"Je­dyna wol­ność to zwy­cięstwo nad sa­mym sobą"

Fiodor Dostojewski


niedziela, 13 listopada 2011

Welcome to my world

No, a więc stało się. Założyłem bloga z opowiadaniami. Na starcie chciałbym polecić stronę mojego szanownego przyjaciela:
http://www.pazuremkury.blogspot.com/
I życzyć wszystkim miłej lektury pierwszego opowiadania jakie tu zamieszczę ;)



P.S Myślę, że ustrzegłem się błędów i literówek ;)

DWA STRZAŁY

Deszcz dudnił o szyby, przerywając ciszę jaka zapanowała w domu Solojewa. Rosjanin poprawił binokle spoczywające na jego nosie i odwrócił wzrok od lektury. Odłożył książkę na blat stołu, tuż koło pistoletu Colt. Podniósł się z fotela i chwytając kubek z gorącą jeszcze kawą, podszedł do wielkich okiennic. Wyjrzał na pustą, brukowaną ulicę wypełnioną po brzegi spływającą wodą. W przeciwległym domu na drugim piętrze paliło się światło. Mężczyzna spojrzał na zegarek i uśmiechnął się krzywo.
"Punktualnie"
Wziął potężny łyk kawy i podszedł do wielkiej komody. Poszperał w kieszeni jeansoywych spodni i znalazł mały klucz. Włożył go do szparki i usłyszał przyjemny zgrzyt. Pociągnął za szufladę i wyciągnął z niej dwa puste magazynki oraz garść pocisków. Przeliczył je w rękach i wrócił ponownie do fotela. Oparł ręce na blat i po kilku szybkich ruchach oba magazynki były naładowane. Obejrzał dokładnie pistolet. Po wczorajszej "akcji" nie było śladu. Lufa była wypolerowana, a uchwyt wyczyszczony z posoki. Ukradkiem spojrzał na obraz za oknem oświetlany co chwilę przez błyskawice. Uwielbiał taką pogodę. Zamaskowanie śladów oraz szybka ucieczka to była dla niego czysta formalność. Załadował magazynek do pistoletu i przeładował broń. Nałożył na lufę tłumik, a następnie schował amunicje do kieszeni. Wstał z fotela i dopił do końca kubek kawy leżący na komodzie. Przypiął do skórzanego paska kaburę i włożył do niej przygotowaną broń. Kochał tę robotę. Wykonywanie takich zadań sprawiało mu masę przyjemności. Dodatkowym magnezem, który ciągnął go do akcji był dreszczyk emocji, adrenalina oraz możliwość sprawdzenia własnych umiejętności. Sam akt uśmiercenia kogoś był dla niego zwykłym finałem bez fajerwerków. Mężczyzna podszedł do wielkiego lustra i spojrzał na swoje odbicie. Mało spał, co odbijało się na koncentracji oraz workach pod oczami. Fryzura była w nieładzie. Krótkie ostrzyżone, kasztanowe włosy sprawiały wrażenie jakby były nieuczesane od dawnego czasu. Przejechał ręką po kilkudniowym zaroście, który dopełniał tylko obrazu zmęczenia. Obrócił się w stronę okna i usłyszał hulający wiatr. Parsknął, gdy ogarnął wzrokiem swoją wymiętoloną koszulę, ubrudzoną w kilku miejscach śladami po kawie. Uśmiechnął się rozmarzony, gdy dostrzegł na mankiecie ślady czerwonej szminki. Nie pamiętał nawet jej imienia, ale miał nadzieję, że spotka ją niebawem. Może nawet po dzisiejszej akcji. Zrzucił z siebie koszulę i założył świeży, czarny sweter. Przeczesał ręką zaniedbane włosy i wypsikał się drogimi perfumami. Po chwili był gotowy do wyjścia. Założył czarne kozaki, a następnie ciemną, skórzaną kurtkę. Upewnił się, że pistolet jest w kaburze i wyszedł na zewnątrz. Przed domem czekała już limuzyna. Jak zawsze w tym samym miejscu i o tej samej godzinie. Zamknął drzwi i spojrzał na przeciwległy dom. Światło zgasło, co oznaczało, że miał wsiąść do furgonetki. Wiedział, że jego szefowie wynajęli jakiegoś dupka, który ma go obserwować na każdym kroku. Wsiadł do samochodu. W powietrzu unosił się zapach papierosów, wódki oraz skurwysyństwa. Standardowa procedura. Wejście. Dane i zdjęcie celu. Krótka rozmowa i wypad. W limuzynie było ciemno i duszno. W kącie okrągłej kanapy Solojew widział tylko unoszący się w powietrzu dym oraz żarzącą się końcówkę papierosa. Po chwili zapaliło się światło i dostrzegł otyłego mężczyznę w garniturze. Na stole przed nim leżała kartoteka. Popchnął ją w stronę Solojewa. Rosjanin obrócił teczkę i po otwarciu zamarło mu serce. Przypomniał sobie o szmince na koszuli. "Rosalia Dostojewa, trzydzieści jeden lat, urzędniczka". Obok danych widniała uśmiechnięta, rudowłosa kobieta o bałkańskich rysach. "Piękna" - pomyślał.
- Rosalia Dostojewa. Wadzi w działaniach jednemu z naszych dostawców. - Paskudny, przepity głos.
- Wiesz, że nie zabijam kobiet - odparł stanowczo.
- Płaci potrójnie.
Takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Ostanie fundusze przepił w kilku klubach oraz haremach tureckich.
- Ile dokładnie?
- Dwieście tysięcy dolarów.
Mężczyzna wybałuszył oczy i podrapał sie po zaroście.
- Będziesz udawał jej klienta - kontynuował szef - Będziesz się nazywał... - przerwał, spoglądając na dokument tożsamości - Dijimitri Wachovski.
- Gdzie on teraz jest?
- W bagażniku - odparł z zimną krwią.
- Za trzydzieści minut macie spotkanie w kawiarni Esmeralda na rogu ulic Dostojewskiego i Tołstoja. Znam twoje sztuczki oraz dane statystyczne liczby kobiet w twoim łóżku, wiesz co masz robić.
Kiwnął tylko głową i schował zdjęcie do kieszeni. Miał zamiar wyjść z samochodu, lecz grubas chwycił go za ramię.
- Pamiętaj Ivan żadnych przekrętów.
Wyrwał się z uścisku i ruszył w stronę garażu. Deszcz nie stracił na swojej sile, co doprowadzało go do szewskiej pasji. Nie uśmiechało mu się jechać motocyklem w szalejącą wichurę oraz rzęsisty deszcz. Miał mało przyjaciół. Jednak na jednym nie zawiódł się ani razu. W kącie garażu stała nowiutka Yamaha. Po chwili w garażu rozległ się głośny ryk motocyklu, a on sam wyjechał na ulice i środkowym palcem wyraził zdanie o obserwatorze w oknie. Wyjechał z osiedla i zorientował się, że zostało mu jeszcze dziesięć minut. Przyśpieszył, mijając samochody jak tyczki. Fortunnie zdążył przed czerwonym światłem i po chwili znalazł się tuż pod kawiarnią. Odstawił motocykl i zziębnięty wszedł do środka. Odłożył kurtkę na wieszak i poszukał wzrokiem jakiegoś ustronnego miejsca. Jego oczekiwania spełnił stolik w kącie tuż przy oknie. Za szybami ulewa poganiała ludzi i zmuszała ich do szukania schronienia. Usłyszał kobiece chrząknięcie i odwracając uwagę od obrazu za szybą, uśmiechnął się w stronę urzędniczki. Ubrana była w ciasną obcisłą bluzkę oraz granatową koszulę. Długie, zgrabne nogi okrywała tylko wyzywająca mini. Wstał i starając się odwrócić wzrok od dekoltu przywitał się ze swoim celem.
- Rosalia Dostojewa.
- Dijimitri Wachovski.
- Wydaję mi się, że gdzieś pana już widziałam.
Serce zaczęło mu bić szybciej. W pubie i u niej w domu była tak upita, że nie pamiętała nawet swojego imienia.
- Śmiem wątpić, żebyśmy mieli przyjemność - odparł najgrzeczniej jak potrafił.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi i usiadła za stolikiem. Solojew usadowił się na przeciwko niej i gestem ręki wezwał kelnerkę. Blondynka żująca gumę podeszła do blatu i zapytała o zamówienie.
- Espresso bez mleka - odparła bez zastanowienia.
- Poproszę to samo.
Po odejściu kelnerki zapadła cisza, którą w pewnym momencie przerwał Solojew:
- Paskudna pogoda, prawda?
- Dokładnie. Mam już dość tłuczenia się tymi przeludnionymi autobusami.
- Zawsze można podróżować czymś szybszym.
- Co ma pan na myśli?
Wskazał na swój motocykl stojący za oknem.
- Musiało pana nieźle zmoczyć - powiedziała, przygryzając wargę.
- Nawet pani nie wie jak - rzucił w odpowiedzi i posłał w jej stronę zalotny uśmiech.
Wpatrywali się w siebie chwilę, po czym urzędniczka położyła na stół stertę teczek oraz dokumentów.
- Przejdziemy do interesów, panie Wachovski.
Nie trawił wszystkich spraw związanych z biznesem. Nie miał bladego pojęcia o ekonomii ani administracji, dlatego modlił się, żeby w rozmowie nie padły jakieś frazy, o których nigdy nie słyszał. Odetchnął z ulgą, kiedy dostrzegł wytłuszczony napis na dokumencie. Po trwającej wieczność rozmowie oraz udanych według niego próbach flirtu. Wstał od stolika i zapytał:
- Może da się pani...
- Rosalia - przerwała i uśmiechając się wyciągnęła rękę.
-Iv... Dijimitri - powiedział, odwzajemniając uśmiech - A więc dasz się namówić na spacer?
Deszcz ustał, a wiatr stracił na sile. Po chwili oboje szli główną promenadą, zachwycając się majestatycznością budynków.
- Niedaleko znajduje się mój dom, może wejdziesz?
- Z przyjemnością.
Kilka minut później znaleźli się w ogromnym wieżowcu. Weszli do windy i urzędniczka wcisnęła guzik na ostatnie piętro. Ivan zamyślił się chwilę i zastanawiał się, czy aby na pewno jadą na odpowiednie piętro. Drzwi od windy otworzyły się szeroko, a Rosalia gestem ręki zaprosiła gościa do siebie. Na wejściu uderzył go zapach damskich perfum. Jednak sam przedpokój był inny od obrazu doprawionego alkoholem w ubiegły wieczór. Wszystko było ułożone schematycznie, wręcz idealnie. Rozebrał się z kurtki i upewnił się, że sweter przykrywa kaburę. Usiadł na sofie i usłyszał dochodzący z kuchni głos:
- Masz ochotę na drinka?
- Nie pogardziłbym - odparł obojętnie.
Wyprostował nogi i przeklął pod nosem, gdy z całym impetem uderzył się nogą w stolik.
- Wszystko w porządku?
-Tak! Tak! Nic mi nie jest.
Cofnął obolałą nogę i spostrzegł stertę zdjęć, która musiała wylecieć spod blatu. Podniósł kilka z nich i wybałuszył oczy. Po kolei wertował fotografie, na których widniały twarze ludzi przekreślone czerwonym krzyżykiem oraz daty wykonania egzekucji. Obejrzał wszystkie zdjęcia, a następnie wepchnął je pod kanapę. Na podłodze spostrzegł jedną, zagubioną fotografię. Podniósł ją i dokładnie obejrzał. Na odwrocie widniała dzisiejsza data oraz rodzaj broni jakim ma zostać wyeliminowany cel. Odetchnął głęboko i obrócił w ręku zdjęcie. Ujrzał swoje zdjęcie wykonane najpóźniej rok temu. Usłyszał brzdęk dochodzący z kuchni. Instynktownie położył rękę na kaburze. Szybkim ruchem odpiął ją i wyciągnął z niej naładowanego Colta.
- Rosalia? - zapytał, wstając powoli z kanapy.
Cisza.
Zapytał ponownie i przylegając do ściany ogarnął przedpokój.
Pusty.
Powolnym krokiem ruszył w stronę kuchni. Co chwilę obracał się za siebie. Przymknął po drodze drzwi od łazienki, które zaskrzypiały nieprzyjemnie. Wziął głęboki oddech i wpadł do kuchni. Nikogo nie było. Zrobił kilka kroków do przodu i poczuł zimny metal przylegający do jego płatu potylicznego. W drzwiczkach od piekarnika ujrzał grymas uśmiechu na twarzy Rosali. Usłyszał powolne oklaski dochodzące z przed pokoju. W kuchni pojawiła się nagle postać, którą Solojew nieraz miał ochotę ukatrupić.
- Brawo. Brawo - skitował grubas w garniturze i papierosie w ustach - myszka wpada w ręce kotka.
- Czego chcesz - odparł chłodno.
- Twojej śmierci, sukinsynu. Zbyt wiele razy naraziłeś agencje na niepowodzenia.
- A więc Rosalia w ubiegłą noc to wasza sprawka?
Mężczyzna wypuścił duszący dym, po czym zaśmiał się pogardliwie.
- Prawdziwy z ciebie Sherlock, Ivan- obrócił się w stronę okna i spojrzał na aglomeracje miejską - skończ z nim Rosalia.
Kobieta przeładowała broń. Grubas wypuścił kolejny dymek. Ivan zamknął oczy. W kuchni rozległy się dwa strzały. Rosalia schowała broń i ogarnęła wzrokiem leżącego na ziemi mężczyznę z rozwalaną czaszką.
- Dlaczego nie zabiłaś mnie? - spytał Solojew, odwracając się w kierunku urzędniczki.
- Są sprawy ważne i ważniejsze, Ivan. Ten sukinsyn nie będzie już wadził agencji.
- Jestem twoim celem. Jeśli mnie nie zabijesz, agencja zabije ciebie za niewykonanie misji.
Rosalia uśmiechnęła się w odpowiedzi.
- Podobają ci się śródziemnomorskie plaże?
Odparła i rzuciła w jego stronę zamkniętą kopertę.
- Mamy samolot za godzinę -powiedziała i wyszła z mieszkania.
Solojew podniósł z ziemi kopertę oraz dwie łuski. Po dwóch strzałach.

*****************************************************************

4 komentarze:

  1. Blablabla, pokomentuję jak wrzucisz coś, czego nie czytałem. Strzały są spoks, ale już ci o nich mówiłem wcześniej. :P Pisz, pisz, pisz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomysł sam w sobie jest prosty, ale przy tym fajny. Ot, taka wieczorna opowiastka. :) Tworzysz długie, wciągające opisy, co jest zdecydowanie na plus, szkoda tylko, że budujesz je z tak krótkich zdań. Zdarzyło się kilka wpadek z interpunkcją („Odetchnął z ulgą kiedy dostrzegł”), powtórzeń („Włosy były w nieładzie. Krótkie ostrzyżone, kasztanowe włosy(…)” ) i literówek („wynajęli jakieś dupka”), ale to doszlifujesz :D
    Nie podoba mi się: „skitował grubas w garniturze i papierosie w ustach”, zmień to. XD
    Czytaj tekst 10 razy przed publikacją, bo błędy zakłócają odbiór. :< Początek oceniam jako fajny, rozkręcisz się nam tu! xD Szlifuj ten swój talent, bo BeeGoss dobrze skrobie! Powodzenia:)
    PS: Przepraszam za to moje zboczenie, nawet Pilipiuka poprawiam w książkach. xD

    OdpowiedzUsuń
  3. No, w końcu można komciować! Już ci mówiłam kiedyś, że opowiadanie przyjemne. Zdecydowanie mi się bardziej podobało od tego, które wcześniej mi wysyłałeś. Jakieś wojenne bodaj. No i ta twoja maniera, twoje krótkie zdania.. Ugh! XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj Adaś, Adaś, nie lubię tak na Ciebie mówić więc jeszcze raz. Oj Jaworski, Jaworski. fajny pomysł:D nie doczepię się do krótkich zdań, bo jak dla mnie nadają nutkę dynamiczności. długie i ciągnące się tasiemce mi nie pasują, psują nastrój jaki nadajesz. Taka forma jaką Ty podajesz jest jak najbardziej przyciągająca. ale wracając do meritum ciekawy pomysł, powinnam powiedzieć trzymaj tak dalej, ale no już troszkę czasu minęło od tego opo, niemniej jednak te słowa jak najbardziej się spełniły ^^

    OdpowiedzUsuń