Serwuje nowe opowiadanie, które wstawię w partach, bo jest za długie na jeden raz. Może jakiś kawałek dla klimatu?
Myślę, że kawałek Megadethu (0:59 najlepszy fragment) będzie pasował. Miłej lektury ;).
Krok od śmierci cz. I/III
Powietrze świstało przecinane oburęcznym mieczem. Greworian płynnymi ruchami wykonywał kolejne cięcia, nie zważając na obserwującą go kobietę. Mężczyzna poczuł jak po ciele spływają mu strużki potu, a mięśnie powoli odczuwają ciężar dzierżonego oręża. Zakończył rozgrzewkę, wbijając miecz głęboko w ziemię i padł na kolana z wycieńczenia. Oddychał ciężko, czerpiąc powietrza jak tonący. Zanim zdołał się podnieść, poczuł na karku dotyk gładkich, delikatnych dłoni. Ręce wędrowały w kierunku torsu, wywołując u mężczyzny łobuzerski uśmieszek. Trzydziestolatek powstał z ziemi i uściskał swoją żonę.
-Nadal jesteś pewien, że chcesz to zrobić? - jej głos nie zdradzał żadnych emocji, co budziło w nim podziw.
Greworian otarł z czoła strużki potu i przyciągając kobietę do piersi odparł:
-Irwin, wiesz, że dzięki temu uda nam się w końcu stąd wydostać. Pomyśl o nim.
Przejechał palcami bo zaokrąglonym brzuchu kobiety.
Irwin uśmiechnęła się w odpowiedzi.
-Po prostu martwię się o ciebie.
-Bezpodstawnie. Naprawdę. Poradzę sobie.
Wątpił, że te słowa przekonały żonę, do odpuszczenia negocjacji. Nie pomylił się.
-Trenowałeś kilka godzin dziennie przez cały miesiąc jesteś pewien, że to wystarczy?
Greworian westchnął.
-Wystarczy. Wierzę, że mi się uda.
Ucałował kobietę na pożegnanie i zmusił się do kolejnego wysiłku. Wierzył we własne umiejętności i był pewny, że udało mu się wyeliminować wiele mankamentów. W leśnym gaju, otoczonym gęstymi zaroślami mógł w spokoju oczyścić swoje myśli i starać się udoskonalić fechtunek. Dążył do całkowitego zniwelowania czynników zewnętrznych wpływających na jego skupienie.
Mężczyzna zaczął równomiernie oddychać i odrobiną magii spowolnił walące jak taran serce. Wyciągnął z ziemi miecz i wrócił do morderczego treningu. Dzisiejszej nocy, miało odbyć się przedstawienie, w której jest tylko kukiełką. To nie od niego zależało jakim szlakiem podąży. Zdawał sobie sprawę, że plansza została rozłożona, a jego pionek zmierza ku finiszowi.
**********************************************************************************
Tysiące gardeł ryczało, wypełniając kakofonią monumentalny budynek. Ogromna, rozległa sala wypełniona była po brzegi mieszkańcami Horstin, głodnymi wrażeń oraz krwi. Greworian z pogardą słuchał skandującego tłumu oraz zastanawiał się czy postąpił słusznie, zgłaszając się do tego turnieju śmierci. Wcześniej ani razu nie odważył się zabrać żony na ten kukiełkowy spektakl przepełniony brutalnością. Na platformie, tuż koło niego stała pozostała grupka śmiałków spragnionych sławy, albo desperatów dla których ostatnią deską ratunku był udział w tym przedstawieniu. Mechanizm zatrzeszczał nieprzyjemnie, podnosząc powoli wojowników w stronę rażącego światła. Po chwili ich oczom ukazała się majestatyczna scena w kształcie prostokąta otoczona widownią, która zaczęła krzyczeć jeszcze głośniej, kiedy na polu walki pojawiły się nowe kukiełki. Szesnastu mężczyzn ze zróżnicowanym uzbrojeniem oraz w różnym przedziale wiekowym. Śmiałek koło Greworiana nie mógł skończyć siedemnastu lat. Nagle tłum zamilkł, kiedy rozpoczął się prawdziwy spektakl. Ze wszystkich stron, powoli zaczęły otwierać się żelazne wrota. Bramy sunęły po piasku, wypuszczając na scenę postacie, o których Greworian nigdy w życiu nie słyszał. Potwory, ludzie, półludzie bez znaczenia. Jego jedynym celem była wygrana. Postacie utworzyły szeroki krąg wokół kilkunastu wojowników, zapełniając ostatnie wolne przestrzenie. Wzrok mężczyzny wędrował po twarzach jego przyszłych przeciwników , a uszy wsłuchiwały się w wydawane przez nich odgłosy. "Przerażające" - pomyślał. Zanim zdołał się przyjrzeć choćby połowie zebranych, po obu stronach areny, na podwieszanych balkonach pojawili się twórcy przedstawienia. Ludzie, w których rękach znajdował się los i dalsze życie Greworiana, a także pozostałych mężczyzn. Odziany w zielone płachty ród Preksonów zajął miejsce po lewej stronie, zaś ród Asmerów o czerwonych szatach usadowił po przeciwległej stronie sceny. Tłum zaczął wiwatować i przekrzykiwać się, która rodzina powinna wygrać. Zabrzmiał potężny gong, a widownia w oka mgnieniu zamilkła. Teraz miała odbyć się zasadnicza część przedstawienia polegająca na selekcji. Rodziny miały na przemian werbować z mężczyzn swoją drużynę, która będzie ich reprezentować w turnieju. Greworian przyjrzał się grupce wojowników, z którymi przyjdzie mu walczyć. Albo ramię w ramię, albo przeciwko sobie.
-Śmiałkowie! ustawić się w szeregu!
Chłodny, twardy głos wydał zdecydowany rozkaz.
Selekcja nie trwała długo, co cieszyło Greworiana. Był spragniony walki z tym plugastwem. Jego ośmioosobowa drużyna podlegająca rodu Preksonów składała się z trzech mężczyzn mniej więcej w jego wieku, dwóch młodzieńców oraz dwóch starszych wojowników.
-Zasady są proste - ponownie przemówił głos - O waszych pojedynkach decyduje los. Żadnych oszustw, przekrętów. Żadnych zasad. Zero litości. Brak jakichkolwiek prób ucieczki. Walczycie aż do śmierci waszego przeciwnika.
Zapanowała cisza przerywana rykami potworów zgromadzonych wokół dwóch drużyn.
-O kolejności zadecyduje święty ogień.
W górnym rogu płonęło ognisko, które miało wskazać pierwszeństwo. Jeden z mnichów wyszeptał jakieś niezrozumiałe słowa i wsypał do ognia dwie fiolki: zieloną oraz czerwoną. Tłum oczekiwał z niecierpliwością na wybór świętości. Płomienie tańczyły w ogromnym talerzu, by po chwili zmieniać na przemian swoją barwę. Nagle ogień przybrał kolor jednej z wrzuconych fiolek.
-Zaczyna ród Asmerów.
Piątka przedstawicieli rodziny zebrała w się w półkolu na balkonie. Dyskutowała nad możliwością losowania oraz wyborem żołnierza. O decyzji rodu powiadamiał najstarszy.
-Wybieramy wojownika z dalekiego Longalos. Niech o jego losie zadecyduje tarcza życia.
Na pomoście łączącym obie części areny stanął łucznik z zawiązanymi oczami. Wokół niego pojawiły się wyimaginowane tarcze stworzone przez mnichów. Strzelec napiął łuk i zakręcił się na pięcie, posyłając strzałę.
-Korgon!
Wykrzyczał głos, podając nazwę jednego z potworów. Umięśniony, ciemnoskóry mężczyzna uzbrojony w okrągłą tarczę oraz szablę wyszedł przed szereg i stanął pośrodku areny. Wykonał w powietrzu serię skomplikowanych cięć.
-Co to oznacza? - spytał zaciekawiony młodzieniec.
Greworian nie odwracając wzroku od areny odparł:
-To pozdrowienie dla tłumu.
Wojownik zarzucił na siebie hełm i rozglądał się gorączkowo, który z potworów będzie jego przeciwnikiem. Z watahy bestii wybiegł Korgon, wielki, obrzydliwie wyglądający troll z maczugą w ręku. Kurtyna została podniesiona w górę, spektakl trwa.
**********************************************************************************
Greworian ze współczuciem oglądał zwłoki Longalosańczyka znoszone na noszach przez żołnierzy. Troll zmiótł go jednym silnym ciosem maczugi. Paskudny widok.
-Ród Preksonów! Wasza kolej.
Narada trwała dobrą minutę.
-Wybieramy wojownika z Horstin - odezwała się kobieta.
Greworian wyszedł z szeregu i czekał na dalsze słowa.
-Niech zadecydują kości Bomalsa.
W całej sali rozległ się huk toczących się po schodach kamiennych bloków w kształcie sześcianów. Dwie potężne kości spadły na ziemię, a cała arena włącznie z wojownikiem, z niecierpliwością oczekiwała na werdykt.
-Qwo-Maris!
Greworian dobrze pamiętał to bydle, które pustoszyło okoliczne wioski i zmniejszało populacje owiec. Kilku żołnierzy trzymało na łańcuchach olbrzymiego wilka, który rwał się do rozszarpania mężczyzny. Wojownik odmówił przyjęcia hełmu od żołnierza i chwycił pewnie za swój oburęczny miecz. Zastawił się twardo na nogach i czekał z niecierpliwością, aż bestia zostanie spuszczona z łańcuchów. Jego prośba została spełniona. Qwo-Maris ruszył jak z kopyta, taranując po drodze jednego z nieuważnych potworów. Greworian w ostatniej chwili odskoczył w bok, pobudzając widownie do okrzyków. Bestia turlała się kilka metrów po piaszczystej scenie. Wojownik błyskawicznie doskoczył do przeciwnika i zamachnął się mieczem, chcąc zakończyć walkę jednym, silnym cięciem. Nic z tego. Bestia natychmiast podźwignęła się na nogi i z całym impetem rzuciła się na szarżującego mężczyznę. Greworian jednocześnie wystawił miecz ku lecącemu potworowi. Qwo-Maris zachwiał się na masywnych nogach i po chwili upadł na ziemię. Przez gęstą sierść przenikały powoli strużki krwi, lecące jak wodospad z szyi potwora. Mężczyzna poczuł przenikliwy ból w lewym boku oraz poczuł charakterystyczny zapach posoki. Przeklął pod nosem i doczłapał się z powrotem do swojej grupy. Widzowie dostawali do czego chcieli, co wcale nie poprawiało humoru Greworianowi, który z grymasem bólu odchylił fragment rozerwanej skórzanej zbroi. Ujrzał trzy długie rany przebiegające przez cały bok. Na szczęście nie były głębokie, więc wojownik był przekonany, że nie wpłyną one na jego poziom walki.
-Twardy z ciebie chłop.
Usłyszał za swoimi plecami głos przebijający się przez wiwatujący tłum. Greworian obrócił się w kierunku staruszka, który sprawiał wrażenie jakby jego oczy nieraz widziały takie walki. Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale ponownie odezwał się żelazny głos, zmuszający ród Asmerów do wyboru wojownika.
-To tylko I akt - kontynuował staruszek.
Greworian zrobił dziwną minę.
-Każdy z nas stoczy walkę. Im więcej nas przeżyję tym większa szansa, że uda nam się przetrwać finałowy akt.
-Finałowy akt? - zapytał Greworian, który próbował się skupić także na walce toczonej przez młodego wojownika.
-Po stoczonych pojedynkach, czeka nas druga przeprawa, a na samym końcu finał z największym cholerstwem jakie zrodziła ziemia.
Greworian wierzył we własne umiejętności, ale na zabicie demona nie wybrałby się nawet z armią wyszkolonych asasynów, albo grupą magów. Wojownik ukradkiem spojrzał na młodzieńca, który wykończył skrzydlatego potwora, przeszywając go włócznią. Mężczyzna pragnął by wreszcie nadszedł czas na drugi akt.
**********************************************************************************
Wow bardzo ciekawy pomysł, całkiem inne od poprzednich, takie tajemnicze bym powiedziała. Wciągnęło mnie więc mam nadzieję, że nie będziesz zwlekał z następną częścią ;)
OdpowiedzUsuńWrzuć tu kiedyś coś, czego wcześniej nie czytałem. ; ) To opo fajne, bo w końcu jakieś odejście od wojny. Pisz więcej takich innych, a nie tylko wojennych, wszechstronnym trzeba być! : D
OdpowiedzUsuńJak dla mnie trochę taka fantastyczna wizja "Gladiatora" z wilkami na arenie, fajno:D Jak już mówiłam - ten wątek z żoną niezbyt mi podchodzi, ale zobaczymy jak to będzie dalej. A za przecinki dostajesz ode mnie porządnego kopa w tyłek! XD
OdpowiedzUsuń