Krótsza część druga "Ciemności" ląduje na bloga. Miłej lektury :).
CIEMNOŚĆ cz.II
Złość
Ogień w kominku zawsze mnie uspokajał. Żarzące się w nim kawałki drewna są chyba jedynym elementem w tym domu, który nie pasuje do całej układanki. Butelka whisky była do połowy pusta, albo do połowy pełna, lecz w wypadku Chivas'a Regal z 2003 roku, którego właśnie sączyłem, pasuje tylko ta pierwsza opcja. Długo wpatrywałem się w tańczące ogniki za szklanką szybką, starając się wsłuchać w Stairway to Heaven i spróbować zapomnieć o dzisiejszej wizycie.
Podleciałem siedziskiem do szerokich okiennic, chcąc zobaczyć panoramę metropolii znajdującej się kilka kilometrów od miejsca mojego zamieszkania. Z oddali centrum Londynu bardziej przypominało naszpikowany neonami cyrk, niż stolice Anglii. Pomiędzy wysokimi biurowcami migały szybkie łuny światła, co oznaczało, że nawet po północy metra linowe nadal spisują się na medal.
Werdykt bezdusznej maszyny był przygniatający. Ponad jeden procent szansy na sukces. Poczułem się jak frajer, wierząc w cuda, które nawet mi nie były w stanie pomóc. Głośny i irytujący dźwięk z pagera nie dawał mi spokoju. Marco dobijał się do mnie od południa, gdy automatycznie na Facebooku pojawiła się informacja, że korzystam z usług REXON. Portal społecznościowy zakorzenił się w zwykłej codzienności na dobre, będąc nieodłącznym elementem naszego życia . Z roku na rok notował niesamowite postępy, sprawiając, że moi znajomi dowiadują się już, jak spędzam dzisiejszy, piątkowy wieczór. W tej sytuacji nie pojawiła się żadna informacja, co jest sygnałem, że najprawdopodobniej siedzę sam w domu. Odważyłem się wreszcie otworzyć skrzynkę odbiorczą.
13:04:59 - Marco Sanderson
"Widzę, że w końcu się przełamałeś! Napisz potem jak było :D"
14:32:01 - Marco Sanderson
"Już?"
15:15:34 - Marco Sanderson
"Stary... umieramy z Agnes z ciekawości"
17:56:17 - Marco Sanderson
"Popsuł Ci się pager :(?"
20:18:00 - Marco Sanderson
"Nie wiem co z twoim pagerem, Carl, ale zapraszam Cię jutro do pubu. Będą Bob i George. Rusz swój leniwy tyłek i widzimy się w Arenie o 21:00. Nie spóźnij się!"
I na tym koniec jego monologu. Nie miałem ochoty z nim rozmawiać. Po tym jak podziękowałem za współpracę z REXON-em chciałby mnie namawiać, abym mimo wszystko spróbował. Jednak wyjście do pubu ze starymi znajomymi będzie dla mnie jak świeży oddech. Nawet mimo tego, że George to dupek, a Bob nudziarz. Spojrzałem ukradkiem na neonowy zegar nad kominkiem: 20:31. Może trafię na jakiś ciekawy program lub film w telewizji. Ekran zsunął się na dół i chwila wystarczyła, abym przełączył kanał. Znowu te krzykliwe reklamy robotów kuchennych. Reklama, reklama, reklama. Owszem. Telewizja nie serwuje już odmóżdżaczy, ani dennych teleturniejów, lecz spoty marketingowe zagrzały sobie miejsce w świecie mediów. Przełączyłem ponownie kanał.
- REXON! Mit czy prawda? W dzisiejszym odcinku nasze dwie ulubienice - Robin i Sarah sprawdzą innowacyjne metody wchodzącej na rynek medyczny firmy.
Może być ciekawie.
***************************************************************************
Szok
Filtry w pubie działały na najwyższych obrotach, gdyż nawet kopcący koło mnie Bob, nie mógł mi spieprzyć tego wieczoru. Odkąd zwiększyła się liczba zgonów na raka, a palacze zaczęli protestować, rząd poszedł na ugodę i niemal we wszystkich miejscach publicznych znajdują się filtry oczyszczające powietrze. Drogie ustrojstwo, ale jakie skuteczne.
- Więc mówisz, Carl - odezwał się nagle Marco - Ponad jeden procent szans na sukces?
Chwyciłem najpierw za kufel z piwem i wlałem w siebie gorzki trunek.
- Pieprzone JEDEN, COMA, SIEDEM procenta.
- Większa szansa, że przeleciałbyś Melanie Books - wtrącił się nagle George. W swoim nowej, jaskrawej koszuli oraz bordowych spodniach myślał, że wygląda jak stały bywalec Areny.
- Podobno mają ponad sto tysięcy zadowolonych klientów w całej Europie - odezwał się wreszcie Bob.
- Skuteczni, czy nie, zapewne każdy z pacjentów miał większe szanse.
- W mordę, Carl. Przejmujesz się wytycznymi wykreowanymi przez komputer - Marco przerwał, by znów się napić - Spójrz na to z szerszej perspektywy. Oni ci naprawdę mogą pomóc.
- Wsiądziesz w końcu na swój motor - zachęcał mnie George.
- Albo weźmiesz udział w tym maratonie, o którym nam mówiłeś kilka lat temu. - Próbował także Bob.
- W każdym razie... nie zamierzam się podjąć leczenia.
Marco spojrzał się na mnie z wyrzutem, a zwykle obojętny Bob wywrócił oczami. Czułem się jak uczeń, który dostał jedynkę i czeka na smagnięcie paskiem po pośladkach.
- Stary... cierpliwości. Mówiliśmy ci z Agnes, że kilka sesji i spójrz. - Marco wstał i ostentacyjnym ruchem zaprezentował swój zdrowy kręgosłup. - Kości ze stali!
Zeskoczył z kanapy złapał mnie i George za barki po czym wybełkotał:
- Panowie, następna kolejka na mój kosz...
Bob w ostatniej chwili zdążył złapać głowę Marco zanim ta uderzyła o metalowy kant stołu. George zaśmiał się głośno, a my z Bobem spojrzeliśmy na siebie rozbawieni zaistniałą sytuacją. Po raz pierwszy Marco został pokonany przez jakikolwiek trunek.
- Dalej przenieśmy go w inne miejsce - zakomunikował nagle Bob.
Oparliśmy pijanego Marca o wygodne poduszki, licząc że nie zrobi sobie krzywdy. W mgnieniu oka jego opalona skóra przybrała siny kolor.
- Idę się odlać. Przypilnujcie go - odezwał się George, wstając od stołu.
- To ja skoczę po kolejne piwka. To co zwykle, Carl?
Kiwnąłem głową, zostając sam na sam z nieprzytomnym Marco. Sączące się z głośników country oraz towarzystwo kumpli poprawiło mi nieco humor. Choć nadal część mnie nie była święcie przekonana, czy na pewno podjąłem odpowiednią decyzję, odmawiając leczenia. Być może to była moja ostatnia szansa, aby uzdrowić moje chore nogi. Kto wie.
- Carl...
Odwróciłem się w stronę Marco.
- Carl... zabierz mnie do...
Nie dokończył. Jego ciało zsunęło się bezwładnie na podłogę.
***************************************************************************
Tajemnica
Agnes czuwała przy Marco już od blisko trzech godzin, ale jego stan nadal nie ulegał zmianie. Jego skóra była już niema całkowicie blada niczym ściany szpitala, zaś jego ciało od czasu do czasu ogarniały drgawki, na które lekarze nic nie byli w stanie poradzić. Gdy zadzwoniłem po karetkę, która zabrała Marca, wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Nikt. Dosłownie nikt z obecnych na dyżurze lekarzy, nie był w stanie ocenić, co dokładnie dzieję się z Marco. Od lat mój przyjaciel na nic nie chorował. Ostatnią jego bolączką była próchnica z siedem lat temu, albo grypa, której się nabawił w Austrii.
- Przepraszam, panie...
Odwróciłem się w stronę pielęgniarki. Ładnej pielęgniarki.
- Carl. Carl Johnson.
- Jest pan z rodziny?
- Jestem jego przyjacielem. Wiadomo już, co było przyczyną omdlenia?
- Wciąż czekamy na wyniki krwi. E-sonda natomiast wykryła obce ciała skupione w jednym punkcie.
- E- sonda?
- Małe urządzenie wpuszczane do krwioobiegu. Pozwala zneutralizować jakiekolwiek obce ciała w organizmie pacjenta. Ostatnio masowo wykorzystywana przy eliminowaniu wirusów.
- Rozumiem. Wokół jakiego organu skupione są obce ciała?
- Żadnego. Wszystkie zlokalizowane są tuż przy końcowym odcinku kręgosłupa.
- Dziękuję, siostro.
Złapała mnie ręką za ramię i powiedziała:
- To nie wszystko. Nie wiem czy powinnam panu o tym mówić.
- Ale?
- Proszę za mną. Pokażę panu.
Chwilę później znaleźliśmy się w najzwyklejszym gabinecie lekarskim. Pielęgniarka odgarnęła swoje kruczoczarne loki i gestem ręki zachęciła mnie, abym się do niej przybliżył. Rozłożyła na stole wypchaną teczkę i wyciągnęła jej zawartość. Przed oczami znalazło się kilkanaście kartotek pacjentów. Na pozór nic dziwnego.
- Kartoteka pana Sandersona też tutaj jest.
Wygrzebałem z dokumentów specyfikacje przyjaciela. Odchyliłem kartę z danymi osobistymi i przeszedłem do wyników badań:
" Choroba: nieokreślona/ Objawy zewnętrzne: blada skóra, uwypuklone żyły, nabrzmiałe węzły chłonne/ Objawy wewnętrzne: nieokreślone obce ciała ignorowane przez układ immunologiczny skupione w okolicach dolnej części kręgosłupa/ Stan pacjenta: stabilny/ Puls: w normie/ Sposób leczenia: brak"
- Brak?
- Dokładnie jak w pozostałych jedenastu przypadkach. Stan jednej pacjentki ocenia się już jako krytyczny. Dwa dni temu była pierwsza ofiara śmiertelna.
- Media milczą.
- Milczą. Bo oficjalny powód zgonu to ostre zapalenie płuc.
- Czy pani, aby na pewno jest pielęgniarką?
Nie odpowiedziała, gdyż za drzwiami było słychać duże poruszenie. Opuściliśmy pomieszczenie, udając się za grupką pracowników szpitala. Na szczęście lekarski peleton ominął pokój chorego Marco i wleciał do sali obok.
- Raz, dwa, trzy!
Ciało starszego mężczyzny pod wpływem działania defibrylatora uniosło się błyskawicznie w górę.
- Raz, dwa, trzy!
I znowu. Aż do momentu, gdy jeden z głównych lekarzy zrezygnowany rzucił stetoskop o ziemię.
- Godzina zgonu? - odezwał się po chwili ciszy zakłócanej tylko przez monotonny dźwięk dochodzący z urządzenia wskazującego puls. Pozioma kreska nie pozostawiała złudzeń.
- Trzecia trzydzieści pięć - wydukała z siebie znajoma pielęgniarka, która znajdowała się tuż przy łóżku zmarłego.
Poczekałem aż sytuacja się uspokoi, a lekarze wrócą do swoich zajęć.
- Obce organizmy umiejscowione w okolicy płatu potylicznego - odezwała się pielęgniarka wychodząca z sali.
- Czyli oficjalny powód to ostre zapaleni płuc?
- Wygląda na to, że nie. Porozmawiałam ze swoim przełożonym. Dzisiaj przywieźli siedmiu nowych pacjentów.
- Dlaczego mi to wszystko mówisz?
- Ponieważ ty potrafisz mi pomóc.
***************************************************************************
Nareszcie ta historia nabrała życia! Moja wyobraźnia pracuje i już podsuwa mi możliwe rozwiązania tej medycznej zagadki. Dobra robota! :)
OdpowiedzUsuńFajna kompozycja, ciekawy zwrot akcji i, przede wszystkim, główny bohater wzbudza u mnie sympatię, więc czekam na ciąg dalszy :D
OdpowiedzUsuńZawsze przerywasz w najlepszym momencie, jak ja tego nie lubię ;P Ciekawa jestem jak to dalej rozwiążesz, bo bardzo fajnie się akcja rozkręca :)
OdpowiedzUsuń