Krótsza część druga "Ciemności" ląduje na bloga. Miłej lektury :).
CIEMNOŚĆ cz.II
Złość
Ogień w kominku zawsze mnie uspokajał. Żarzące się w nim kawałki drewna są chyba jedynym elementem w tym domu, który nie pasuje do całej układanki. Butelka whisky była do połowy pusta, albo do połowy pełna, lecz w wypadku Chivas'a Regal z 2003 roku, którego właśnie sączyłem, pasuje tylko ta pierwsza opcja. Długo wpatrywałem się w tańczące ogniki za szklanką szybką, starając się wsłuchać w Stairway to Heaven i spróbować zapomnieć o dzisiejszej wizycie.
Podleciałem siedziskiem do szerokich okiennic, chcąc zobaczyć panoramę metropolii znajdującej się kilka kilometrów od miejsca mojego zamieszkania. Z oddali centrum Londynu bardziej przypominało naszpikowany neonami cyrk, niż stolice Anglii. Pomiędzy wysokimi biurowcami migały szybkie łuny światła, co oznaczało, że nawet po północy metra linowe nadal spisują się na medal.
Werdykt bezdusznej maszyny był przygniatający. Ponad jeden procent szansy na sukces. Poczułem się jak frajer, wierząc w cuda, które nawet mi nie były w stanie pomóc. Głośny i irytujący dźwięk z pagera nie dawał mi spokoju. Marco dobijał się do mnie od południa, gdy automatycznie na Facebooku pojawiła się informacja, że korzystam z usług REXON. Portal społecznościowy zakorzenił się w zwykłej codzienności na dobre, będąc nieodłącznym elementem naszego życia . Z roku na rok notował niesamowite postępy, sprawiając, że moi znajomi dowiadują się już, jak spędzam dzisiejszy, piątkowy wieczór. W tej sytuacji nie pojawiła się żadna informacja, co jest sygnałem, że najprawdopodobniej siedzę sam w domu. Odważyłem się wreszcie otworzyć skrzynkę odbiorczą.
13:04:59 - Marco Sanderson
"Widzę, że w końcu się przełamałeś! Napisz potem jak było :D"
14:32:01 - Marco Sanderson
"Już?"
15:15:34 - Marco Sanderson
"Stary... umieramy z Agnes z ciekawości"
17:56:17 - Marco Sanderson
"Popsuł Ci się pager :(?"
20:18:00 - Marco Sanderson
"Nie wiem co z twoim pagerem, Carl, ale zapraszam Cię jutro do pubu. Będą Bob i George. Rusz swój leniwy tyłek i widzimy się w Arenie o 21:00. Nie spóźnij się!"
I na tym koniec jego monologu. Nie miałem ochoty z nim rozmawiać. Po tym jak podziękowałem za współpracę z REXON-em chciałby mnie namawiać, abym mimo wszystko spróbował. Jednak wyjście do pubu ze starymi znajomymi będzie dla mnie jak świeży oddech. Nawet mimo tego, że George to dupek, a Bob nudziarz. Spojrzałem ukradkiem na neonowy zegar nad kominkiem: 20:31. Może trafię na jakiś ciekawy program lub film w telewizji. Ekran zsunął się na dół i chwila wystarczyła, abym przełączył kanał. Znowu te krzykliwe reklamy robotów kuchennych. Reklama, reklama, reklama. Owszem. Telewizja nie serwuje już odmóżdżaczy, ani dennych teleturniejów, lecz spoty marketingowe zagrzały sobie miejsce w świecie mediów. Przełączyłem ponownie kanał.
- REXON! Mit czy prawda? W dzisiejszym odcinku nasze dwie ulubienice - Robin i Sarah sprawdzą innowacyjne metody wchodzącej na rynek medyczny firmy.
Może być ciekawie.
***************************************************************************
Szok
Filtry w pubie działały na najwyższych obrotach, gdyż nawet kopcący koło mnie Bob, nie mógł mi spieprzyć tego wieczoru. Odkąd zwiększyła się liczba zgonów na raka, a palacze zaczęli protestować, rząd poszedł na ugodę i niemal we wszystkich miejscach publicznych znajdują się filtry oczyszczające powietrze. Drogie ustrojstwo, ale jakie skuteczne.
- Więc mówisz, Carl - odezwał się nagle Marco - Ponad jeden procent szans na sukces?
Chwyciłem najpierw za kufel z piwem i wlałem w siebie gorzki trunek.
- Pieprzone JEDEN, COMA, SIEDEM procenta.
- Większa szansa, że przeleciałbyś Melanie Books - wtrącił się nagle George. W swoim nowej, jaskrawej koszuli oraz bordowych spodniach myślał, że wygląda jak stały bywalec Areny.
- Podobno mają ponad sto tysięcy zadowolonych klientów w całej Europie - odezwał się wreszcie Bob.
- Skuteczni, czy nie, zapewne każdy z pacjentów miał większe szanse.
- W mordę, Carl. Przejmujesz się wytycznymi wykreowanymi przez komputer - Marco przerwał, by znów się napić - Spójrz na to z szerszej perspektywy. Oni ci naprawdę mogą pomóc.
- Wsiądziesz w końcu na swój motor - zachęcał mnie George.
- Albo weźmiesz udział w tym maratonie, o którym nam mówiłeś kilka lat temu. - Próbował także Bob.
- W każdym razie... nie zamierzam się podjąć leczenia.
Marco spojrzał się na mnie z wyrzutem, a zwykle obojętny Bob wywrócił oczami. Czułem się jak uczeń, który dostał jedynkę i czeka na smagnięcie paskiem po pośladkach.
- Stary... cierpliwości. Mówiliśmy ci z Agnes, że kilka sesji i spójrz. - Marco wstał i ostentacyjnym ruchem zaprezentował swój zdrowy kręgosłup. - Kości ze stali!
Zeskoczył z kanapy złapał mnie i George za barki po czym wybełkotał:
- Panowie, następna kolejka na mój kosz...
Bob w ostatniej chwili zdążył złapać głowę Marco zanim ta uderzyła o metalowy kant stołu. George zaśmiał się głośno, a my z Bobem spojrzeliśmy na siebie rozbawieni zaistniałą sytuacją. Po raz pierwszy Marco został pokonany przez jakikolwiek trunek.
- Dalej przenieśmy go w inne miejsce - zakomunikował nagle Bob.
Oparliśmy pijanego Marca o wygodne poduszki, licząc że nie zrobi sobie krzywdy. W mgnieniu oka jego opalona skóra przybrała siny kolor.
- Idę się odlać. Przypilnujcie go - odezwał się George, wstając od stołu.
- To ja skoczę po kolejne piwka. To co zwykle, Carl?
Kiwnąłem głową, zostając sam na sam z nieprzytomnym Marco. Sączące się z głośników country oraz towarzystwo kumpli poprawiło mi nieco humor. Choć nadal część mnie nie była święcie przekonana, czy na pewno podjąłem odpowiednią decyzję, odmawiając leczenia. Być może to była moja ostatnia szansa, aby uzdrowić moje chore nogi. Kto wie.
- Carl...
Odwróciłem się w stronę Marco.
- Carl... zabierz mnie do...
Nie dokończył. Jego ciało zsunęło się bezwładnie na podłogę.
***************************************************************************
Tajemnica
Agnes czuwała przy Marco już od blisko trzech godzin, ale jego stan nadal nie ulegał zmianie. Jego skóra była już niema całkowicie blada niczym ściany szpitala, zaś jego ciało od czasu do czasu ogarniały drgawki, na które lekarze nic nie byli w stanie poradzić. Gdy zadzwoniłem po karetkę, która zabrała Marca, wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Nikt. Dosłownie nikt z obecnych na dyżurze lekarzy, nie był w stanie ocenić, co dokładnie dzieję się z Marco. Od lat mój przyjaciel na nic nie chorował. Ostatnią jego bolączką była próchnica z siedem lat temu, albo grypa, której się nabawił w Austrii.
- Przepraszam, panie...
Odwróciłem się w stronę pielęgniarki. Ładnej pielęgniarki.
- Carl. Carl Johnson.
- Jest pan z rodziny?
- Jestem jego przyjacielem. Wiadomo już, co było przyczyną omdlenia?
- Wciąż czekamy na wyniki krwi. E-sonda natomiast wykryła obce ciała skupione w jednym punkcie.
- E- sonda?
- Małe urządzenie wpuszczane do krwioobiegu. Pozwala zneutralizować jakiekolwiek obce ciała w organizmie pacjenta. Ostatnio masowo wykorzystywana przy eliminowaniu wirusów.
- Rozumiem. Wokół jakiego organu skupione są obce ciała?
- Żadnego. Wszystkie zlokalizowane są tuż przy końcowym odcinku kręgosłupa.
- Dziękuję, siostro.
Złapała mnie ręką za ramię i powiedziała:
- To nie wszystko. Nie wiem czy powinnam panu o tym mówić.
- Ale?
- Proszę za mną. Pokażę panu.
Chwilę później znaleźliśmy się w najzwyklejszym gabinecie lekarskim. Pielęgniarka odgarnęła swoje kruczoczarne loki i gestem ręki zachęciła mnie, abym się do niej przybliżył. Rozłożyła na stole wypchaną teczkę i wyciągnęła jej zawartość. Przed oczami znalazło się kilkanaście kartotek pacjentów. Na pozór nic dziwnego.
- Kartoteka pana Sandersona też tutaj jest.
Wygrzebałem z dokumentów specyfikacje przyjaciela. Odchyliłem kartę z danymi osobistymi i przeszedłem do wyników badań:
" Choroba: nieokreślona/ Objawy zewnętrzne: blada skóra, uwypuklone żyły, nabrzmiałe węzły chłonne/ Objawy wewnętrzne: nieokreślone obce ciała ignorowane przez układ immunologiczny skupione w okolicach dolnej części kręgosłupa/ Stan pacjenta: stabilny/ Puls: w normie/ Sposób leczenia: brak"
- Brak?
- Dokładnie jak w pozostałych jedenastu przypadkach. Stan jednej pacjentki ocenia się już jako krytyczny. Dwa dni temu była pierwsza ofiara śmiertelna.
- Media milczą.
- Milczą. Bo oficjalny powód zgonu to ostre zapalenie płuc.
- Czy pani, aby na pewno jest pielęgniarką?
Nie odpowiedziała, gdyż za drzwiami było słychać duże poruszenie. Opuściliśmy pomieszczenie, udając się za grupką pracowników szpitala. Na szczęście lekarski peleton ominął pokój chorego Marco i wleciał do sali obok.
- Raz, dwa, trzy!
Ciało starszego mężczyzny pod wpływem działania defibrylatora uniosło się błyskawicznie w górę.
- Raz, dwa, trzy!
I znowu. Aż do momentu, gdy jeden z głównych lekarzy zrezygnowany rzucił stetoskop o ziemię.
- Godzina zgonu? - odezwał się po chwili ciszy zakłócanej tylko przez monotonny dźwięk dochodzący z urządzenia wskazującego puls. Pozioma kreska nie pozostawiała złudzeń.
- Trzecia trzydzieści pięć - wydukała z siebie znajoma pielęgniarka, która znajdowała się tuż przy łóżku zmarłego.
Poczekałem aż sytuacja się uspokoi, a lekarze wrócą do swoich zajęć.
- Obce organizmy umiejscowione w okolicy płatu potylicznego - odezwała się pielęgniarka wychodząca z sali.
- Czyli oficjalny powód to ostre zapaleni płuc?
- Wygląda na to, że nie. Porozmawiałam ze swoim przełożonym. Dzisiaj przywieźli siedmiu nowych pacjentów.
- Dlaczego mi to wszystko mówisz?
- Ponieważ ty potrafisz mi pomóc.
***************************************************************************
"Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą"
Fiodor Dostojewski
czwartek, 25 lipca 2013
czwartek, 18 lipca 2013
Szansa
Dawno nic nie pisałem, więc wypadałoby coś wreszcie wrzucić. Losy Nikolaja nadal nie są wiadome, dlatego zapraszam do lektury czegoś nowego. Klasycznie kawałek do czytania. Tym razem Suprise, Suprise - utwór idealnie odnoszący się do naszej przyszłości. Miłej lektury ;)
CIEMNOŚĆ cz. I
Wizyta
Marco już blisko od dwóch tygodni chciał się mną podzielić tą informacją, zasypując mój pager setkami denerwującymi i mało śmiesznymi wiadomościami o miejscu gdzie się udał. Dzisiejszego dnia, gdy wreszcie skończył swoje tournee po Europie Wschodniej w celach odnowy tamtejszej gospodarki, miał wreszcie czas żeby mnie odwiedzić. Razem ze swoją uroczą małżonką, za którą średnią przepadałem. Agnes miała to do siebie, że nie wytrzymałaby minuty bez chełpienia się wynikami w swojej firmie wysyłkowej lub zakupem nowego futra ściągniętego prosto z Moskwy. Wcześniej taka transakcja nie robiłaby na nikim wrażenia, lecz ze względu na silne protesty środowisk ekologicznych w Lidze Azjatyckiej, rząd rosyjski ugiął się i podpisał ugodę odnośnie uboju zwierząt.
Lubiłem przyjmować gości. Choć moje mieszkanko znajdowało się na przedmieściach metropolii, nie mogłem narzekać na warunki. Niestety nie było mnie stać na te nowe roboty kuchenne, które reklamują wrzeszczący lalusie w tanich garniturach, więc musiałem sam przygotować całą kolację. Odkąd opuściła mnie Loretta, zmuszony byłem do nauczenia się czynności, która ona wykonywała za mnie. Pamiętałem dobrze, że Agnes nie trawiła kuchni włoskiej, jej pech, że potrafiłem robić tylko lasagne. Biegałem jak oparzony pomiędzy jadalnią, a kuchnią starając sie zdążyć na czas. Gestem ręki zsunąłem wirtualny ekran z góry i rozłożyłem go na stole, w ten sposób, aby móc zobaczyć, co ciekawego leci w telewizji. Od założenia rygorystycznej cenzury na kanały oraz różne programy, rynek filmowy oraz media poszły w innym kierunku. Nie serwowano już nudnej, powtarzalnej papki, lecz ciekawe oraz ponadczasowe filmy. Tym razem trafiłem akurat na Zieloną Milę, jedną z moich ulubionych pozycji w rankingu. Kto by pomyślał, że ta produkcja ma już przeszło trzydzieści lat. Umilając sobie czas kinem, wszystko szło mi nieco mniej poradnie. Wykazałem się nie lada refleksem łapiąc lecące na szklaną podłogę czerwone wino. Przynajmniej Agnes nie będzie narzekała na wybór trunku.
Dzwonek wyrwał z mnie fabryki, w której czułem się jak mechaniczny robot. Schowałem ekran, roztrzepałem swoje włosy i ruszyłem ku gankowi. Nacisnąłem guzik, a po chwili drzwi zasyczały przyjemnie i we framudze ujrzałem przyjaciela wraz z małżonką.
- Czołem leniu! Kopę lat, co?
- Opaliłeś się nieco - odparłem od niechcenia.
Machnął lekceważącą ręką.
- To tylko te nowe filtry, które Marco dostał od klienta z Ukrainy. Wyciskasz maść z tubki, wcierasz w ciało, a po chwili...
- Daj spokój, Agnes. Carl nie chce słuchać tych babskich bzdetów, prawda?
Wykonałem gest bezradności i wpuściłem ich do środka.
- No, no! Ładnie żeś się urządził. Widzę nadal trzymasz te stare meble?
- Solidne i nie do zajechania, Marc.
- No tak. Ciałem w 2030, duchem w 2010.
Wyszczerzył zęby w uśmiechu i klepnął mnie mocno w ramię.
- Cóż. Zapraszam do stołu.
Odsunąłem Beacie krzesło według staroświeckich zasad, a sam usiadłem na przeciwko Marca. Głupio mi było patrzeć na puste krzesło usadowione tuż koło mnie. Jeszcze rok temu zajmowałby je Loretta.
- Więc... - odezwałem się pierwszy, próbując zacząć temat - Jak wasza podróż?
- Dużo pierdolenia, mało robienia - Agnes przyłożyła mu otwartą ręką w tył głowy.
- Zachowuj się!
Skarcił ją wzrokiem, lecz po chwili kontynuował:
- Wschodni inwestorzy nie są zbytnio zainteresowani planami Unii Zachodniej. Plan zakładał silny zastrzyk gotówki dla małych przedsiębiorstw oraz szkolenia dla kadr dużych zakładów. Jednak to pierwsze wymaga kontroli, a drugie wiążę się z licznymi opłatami. Wiesz jak to jest.
Kiwnąłem głową, udając, że cokolwiek rozumiem. Nie interesowała mnie ani ekonomia, ani polityka.
- Udało się coś osiągnąć?
Nie zdołał mi odpowiedzieć, gdyż zmuszony byłem ruszyć się po lasagne w piekarniku. Wróciłem uśmiechnięty, mając świadomość, że w końcu zjem coś pożywnego.
- Jak ty sobie radzisz, Carl? Nadal w tej samej pracy? - zapytała nagle Agnes.
Sformułowanie "w tej samej" działało na mnie jak płachta na byka, lecz w typ wypadku miała niestety racje.
- Niestety. Nadal kontroluje przebieg wody po mieście i zdaję comiesięczne raporty o stanie akwenów w okolicy.
- Jest gorzej niż rok temu? - wtrącił się Marc, pałaszując moje danie.
- Dokładnie o 8,6 procenta. Ekolodzy oszaleli po tych danych. Na jutro zaplanowali protest pod Siedzibą Miasta.
- W mordę. Gorzej niż się spodziewałem.
Zapanowała na chwilę cisza, która zakłócana była przez przeżuwane pożywienie.
- Miałeś mi opowiedzieć o tej wizycie - odezwałem się nagle.
- Agnes ci wszystko opowie, bo zna się na tym lepiej niż ja. Łazienka prosto i po schodach w prawo?
Kiwnąłem głową. Agnes szybko zaczęła show:
- Musisz się tam udać, Carl.
- Czyżby?
- Początkowo też z Marco byliśmy nastawieni do tego pomysłu sceptycznie, lecz z upływem czasu byliśmy coraz bardziej przekonani, że postąpiliśmy słusznie.
- Wytłumaczysz mi na czym to polega? Marca ledwo zrozumiałem przez pager.
- Pierwsza wizyta jest najprzyjemniejsza. Wypełniasz ankietę, zadają ci kilka pytań, szybki test i ustalasz termin kolejnego spotkania.
- A druga?
- Spotkanie ze specjalistą. - Słowo "specjalista" niemal wyrecytowała. - Odbędzie się kilka sesji. W każdej z nich stopniowo będzie eliminowany... no wiesz... każdy problem, która trapi twoje ciało.
- Każdy problem?
- Tak. Marc narzekał na bóle kręgosłupa, po tym jak spadł z taboretu, wieszając żyrandol. Kilka sesji i jest zdrów.
- A ty? - Nie zdążyłem ugryźć się w język. Szybko wyłapałem jej groźne spojrzenie. Aż ciarki przechodzą po plecach.
- Od pewnego czasu miałam lekkie problemy ze słuchem. Błędy młodości i głośna muzyka zrobiły swoje. Wystarczyło pięć sesji i znów mogę normalnie funkcjonować.
Pojawił się nagle Marc, który uśmiechnięty wrócił na swoje miejsce.
- Zgubiłeś się po drodze? - skwitowała Agnes.
- W Cybergazecie był ciekawy artykuł. I co opowiedziałaś Carlowi o tych cudotwórcach?
- Nie cudotwórcach, tylko zwykłym postępie medycyny.
- Jedno i to samo. A na poważnie. Posłuchaj, Carl. Wiem, że zabrzmi to nieco gburowato, ale myślę, że powinieneś zastanowić się nad wizytą w ośrodku. Rozumiem, że...
- Marc... Nie ma takiej możliwości.
- Ale... - wtrąciła się Agnes, lecz moje spojrzenie wystarczyło, żeby zamilkła.
- Po prostu nie. Nie wierzę w bajki serwowane przez reklamy oraz te pseudoulotki. Żaden lekarz nie był w stanie mi pomóc. Mam dość robienia sobie nadziei.
Marc rozłożył bezradnie ręce i powiedział:
- Jakbyś zmienił zdanie to tutaj masz tę "pseudoulotkę".
Położył na blacie elektroniczną kartę z uśmiechniętą lekarką z kciukiem wyciągniętym ku górze.
- Musimy się zbierać, Carl. Jutro mam ważne spotkanie biznesowe.
- Dobrze, rozumiem.
Uścisnęli mnie obaj tak mocno, jakby ściskali własnego syna i po chwili zostałem sam. Spojrzałem na stół pokryty talerzami, przystawkami oraz sztućcami. Jedno dnia byłem dzisiaj pewien. Jutro na pewno kupuję robota zmywającego naczynia.
***************************************************************************
Decyzja
Od wizyty Marca i Agnes minęły już dwa dni, a ja nadal toczyłem bój z własnymi myślami. Odmowa przyszło mi nadspodziewanie łatwo, lecz gdy opuścili moje mieszkanie od razu chwyciłem za ulotkę. Przeczytałem ją kilka razy, upewniając się, czy niczego nie przeoczyłem:
ZDROWE KOŚCI TO DUŻO RADOŚCI!
" Zmęczone stawy? Rozgruchotane kości? A może poważniejszy problem? Nasz ośrodek Ci pomoże! Dzięki innowacyjnej formule oraz działaniom naszych ekspertów, możemy sprawić, że poczujesz się o niebo lepiej. Koniec z narzekaniem na ból! Dość niepotrzebnych leków! Wystarczy, że zgłosisz się do nas w każdy dzień tygodnia w godzinach od 8:30 do 21:00. Reszta zależy już od nas! Przyjdź i przekonaj się sam."
Malutkim elektronicznym druczkiem w dolnym, lewym roku widniał napis:
"Ośrodek leczniczy REXON nie ponosi odpowiedzialności za uszczerbek na zdrowiu poniesiony podczas wizyt. Klient bierze pełną odpowiedzialność za podjętą decyzję i ma świadomość możliwości wystąpienia błędów podczas sesji"
Genialnie. Poszperałem trochę w Internecie i udało mi dowiedzieć się więcej. Oprócz ośrodku w Londynie, funkcjonują jeszcze zakłady w Stambule, Manchesterze, Warszawie, Kijowie, Berlinie, Dortmundzie, Mediolanie, Porto, Paryżu i Barcelonie. Sporo, jak na rozwijając się gałąź medycyny. Jedna informacja przykuła moją uwagę. Magiczna liczba na każdej stronie internetowej określonego miasta:
"Skuteczność sesji 99,2 %"
Tuż obok znajdował się licznik pacjentów, którzy odbyli operacje. Sto dwadzieścia sześć tysięcy pacjentów, z czego 0,8 procenta nie było zadowolonych z dokonanego wyboru. Przeczytałem opinie użytkowników:
" Złamałem nogę, podczas zabawy z synem. Wkrótce miałem z nim zagrać mecz. Wystarczył tydzień, aby moja noga była sprawna. To jakieś cuda!"
~ Pierre, 28 lat - Paryż
"Polecam! Dwa lata borykałem się z bólem kości śródstopia. Kilka wizyt i jestem zdrowy."
~ Hans, 43 lata - Dortmund
"Kiedy usłyszałem o Rexonie spodziewałem się kolejnej bujdy, lecz gdy moje bóle ustały uwierzyłem."
~ Wasilij, 37 lat - Kijów
Niemal wszystkie komentarze zachęcały do wizyty. Zero konsekwencji. Żadnego bólu. Brzmi jak przepustka do lepszego życia. Jednak po mojej odysejskiej tułaczce po lekarzach, specjalistach, uzdrowicielach nadal miałem w sobie zasiane ziarno wątpliwości. Co jeśli to kolejna fatamorgana? Wahałem się dopóki nie przeczytałem jednego z najdłuższych komentarzy:
"Nogi to cenny dar. Doceniłem to dopiero, gdy na moim liczniku w samochodzie widniał napis: 147 km/h. Lekarze nie dawali mi szans na odnowę. Zostałem skazany na przykucie do wózka. O ile dzisiejsze futurystyczne i wygodne leżyska, unoszące się w powietrzu zapewniają mi sporo swobody, to wcześniej czułem się jak ostatni frajer. Nie mogłem pograć z synem w piłkę. Nie mogłem wnieść żony przez framugę drzwi. Nie mogłem wyjść z kumplami na koszykówkę. Czułem się strasznie. Jak anomalia. W raz z pomocą bliskich, rodziny i Boga, udało mi się zaakceptować moją stratę. Poczułem się lepiej, nabrałem do siebie szacunku. Czułem się jak część społeczeństwa. Wtedy dostałem informacje, która wprawiła mnie w osłupienie. Miałem szanse, żeby znów stanąć na nogi. Znów móc biegać, znów mieć szanse pobawić się w bieganego z synem w ogródku. Choć wcześniej przykuty do wózka dawałem radę i zaakceptowałem siebie, to dzięki Rexonowi jestem teraz innym człowiekiem.
~ Antoni, 49 lat - Mediolan
Być może jutro dowiem się, czy ten cały REXON zmieni moje życie.
***************************************************************************
Szansa
Zwykła wizyta u lekarza sprawiła, że po raz pierwszy od bardzo dawna wypsikałem się perfumami, których używam tylko na specjalną okazję. Albo ważnych spotkań, albo randek. Od śmierci Loretty tych drugich w ogóle nie było. Zmieniłem kolor leżyska z czarnego na biały i byłem gotowy do wyjścia. Dzięki wynalezieniu urządzenia na którym się poruszam, moje życie stało się znacznie prostsze oraz łatwiej wykonuje codzienne czynności. Przypomina ono nieco unoszący się nad powierzchnią dmuchany fotel. Jedynymi dodatkami są płytki magnetyczne umiejscowione pod siedziskiem. Zarzuciłem na siebie jesienny płaszcz i włożyłem na głowę kapelusz, w którym czułem się jak członek mafii. Spojrzałem w lustro i odetchnąłem głęboko. Byłem gotowy.
Według ulotki ośrodek znajdował się raptem dwie przecznice od mojego domu. Przynajmniej nie będę się musiał tłuc w metrach linowych, tylko będę mógł bezpośrednio dotrzeć na miejsce. Ludzie, których mijałem wyglądali niemal identycznie jak ja. Powrót mody z lat 40' sprawił, że całe miasto cofnęło się prawie o wiek. Ogromne billboardy informowały o produktach, które pojawią się w przyszłym tygodniu w sklepach lub o nowych filmach dopuszczonych przez cenzurę do środków masowego przekazu. Miasto poprzez wyścigi architektoniczne wyglądało, jakby ktoś w sieć dróg powbijał długie sople lodu. Żaden budynek nie wyglądał tak samo. W 2030 roku prym wiedli architekci, którzy prześcigali się w pomysłach, jeśli chodzi o wprowadzanie własnych szkiców w życie. I tak Londyn stał się jednym wielkim skupiskiem figur geometrycznych. Na szczęście gwałtowne reakcje władz sprawiły, że Stare Miasto wraz parlamentem i Big Benem zostało nietknięte i odizolowane od tego chorego pościgu.
I jest. Nie trudno było mi przeoczyć podświetlony na niebiesko napis REXON. Przyznam, że budynek zrobił na mnie wrażenie. Patrząc na ośrodek przypomniał mi się model atomu, jaki pokazywał nam wykładowca na studiach. Oszklone kule połączone siecią czarnych tuneli ciągnęły się bez końca. Niczym królestwo mrówek.
- Witam, w czym mogę pomóc?
Uśmiechnęła się do mnie recepcjonistka ze spiętymi w kok rudymi włosami. Ubrana była tak samo, jak lekarka z e-ulotki. Długi od szyi aż po kostki biały uniform. Spięty w niektórych miejscach szarymi, dużymi klamrami.
- Chciałbym zapisać się na sesję.
- Dobrze. Proszę o pana Kartę Miasta.
Dodatkowy wymysł Unii Zachodniej mający na celu zwiększyć ochronę obywateli poprzez ścisłą kontrolę działań w sektorze publicznym oraz dokonywanie transakcji. W skrócie, jeśli kupię Big Maca to służby będą wiedziały o tym, że niezdrowo się odżywiam. W rzeczywistości jednak ilość przestępstw się nie zmniejszyła, a czarny rynek w Starym Mieście nadal się rozwija co sprawia, że karty stały się tylko utrapieniem.
- Wszystko w porządku.
"Wszystko w porządku" oznaczało, że zostałem zarejestrowany do systemu, jako obywatel korzystający z usług REXON.
- Poproszę o pańskie ID.
Z niesamowitą prędkością wklepała dane do kartoteki i oddelegowała mnie do jednego z pokoi, w którym miałem wypełnić te śmieszną ankietę. Oprócz mnie w białym, sterylnym pomieszczeniu znajdowały się jeszcze tylko trzy osoby. Dwóch nieszczęśliwców ze złamaną nogą oraz kobieta, która miała taki sam problem jak ja. Poszukałem wolnego stolika i rozciągnąłem elektroniczną ankietę na blacie. Wpisałem swoje podstawowe dane osobowe, zgodziłem się na ich przetwarzanie i doszedłem do ostatniego podpunktu: PYTANIA.
1) Czy zgadzasz się na uczęszczanie w co dwudniowych sesjach?
TAK
2) Czy jesteś świadomy konsekwencji związanych z uczęszczaniem na sesje?
TAK
3) Czy jesteś świadomy możliwości wystąpienia powikłań lub błędów?
TAK
Trzy razy TAK, dziękuję przechodzisz dalej. Poczułem się w niczym tym rozrywkowym show emitowanym na wizji do 2016 roku "Mam Talent". Na dole pojawiła się nagle informacja:
"Pan Carl Johnson proszony do pokoju nr 42"
Nie kazałem długo im czekać.
- Witam panie Johnson. Poproszę o pana ankietę. - Zza biurka uśmiechnął się do mnie łysy doktor.
Przejrzał przelotnie dokument, po czym odparł:
- Dobrze, pani Johnson. Nazywam się Samuel Willis i przeprowadzę z panem krótką rozmowę oraz ocenię sytuacje.
- Zamieniam się w słuch.
- Najpierw muszę poinformować pana o sprawach formalnych. Spotkania będą odbywały się cyklicznie co dwa dni. Cena jednego spotkania to sto dziesięć funtów. Ilość spotkać zależy od postępu w leczeniu. Pańskim lekarzem będzie... - Zawahał się chwilę, żeby spojrzeć w kartotekę - Pani dr Elizabeth Snow. Ma pan jakieś pytania?
- Jak długo trwa jedna sesja?
- W zależności od kondycji pacjenta od godziny do dwóch i pół.
- Na czym polegają spotkania?
- To już wytłumaczy szczegółowo dr Snow.
- Rozumiem.
- Dobrze. Muszę przeprowadzić z panem kilka testów mających na celu określenie pana kondycji fizycznej, rozwoju mięśni oraz określeniu problemu z jakim pan się boryka.
Kiwnąłem śmiele głową, wyrażając aprobatę. Za cholerę nie wiedziałem czego się mogę spodziewać. Bałem się, że podłączoną mnie do skomplikowanej aparatury i będę leżał bezczynnie oblepiony setkami przystawek. Doktor odsunął kotarę i otworzył szerokie drzwi, gestem ręki zapraszając mnie abym wszedł do pomieszczenia. Sala okazała się być jedną z tych kul, które widziałem z zewnątrz. Na środku znajdowało się unoszące się łóżko, a koło niego masa nieznanych mi urządzeń. Wyglądem przypominały mi nieco wyposażenie dentysty z największego koszmaru, temu niechętnie znalazłem się w sali.
- Proszę się położyć na materacu, panie Johnson.
"A ja potnę pana na kawałki" - chciałoby się powiedzieć, lecz nie miałem już drogi ucieczki. Wgramoliłem się z siedziska na łoże i usadowiłem wygodnie. Doktor założył na ręce gumowe rękawiczki, a na twarz przepaskę zasłaniającą usta.
- Według kartoteki, pana obie nogi są niesprawne na w skutek wypadku na motocyklu. Zgadza się?
- Zgadza.
- To dziwne urządzenie, która widzi pan za mną. - Wskazał palcem na sprzęt medyczny, który wyglądał jak działko lasera z Gwiezdnych Wojen - Ma za zadanie określić stan pańskich kości. Za pomocą RH - 15 przebadamy pana nogi oraz ocenimy szanse sesji.
Bez zbędnych wstępów zabrał się do pracy. Obserwowałem cały proces z takim samym zaangażowaniem jak fani oglądają mecze piłki nożnej swoich ulubionych drużyn. Lekarz przyłożył żelazną kulę do mojej skóry i zataczał nią okręgi na około łydek. Wyglądało to nieco komicznie, lecz po chwili zdałem sobie sprawę, co się dzieje. Na monitorze mikrocząsteczki zaczęły układać się w całość, tworząc strukturę moich kości. Górny ekran pokazywał prawą łydkę, zaś dolny lewą. Dopiero teraz dostrzegłem, z czym naprawdę mam do czynienia. Gdy lekarz skończył badanie, zdjął z siebie rękawice i maskę, po czym podszedł do dwóch ekraników. Podrapał się po łysinie, długo przyglądając sie zdjęciom.
- Nie wiem jak to panu powiedzieć.
Lekarz zawahał się chwilę i ponownie przyjrzał się obrazkom na monitorze.
- Pierwszy raz spotykam się z takim zjawiskiem. Według opinii pańskich poprzednich lekarzy rdzeń kręgowy jest nietknięty, a kości były mocno pogruchotane, ale powinny się zregenerować. RH - 15 mówi co innego.
- Co takiego?
- Pana kości są na tyle zdruzgotane, że nie mają szans na odbudowę.
Falę goryczy przelał bezemocjonalny, kobiecy głos z komputera:
"SZANSE NA SUKCES 1,7 %"
***************************************************************************
CIEMNOŚĆ cz. I
Wizyta
Marco już blisko od dwóch tygodni chciał się mną podzielić tą informacją, zasypując mój pager setkami denerwującymi i mało śmiesznymi wiadomościami o miejscu gdzie się udał. Dzisiejszego dnia, gdy wreszcie skończył swoje tournee po Europie Wschodniej w celach odnowy tamtejszej gospodarki, miał wreszcie czas żeby mnie odwiedzić. Razem ze swoją uroczą małżonką, za którą średnią przepadałem. Agnes miała to do siebie, że nie wytrzymałaby minuty bez chełpienia się wynikami w swojej firmie wysyłkowej lub zakupem nowego futra ściągniętego prosto z Moskwy. Wcześniej taka transakcja nie robiłaby na nikim wrażenia, lecz ze względu na silne protesty środowisk ekologicznych w Lidze Azjatyckiej, rząd rosyjski ugiął się i podpisał ugodę odnośnie uboju zwierząt.
Lubiłem przyjmować gości. Choć moje mieszkanko znajdowało się na przedmieściach metropolii, nie mogłem narzekać na warunki. Niestety nie było mnie stać na te nowe roboty kuchenne, które reklamują wrzeszczący lalusie w tanich garniturach, więc musiałem sam przygotować całą kolację. Odkąd opuściła mnie Loretta, zmuszony byłem do nauczenia się czynności, która ona wykonywała za mnie. Pamiętałem dobrze, że Agnes nie trawiła kuchni włoskiej, jej pech, że potrafiłem robić tylko lasagne. Biegałem jak oparzony pomiędzy jadalnią, a kuchnią starając sie zdążyć na czas. Gestem ręki zsunąłem wirtualny ekran z góry i rozłożyłem go na stole, w ten sposób, aby móc zobaczyć, co ciekawego leci w telewizji. Od założenia rygorystycznej cenzury na kanały oraz różne programy, rynek filmowy oraz media poszły w innym kierunku. Nie serwowano już nudnej, powtarzalnej papki, lecz ciekawe oraz ponadczasowe filmy. Tym razem trafiłem akurat na Zieloną Milę, jedną z moich ulubionych pozycji w rankingu. Kto by pomyślał, że ta produkcja ma już przeszło trzydzieści lat. Umilając sobie czas kinem, wszystko szło mi nieco mniej poradnie. Wykazałem się nie lada refleksem łapiąc lecące na szklaną podłogę czerwone wino. Przynajmniej Agnes nie będzie narzekała na wybór trunku.
Dzwonek wyrwał z mnie fabryki, w której czułem się jak mechaniczny robot. Schowałem ekran, roztrzepałem swoje włosy i ruszyłem ku gankowi. Nacisnąłem guzik, a po chwili drzwi zasyczały przyjemnie i we framudze ujrzałem przyjaciela wraz z małżonką.
- Czołem leniu! Kopę lat, co?
- Opaliłeś się nieco - odparłem od niechcenia.
Machnął lekceważącą ręką.
- To tylko te nowe filtry, które Marco dostał od klienta z Ukrainy. Wyciskasz maść z tubki, wcierasz w ciało, a po chwili...
- Daj spokój, Agnes. Carl nie chce słuchać tych babskich bzdetów, prawda?
Wykonałem gest bezradności i wpuściłem ich do środka.
- No, no! Ładnie żeś się urządził. Widzę nadal trzymasz te stare meble?
- Solidne i nie do zajechania, Marc.
- No tak. Ciałem w 2030, duchem w 2010.
Wyszczerzył zęby w uśmiechu i klepnął mnie mocno w ramię.
- Cóż. Zapraszam do stołu.
Odsunąłem Beacie krzesło według staroświeckich zasad, a sam usiadłem na przeciwko Marca. Głupio mi było patrzeć na puste krzesło usadowione tuż koło mnie. Jeszcze rok temu zajmowałby je Loretta.
- Więc... - odezwałem się pierwszy, próbując zacząć temat - Jak wasza podróż?
- Dużo pierdolenia, mało robienia - Agnes przyłożyła mu otwartą ręką w tył głowy.
- Zachowuj się!
Skarcił ją wzrokiem, lecz po chwili kontynuował:
- Wschodni inwestorzy nie są zbytnio zainteresowani planami Unii Zachodniej. Plan zakładał silny zastrzyk gotówki dla małych przedsiębiorstw oraz szkolenia dla kadr dużych zakładów. Jednak to pierwsze wymaga kontroli, a drugie wiążę się z licznymi opłatami. Wiesz jak to jest.
Kiwnąłem głową, udając, że cokolwiek rozumiem. Nie interesowała mnie ani ekonomia, ani polityka.
- Udało się coś osiągnąć?
Nie zdołał mi odpowiedzieć, gdyż zmuszony byłem ruszyć się po lasagne w piekarniku. Wróciłem uśmiechnięty, mając świadomość, że w końcu zjem coś pożywnego.
- Jak ty sobie radzisz, Carl? Nadal w tej samej pracy? - zapytała nagle Agnes.
Sformułowanie "w tej samej" działało na mnie jak płachta na byka, lecz w typ wypadku miała niestety racje.
- Niestety. Nadal kontroluje przebieg wody po mieście i zdaję comiesięczne raporty o stanie akwenów w okolicy.
- Jest gorzej niż rok temu? - wtrącił się Marc, pałaszując moje danie.
- Dokładnie o 8,6 procenta. Ekolodzy oszaleli po tych danych. Na jutro zaplanowali protest pod Siedzibą Miasta.
- W mordę. Gorzej niż się spodziewałem.
Zapanowała na chwilę cisza, która zakłócana była przez przeżuwane pożywienie.
- Miałeś mi opowiedzieć o tej wizycie - odezwałem się nagle.
- Agnes ci wszystko opowie, bo zna się na tym lepiej niż ja. Łazienka prosto i po schodach w prawo?
Kiwnąłem głową. Agnes szybko zaczęła show:
- Musisz się tam udać, Carl.
- Czyżby?
- Początkowo też z Marco byliśmy nastawieni do tego pomysłu sceptycznie, lecz z upływem czasu byliśmy coraz bardziej przekonani, że postąpiliśmy słusznie.
- Wytłumaczysz mi na czym to polega? Marca ledwo zrozumiałem przez pager.
- Pierwsza wizyta jest najprzyjemniejsza. Wypełniasz ankietę, zadają ci kilka pytań, szybki test i ustalasz termin kolejnego spotkania.
- A druga?
- Spotkanie ze specjalistą. - Słowo "specjalista" niemal wyrecytowała. - Odbędzie się kilka sesji. W każdej z nich stopniowo będzie eliminowany... no wiesz... każdy problem, która trapi twoje ciało.
- Każdy problem?
- Tak. Marc narzekał na bóle kręgosłupa, po tym jak spadł z taboretu, wieszając żyrandol. Kilka sesji i jest zdrów.
- A ty? - Nie zdążyłem ugryźć się w język. Szybko wyłapałem jej groźne spojrzenie. Aż ciarki przechodzą po plecach.
- Od pewnego czasu miałam lekkie problemy ze słuchem. Błędy młodości i głośna muzyka zrobiły swoje. Wystarczyło pięć sesji i znów mogę normalnie funkcjonować.
Pojawił się nagle Marc, który uśmiechnięty wrócił na swoje miejsce.
- Zgubiłeś się po drodze? - skwitowała Agnes.
- W Cybergazecie był ciekawy artykuł. I co opowiedziałaś Carlowi o tych cudotwórcach?
- Nie cudotwórcach, tylko zwykłym postępie medycyny.
- Jedno i to samo. A na poważnie. Posłuchaj, Carl. Wiem, że zabrzmi to nieco gburowato, ale myślę, że powinieneś zastanowić się nad wizytą w ośrodku. Rozumiem, że...
- Marc... Nie ma takiej możliwości.
- Ale... - wtrąciła się Agnes, lecz moje spojrzenie wystarczyło, żeby zamilkła.
- Po prostu nie. Nie wierzę w bajki serwowane przez reklamy oraz te pseudoulotki. Żaden lekarz nie był w stanie mi pomóc. Mam dość robienia sobie nadziei.
Marc rozłożył bezradnie ręce i powiedział:
- Jakbyś zmienił zdanie to tutaj masz tę "pseudoulotkę".
Położył na blacie elektroniczną kartę z uśmiechniętą lekarką z kciukiem wyciągniętym ku górze.
- Musimy się zbierać, Carl. Jutro mam ważne spotkanie biznesowe.
- Dobrze, rozumiem.
Uścisnęli mnie obaj tak mocno, jakby ściskali własnego syna i po chwili zostałem sam. Spojrzałem na stół pokryty talerzami, przystawkami oraz sztućcami. Jedno dnia byłem dzisiaj pewien. Jutro na pewno kupuję robota zmywającego naczynia.
***************************************************************************
Decyzja
Od wizyty Marca i Agnes minęły już dwa dni, a ja nadal toczyłem bój z własnymi myślami. Odmowa przyszło mi nadspodziewanie łatwo, lecz gdy opuścili moje mieszkanie od razu chwyciłem za ulotkę. Przeczytałem ją kilka razy, upewniając się, czy niczego nie przeoczyłem:
ZDROWE KOŚCI TO DUŻO RADOŚCI!
" Zmęczone stawy? Rozgruchotane kości? A może poważniejszy problem? Nasz ośrodek Ci pomoże! Dzięki innowacyjnej formule oraz działaniom naszych ekspertów, możemy sprawić, że poczujesz się o niebo lepiej. Koniec z narzekaniem na ból! Dość niepotrzebnych leków! Wystarczy, że zgłosisz się do nas w każdy dzień tygodnia w godzinach od 8:30 do 21:00. Reszta zależy już od nas! Przyjdź i przekonaj się sam."
Malutkim elektronicznym druczkiem w dolnym, lewym roku widniał napis:
"Ośrodek leczniczy REXON nie ponosi odpowiedzialności za uszczerbek na zdrowiu poniesiony podczas wizyt. Klient bierze pełną odpowiedzialność za podjętą decyzję i ma świadomość możliwości wystąpienia błędów podczas sesji"
Genialnie. Poszperałem trochę w Internecie i udało mi dowiedzieć się więcej. Oprócz ośrodku w Londynie, funkcjonują jeszcze zakłady w Stambule, Manchesterze, Warszawie, Kijowie, Berlinie, Dortmundzie, Mediolanie, Porto, Paryżu i Barcelonie. Sporo, jak na rozwijając się gałąź medycyny. Jedna informacja przykuła moją uwagę. Magiczna liczba na każdej stronie internetowej określonego miasta:
"Skuteczność sesji 99,2 %"
Tuż obok znajdował się licznik pacjentów, którzy odbyli operacje. Sto dwadzieścia sześć tysięcy pacjentów, z czego 0,8 procenta nie było zadowolonych z dokonanego wyboru. Przeczytałem opinie użytkowników:
" Złamałem nogę, podczas zabawy z synem. Wkrótce miałem z nim zagrać mecz. Wystarczył tydzień, aby moja noga była sprawna. To jakieś cuda!"
~ Pierre, 28 lat - Paryż
"Polecam! Dwa lata borykałem się z bólem kości śródstopia. Kilka wizyt i jestem zdrowy."
~ Hans, 43 lata - Dortmund
"Kiedy usłyszałem o Rexonie spodziewałem się kolejnej bujdy, lecz gdy moje bóle ustały uwierzyłem."
~ Wasilij, 37 lat - Kijów
Niemal wszystkie komentarze zachęcały do wizyty. Zero konsekwencji. Żadnego bólu. Brzmi jak przepustka do lepszego życia. Jednak po mojej odysejskiej tułaczce po lekarzach, specjalistach, uzdrowicielach nadal miałem w sobie zasiane ziarno wątpliwości. Co jeśli to kolejna fatamorgana? Wahałem się dopóki nie przeczytałem jednego z najdłuższych komentarzy:
"Nogi to cenny dar. Doceniłem to dopiero, gdy na moim liczniku w samochodzie widniał napis: 147 km/h. Lekarze nie dawali mi szans na odnowę. Zostałem skazany na przykucie do wózka. O ile dzisiejsze futurystyczne i wygodne leżyska, unoszące się w powietrzu zapewniają mi sporo swobody, to wcześniej czułem się jak ostatni frajer. Nie mogłem pograć z synem w piłkę. Nie mogłem wnieść żony przez framugę drzwi. Nie mogłem wyjść z kumplami na koszykówkę. Czułem się strasznie. Jak anomalia. W raz z pomocą bliskich, rodziny i Boga, udało mi się zaakceptować moją stratę. Poczułem się lepiej, nabrałem do siebie szacunku. Czułem się jak część społeczeństwa. Wtedy dostałem informacje, która wprawiła mnie w osłupienie. Miałem szanse, żeby znów stanąć na nogi. Znów móc biegać, znów mieć szanse pobawić się w bieganego z synem w ogródku. Choć wcześniej przykuty do wózka dawałem radę i zaakceptowałem siebie, to dzięki Rexonowi jestem teraz innym człowiekiem.
~ Antoni, 49 lat - Mediolan
Być może jutro dowiem się, czy ten cały REXON zmieni moje życie.
***************************************************************************
Szansa
Zwykła wizyta u lekarza sprawiła, że po raz pierwszy od bardzo dawna wypsikałem się perfumami, których używam tylko na specjalną okazję. Albo ważnych spotkań, albo randek. Od śmierci Loretty tych drugich w ogóle nie było. Zmieniłem kolor leżyska z czarnego na biały i byłem gotowy do wyjścia. Dzięki wynalezieniu urządzenia na którym się poruszam, moje życie stało się znacznie prostsze oraz łatwiej wykonuje codzienne czynności. Przypomina ono nieco unoszący się nad powierzchnią dmuchany fotel. Jedynymi dodatkami są płytki magnetyczne umiejscowione pod siedziskiem. Zarzuciłem na siebie jesienny płaszcz i włożyłem na głowę kapelusz, w którym czułem się jak członek mafii. Spojrzałem w lustro i odetchnąłem głęboko. Byłem gotowy.
Według ulotki ośrodek znajdował się raptem dwie przecznice od mojego domu. Przynajmniej nie będę się musiał tłuc w metrach linowych, tylko będę mógł bezpośrednio dotrzeć na miejsce. Ludzie, których mijałem wyglądali niemal identycznie jak ja. Powrót mody z lat 40' sprawił, że całe miasto cofnęło się prawie o wiek. Ogromne billboardy informowały o produktach, które pojawią się w przyszłym tygodniu w sklepach lub o nowych filmach dopuszczonych przez cenzurę do środków masowego przekazu. Miasto poprzez wyścigi architektoniczne wyglądało, jakby ktoś w sieć dróg powbijał długie sople lodu. Żaden budynek nie wyglądał tak samo. W 2030 roku prym wiedli architekci, którzy prześcigali się w pomysłach, jeśli chodzi o wprowadzanie własnych szkiców w życie. I tak Londyn stał się jednym wielkim skupiskiem figur geometrycznych. Na szczęście gwałtowne reakcje władz sprawiły, że Stare Miasto wraz parlamentem i Big Benem zostało nietknięte i odizolowane od tego chorego pościgu.
I jest. Nie trudno było mi przeoczyć podświetlony na niebiesko napis REXON. Przyznam, że budynek zrobił na mnie wrażenie. Patrząc na ośrodek przypomniał mi się model atomu, jaki pokazywał nam wykładowca na studiach. Oszklone kule połączone siecią czarnych tuneli ciągnęły się bez końca. Niczym królestwo mrówek.
- Witam, w czym mogę pomóc?
Uśmiechnęła się do mnie recepcjonistka ze spiętymi w kok rudymi włosami. Ubrana była tak samo, jak lekarka z e-ulotki. Długi od szyi aż po kostki biały uniform. Spięty w niektórych miejscach szarymi, dużymi klamrami.
- Chciałbym zapisać się na sesję.
- Dobrze. Proszę o pana Kartę Miasta.
Dodatkowy wymysł Unii Zachodniej mający na celu zwiększyć ochronę obywateli poprzez ścisłą kontrolę działań w sektorze publicznym oraz dokonywanie transakcji. W skrócie, jeśli kupię Big Maca to służby będą wiedziały o tym, że niezdrowo się odżywiam. W rzeczywistości jednak ilość przestępstw się nie zmniejszyła, a czarny rynek w Starym Mieście nadal się rozwija co sprawia, że karty stały się tylko utrapieniem.
- Wszystko w porządku.
"Wszystko w porządku" oznaczało, że zostałem zarejestrowany do systemu, jako obywatel korzystający z usług REXON.
- Poproszę o pańskie ID.
Z niesamowitą prędkością wklepała dane do kartoteki i oddelegowała mnie do jednego z pokoi, w którym miałem wypełnić te śmieszną ankietę. Oprócz mnie w białym, sterylnym pomieszczeniu znajdowały się jeszcze tylko trzy osoby. Dwóch nieszczęśliwców ze złamaną nogą oraz kobieta, która miała taki sam problem jak ja. Poszukałem wolnego stolika i rozciągnąłem elektroniczną ankietę na blacie. Wpisałem swoje podstawowe dane osobowe, zgodziłem się na ich przetwarzanie i doszedłem do ostatniego podpunktu: PYTANIA.
1) Czy zgadzasz się na uczęszczanie w co dwudniowych sesjach?
TAK
2) Czy jesteś świadomy konsekwencji związanych z uczęszczaniem na sesje?
TAK
3) Czy jesteś świadomy możliwości wystąpienia powikłań lub błędów?
TAK
Trzy razy TAK, dziękuję przechodzisz dalej. Poczułem się w niczym tym rozrywkowym show emitowanym na wizji do 2016 roku "Mam Talent". Na dole pojawiła się nagle informacja:
"Pan Carl Johnson proszony do pokoju nr 42"
Nie kazałem długo im czekać.
- Witam panie Johnson. Poproszę o pana ankietę. - Zza biurka uśmiechnął się do mnie łysy doktor.
Przejrzał przelotnie dokument, po czym odparł:
- Dobrze, pani Johnson. Nazywam się Samuel Willis i przeprowadzę z panem krótką rozmowę oraz ocenię sytuacje.
- Zamieniam się w słuch.
- Najpierw muszę poinformować pana o sprawach formalnych. Spotkania będą odbywały się cyklicznie co dwa dni. Cena jednego spotkania to sto dziesięć funtów. Ilość spotkać zależy od postępu w leczeniu. Pańskim lekarzem będzie... - Zawahał się chwilę, żeby spojrzeć w kartotekę - Pani dr Elizabeth Snow. Ma pan jakieś pytania?
- Jak długo trwa jedna sesja?
- W zależności od kondycji pacjenta od godziny do dwóch i pół.
- Na czym polegają spotkania?
- To już wytłumaczy szczegółowo dr Snow.
- Rozumiem.
- Dobrze. Muszę przeprowadzić z panem kilka testów mających na celu określenie pana kondycji fizycznej, rozwoju mięśni oraz określeniu problemu z jakim pan się boryka.
Kiwnąłem śmiele głową, wyrażając aprobatę. Za cholerę nie wiedziałem czego się mogę spodziewać. Bałem się, że podłączoną mnie do skomplikowanej aparatury i będę leżał bezczynnie oblepiony setkami przystawek. Doktor odsunął kotarę i otworzył szerokie drzwi, gestem ręki zapraszając mnie abym wszedł do pomieszczenia. Sala okazała się być jedną z tych kul, które widziałem z zewnątrz. Na środku znajdowało się unoszące się łóżko, a koło niego masa nieznanych mi urządzeń. Wyglądem przypominały mi nieco wyposażenie dentysty z największego koszmaru, temu niechętnie znalazłem się w sali.
- Proszę się położyć na materacu, panie Johnson.
"A ja potnę pana na kawałki" - chciałoby się powiedzieć, lecz nie miałem już drogi ucieczki. Wgramoliłem się z siedziska na łoże i usadowiłem wygodnie. Doktor założył na ręce gumowe rękawiczki, a na twarz przepaskę zasłaniającą usta.
- Według kartoteki, pana obie nogi są niesprawne na w skutek wypadku na motocyklu. Zgadza się?
- Zgadza.
- To dziwne urządzenie, która widzi pan za mną. - Wskazał palcem na sprzęt medyczny, który wyglądał jak działko lasera z Gwiezdnych Wojen - Ma za zadanie określić stan pańskich kości. Za pomocą RH - 15 przebadamy pana nogi oraz ocenimy szanse sesji.
Bez zbędnych wstępów zabrał się do pracy. Obserwowałem cały proces z takim samym zaangażowaniem jak fani oglądają mecze piłki nożnej swoich ulubionych drużyn. Lekarz przyłożył żelazną kulę do mojej skóry i zataczał nią okręgi na około łydek. Wyglądało to nieco komicznie, lecz po chwili zdałem sobie sprawę, co się dzieje. Na monitorze mikrocząsteczki zaczęły układać się w całość, tworząc strukturę moich kości. Górny ekran pokazywał prawą łydkę, zaś dolny lewą. Dopiero teraz dostrzegłem, z czym naprawdę mam do czynienia. Gdy lekarz skończył badanie, zdjął z siebie rękawice i maskę, po czym podszedł do dwóch ekraników. Podrapał się po łysinie, długo przyglądając sie zdjęciom.
- Nie wiem jak to panu powiedzieć.
Lekarz zawahał się chwilę i ponownie przyjrzał się obrazkom na monitorze.
- Pierwszy raz spotykam się z takim zjawiskiem. Według opinii pańskich poprzednich lekarzy rdzeń kręgowy jest nietknięty, a kości były mocno pogruchotane, ale powinny się zregenerować. RH - 15 mówi co innego.
- Co takiego?
- Pana kości są na tyle zdruzgotane, że nie mają szans na odbudowę.
Falę goryczy przelał bezemocjonalny, kobiecy głos z komputera:
"SZANSE NA SUKCES 1,7 %"
***************************************************************************
Subskrybuj:
Posty (Atom)