zaciągnął się dymem i wypuszczając go powoli, obserwował jak rozchodzi się po chłodnym, jesiennym powietrzu. Jedną ręką przytrzymał karabin MP - 43 zdobyty podczas ataku na niemiecki konwój. Po raz kolejny wpuścił dym do swoich płuc. Wychylił głowę zza konaru i spoglądnął na żołnierzy umiejscowionych po przeciwległej stronie błotnej dróżki. Kilkudziesięciu kompanów odzianych w wygodne, szare mundury niemieckie. Każdy tylko czeka na rozkaz swojego kapitana. Kolka uśmiechnął się sam do siebie, a następnie dopalił do końca papierosa. Był dumny ze swojego oddziału, który udało mu się stworzyć z kilku rozbitych garnizonów. Ogarnął wzrokiem bezchmurne niebo, które usłane było po brzegi świecącymi gwiazdami. Księżyc w pełni oświetlał mały przesmyk pomiędzy koronami drzew osadzonymi po obu stronach ścieżki. Silny powiew wiatru zmusił żołnierza do opatulenia się ciepłym płaszczem.
- Przeraźliwie zimno. Prawda, kapitanie?
Kolka obrócił się w stronę źródła głosu i pocierając rękę o rękę odparł:
- Jesień tego roku nas nie rozpieszcza.
Borys uśmiechnął się łobuzersko i odpowiedział:
- Mam na to staropolski sposób.
Rozpiął skórzany płaszcz i wyciągnął z głębokiej kieszeni metalową piersiówkę.
- Dobrze wiesz, że nie piję na służbie - odparł Kolka, gasząc zapał kompana.
- Pana zdrowie, kapitanie.
Borys poczuł jak po jego ciele rozchodzi się gorzki trunek. Schował piersiówkę na swoje miejsce i po trwającej kilka minut ciszy zapytał:
- To prawda, że twierdza w Modlinie upadła?
Kolka spuścił głowę i po chwili konsternacji powiedział:
- Dwa dni temu.
Borys zastanawiał się co powiedzieć, byle tylko nie wykazać się niewiedzą, albo co gorsze głupotą.
- Wracaj na swoje stanowisko, żołnierzu. Niedługo się zacznie - odparł kapitan, ucinając dywagacje przyjaciela.
Dwudziestojednolatek zbiegł po błotnistej górce i zniknął z pola widzenia. Kolka zapiął szczelnie guziki w płaszczu i machnął ręką. Natychmiast zjawił się przy nim blondyn w niedopasowanym mundurze.
- Rozkazy?
- Dołącz do oddziału "Borsuk" i przekaż rozkaz mobilizacji.
Młodzieniec ruszył pędem po błotnistej drodze, rozbryzgując szerokie kałuże. Kolka przeładował swoją broń i zapalił kolejnego papierosa. Spoglądał w stronę zachodu, z którego wszyscy spodziewali się przyjazdu wroga. Wiedział, że za najwyżej kilka minut rozpęta się piekło.

***************************************************************************

Warkot silników niemieckich ciężarówek wyrwał z rozmyślań Kolkę, który błyskawicznie doskoczył do konaru drzewa. Pozostali żołnierze wedle ustalonego wcześniej planu, przygotowani czekali na swoich stanowiskach. Po trwającej wieczność minucie, na dróżce pojawiła się pierwsza ciężarówka. Z trudem przedzierała się przez błotniste tereny polskiej puszczy. Jeden z żołnierzy gestem ręki nakazał odpalić butelki z benzyną. Za osłoną drzew zapłonęło kilkanaście śmiercionośnych płomyków mających rozpętać zamęt bitewny. Zza zakrętu wyłonił się kolejny pojazd. Leżący na szczycie obserwator wyraźnie zakomunikował, że nadjeżdżają jeszcze trzy. Kolka wstrzymał oddech i upewnił się jeszcze czy reszta oddziału jest gotowa do ataku. Spojrzał ukradkiem na młodzieńca, którego wiek nie mógł przekraczać szesnastu lat. Na jego twarzy rysował się strach, a w oczach zagościł smutek. Kapitan zdecydowanym gestem nakazał atak. Na zdezorientowanych kierowców ciężarówek padł deszcz płomieni. Jedna ciężarówka natychmiast zajęła się ogniem, zmuszając gestapowców do opuszczenia naczepy.
- Teraz! - krzyknął drugi z dowódców.
Na wyskakujących przeciwników padła seria LKM-ów ustawionych na wzgórzu. Tylko kilku z nich udało się ukryć po przeciwległej stronie samochodów. Kierowca walczył o życie, unikając pocisków lecących na niego ze wszystkich stron. Odchylił delikatnie drzwi i po chwili padł jak rażony piorunem. Kolka przeładował swoją broń i schodząc na niższe tereny zahaczył o zahipnotyzowanego chłopaka.
- To jest wojna, synu! Walcz!
Po tych słowach ślizgiem zjechał po wzgórzu i wylądował za porośniętym mchem głazem oddalonym nie daleko pola bitwy. Niemcy początkowo zdezorientowani atakiem, od dłuższej chwili zacięcie bronili się ukryci za ciężarówkami. Krótkimi, częstymi seriami ostrzeliwali pozycje walczących partyzantów. Kolka wpakował dwa pociski w klatkę piersiową jednego z Niemców i cudem uniknął spotkania ze śmiercią, chowając się za kolejnym kamieniem. Borys schowany za pniem drzew, oparł się o niego plecami i wyciągając zawleczkę jedynego granatu szepnął:
- Niech się dzieje wola Boga.
Cisnął nim w stronę grupki Niemców schowanej za drugą ciężarówką . Wybuch spowodował eksplozje jednego z wozów, wysyłając chroniących się za nią Niemców od zaświatów. Młodzieniec poderwał się lodowatej ziemi i pędem ruszył w stronę bezpiecznych pozycji. Jeden strzał. Drugi, potem trzeci. Poczuł przenikliwy ból w plecach, a powietrzu uniósł się zapach świeżej posoki. Żołnierz upadł na kolana i starał sie pokuśtykać dalej, desperacko walcząc o przetrwanie. Poza odgłosem bicia serca nie słyszał nic. Zamroczyło mu się przed oczami kiedy czwarty już pocisk przeszył jego lewy bark. Ostatkiem sił czołgał się w stronę kryjówki, lecz los był dla niego bezlitosny. Kolejna kula dotarła do celu, kończąc bohaterską walkę Borysa. Kolka nie dowierzał własnym oczom. Doskoczył do jednej z ciężarówek i kolbą przekręcił kark jednego z nieuważnych Niemców. Przeszył na wylot dwóch pozostałych wrogów i ruszył w stronę martwego przyjaciela. Po drugiej stronie potyczki dwóch snajperów niemieckich ukrytych w naczepie czwartego wozu siało spustoszenie na lewej flance. Kapitan oddziału "Borsuk" - Joker nie pozostawał im dłużny. Przyłożył oko do lunety i czekał na odpowiedni moment. Wiatr zdmuchnął nagle kawałek zielonej płachty osłaniającej snajperów. Strzelec nie mógł zmarnować takiej okazji. Pocisk przeszył głowę Niemca. Joker przeładował i posłał kolejny strzał w gestapowca zmierzającego w stronę Kolki. Żołnierz podziękował gestem ręki i ze smutkiem spojrzał na sponiewierane ciało kompana. Wziął je na ramiona i położył tuż koło skupiska głazów, pozwalając by zwłoki przyjaciela nie walały się po polu bitwy. Kolka biegiem ruszył wspomóc swój wierny oddział. Przeładował w biegu broń i otarł twarz z krwi wroga. Dotarł do pierwszej ciężarówki i ukrył się koło naczepy. Joker przeklął, gdy usłyszał charakterystyczny zgrzyt w swoim karabinie.
- Cholera. Fiodorski! Daj mi swój pistolet.
Kapitan odrzucił bezużyteczną snajperkę i wyciągnął swoją osobistą broń. Ukrył się za zbutwiałym pniem i starał się trafić, któregoś z gestapowców. Kolka przeczołgał się w stronę drugiego wozu. Jeden z Niemców serią z LKM-u blokował dostęp do trzeciej ciężarówki. Kapitan przerzucił broń na plecy i po cichu wyciągnął nóż z rozpinanej, skórzanej kabury. Zanim strzelec zdążył zareagować leżał z przedziurawionym gardłem tuż obok kół wozu. Cały ostrzał mógł teraz się skupić na pozostałych ciężarówkach. Joker z rozczarowaniem spojrzał na ostatni magazynek wiszący przy jego pasie. Przeładował pistolet, gdy nagle przed oczami stanęła mu niemiecka broń wycelowana prosto w jego głowę. Przerażony ogarnął wzrokiem swojego niedoszłego egzekutora. Zamiast nordyckich rysów ujrzał twarz Kolki, który uśmiechając się odparł:
- To ci się chyba przyda?
Joker przyjął przydatny prezent i we dwójkę ruszyli wesprzeć strzelających kompanów. Resztki niemieckiego oddziału skupiły się w klinie złożonym z trzech ciężarówek. Pociski partyzantów mijały się z celem, albo natrafiały na wozy.
-Jeden granat załatwiłby sprawę - skitował Joker.
- Nie mamy już granatów.
- Inne pomysły?
Kolka nic nie odpowiedział tylko dołączył do oddziału znajdującego się najbliżej od pola bitwy. Joker poszedł w jego ślady. Obaj uklękli za grupą strzelców, słuchając krótkiego sprawozdania jednego z podopiecznych.
- Widzisz tę wyrwę od strony zachodu?
Joker dostrzegł mały prześwit nieosłaniany przez Niemców.
- Ogień szwabów jest skupiony na naszych skrzydłach - kontynuował Kolka - ktoś musi się dostać do tej ciężarówki.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Joker był już w połowie drogi. Kokpit kierowcy wozu zwrócony był w przeciwległą stronę, co nie ułatwiało zadania Jokerowi. Aby się tam dostać, kapitan musiał ominąć najpierw kilku przeciwników znajdujących sie w okolicy pojazdu. Nie zważając na lecące w jego stronę pociski, ślizgiem przyległ do kół wozu. Posłał serię w nogi biegnącego w jego stronę Niemca i otworzył drzwi do wozu. Wyrzucił z niego rozstrzelane ciało kierowcy i wsiadł za kierownice. Schylił się przed seriami z karabinów i próbował odpalić starego rzęcha. Po kilku próbach udało się. Wrzucił wsteczny bieg i docisnął pedał gazu aż do podłogi. Ciężarówka z trudem wyjechała z błota i odsłoniła prawą flankę niemiecką. Joker uśmiechnął się szeroko na widok ostrzału swoich kompanów. Nagle szyba pękła z hukiem. Wóz gwałtownie zatrzymał się, a kapitan spojrzał na lepką, czerwoną ciecz lecącą z prawej strony piersi.
- Na Wieki, Wieków Amen - wyszeptał i osunął się bezwładnie na kierownice.

***************************************************************************

- Pytam po raz ostatni - krzyczał po niemiecku Kolka - gdzie jest reszta konwoju?
Przerażony Niemiec kiwał przecząco głową. Kapitan wyciągnął z kieszeni nóż i przyłożył go do gardła jeńca. Po chwili jednak schował broń z powrotem.
- Ani słowa? - zapytał kapral Pomorski.
- Nic. Zabieramy go ze sobą. Czy wszyscy są gotowi do powrotu?
- Część żołnierzy pakuje resztę sprzętu niemieckiego. Ciała dwudziestu poległych są już gotowe do pochówku.
Kapitan z niedowierzaniem kręcił głową.
- Ta wojna robi z nas bestie, kapitanie.
- Ta wojna niszczy nasze domy, nasze rodziny i nas samych. Doglądaj pracy. Zaraz wyruszamy.
Kolka usiadł na zderzaku wozu i wyciągnął z kieszeni ostatniego papierosa. Zaciągnął się mocno i spojrzał na żołnierzy pakujących zmarłych do jednej ciężarówek. Wypuścił dym i patrząc na poranne niebo zapytał sam siebie: "Czy ta wojna przyniesie jeszcze tyle cierpień?"

***************************************************************************

2 komentarze:

  1. Czytałem wcześniej, dawno. Chyba zmieniłeś trochę, bo wydawało mi się, że w pierwotnej wersji zabił tego ziomka, a potem marudził na zezwierzęcenie - to było głupie. Teraz jest gitowsko. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudno mi trochę komentować bo tematy wojny średnio mnie kręcą i mało się na tym znam ale myślę, że ogólnie to dałeś radę ;)

    Kinga

    OdpowiedzUsuń