"Je­dyna wol­ność to zwy­cięstwo nad sa­mym sobą"

Fiodor Dostojewski


sobota, 24 grudnia 2011

Ho, ho, ho!

Wiem, że wrzucam opowiadania z prędkością światła, ale to opowiadanko idealnie pasuje do obecnie panującego klimatu Świąt ;). Polecam czytanie ze świątecznym kawałkiem Gunsów :).





O choinka!



Dzyń. Dzyń.Dzyń. Dzwonek bezlitośnie obudził ze snu staruszka. Mężczyzna otworzył powoli oczy i natychmiast je zamknął, kiedy bijące promienie słoneczne dostały się przez szparę w oknie. Czuł jakby głowa miała mu eksplodować, a nogi odpaść od obolałego ciała. W żołądku następowała rewolucja francuska, zaś usta wyschnięte były jak pieprz. Staruszek rozpaczliwie szukał po omacku, czegoś co choć na chwilę zaspokoi palące jak ogień pragnienie. Wstał powoli z łóżka, przecierając rękoma zmęczoną twarz. Przejechał palcami po długiej, białej brodzie i upewnił się, czy wszystko z nią porządku. Spod czerwonej piżamy wystawał brzuch, który jego żona nazywała pieszczotliwie bojlerkiem. Guziki podczas snu musiały wystrzelić z taką siłą, że wątpił żeby cokolwiek przeżyło taki strzał. Wsunął nogi w cieplutkie kapcie i podźwignął się z łóżka. Ręką wymacał okulary, które zawsze leżały przy samym łóżku. Po chwili jego oczy wreszcie miały możliwość dostrzeżenia konturów mebli w sypialni. Mężczyzna leniwym krokiem doczłapał się do okna i odsłonił energicznym ruchem czerwone zasłonki. Światło przeszyło go na wylot i dopiero po kilku próbach zdołał spojrzeć na zewnątrz. Śnieg prószył, tworząc dywan usłany gęsty puchem. Ciężko było dostrzec jakiś skrawek terenu, który nie był biały. Termometr wskazywał grubo poniżej zero stopni, co wcale nie go nie przerażało. Przeciągnął obolałe kości i cofając się, usłyszał dźwięk turlającej się szklanej butelki. Zaciekawiony obrócił się na pięcie i podniósł z paneli sprawcę obolałej głowy. Przeczytał napis na etykiecie: "Mikołajówka".
-Ho,ho, ho - powiedział sam do siebie, kiedy przypomniał sobie wczorajszy wieczór.
Wyrzucił butelkę w drodze do przedpokoju, a następnie zahaczył o łazienkę. Usłyszał jak jego żona pogwizduje wesoło w kuchni , przygotowując mu pyszne śniadanie, albo czekając w wałkiem o sile rażenia adekwatnym do przewinienia staruszka. Na paluszkach czmychnął w stronę kuchni, lecz jego żona była szybsza.
-Czyś ty zwariował!?
Ten głos brzmi jak wyrok.
-Ale... ale...! - próba obrony spaliła na panewce.
-Wiesz jaki mamy dzisiaj dzień!?
Mężczyzna starał się przeanalizować wszystkie ważne dni jakiego jego żona uważała za święte. Największym problemem była dla niego data rocznicy ślubu.
-Eee...
Kobieta odeszła od staruszka i zerwała ze ściany malutki kalendarz.
-Teraz sobie przypominasz!? - podsunęła mu pod pyzowaty nos kartkę z widniejącą datą.
-O choinka!! - krzyknął głośno.
-Tak mój drogi, masz trzydzieści minut spóźnienia. Marsz na górę i przebierz się, śniadanie zjesz pod drodze.
Staruszek nie pamiętał kiedy z taką zawrotną prędkością wdrapał się na schody. Z całym impetem wpadł do sypialni i wygrzebał z szafy potrzebne ciuchy. Pośrodku pokoju usypała się ubarwiona na czerwono-biało górka. Zrzucił z nóg kapcie i wyszukał w kupce ubrań moherowe skarpetki, a następnie wskoczył w czarne, grube buty. Delikatnie poodpinał ocalałe guziki z piżamy i narzucił na siebie najpierw ciepłą bieliznę termiczną, a potem czerwony kożuch z przyszytymi zdobieniami, które przypominają śnieg. Na jego nogach znalazły się ogrzewane spodnie, a na zaokrąglonym brzuchu pasek, który po chwili zapiął pozłacaną sprzączką. Ręką przeczesał roztrzepane włosy oraz długą brodę. Kiedy wiedział, że jest gotowy zbiegł po schodach, ale drogę zagrodziła mu jego żona. Kobieta poprawiła binokle i zrobiła poważną minę.
-Obiecasz mi, że to ostatni raz?
Mężczyzna uśmiechnął się w odpowiedzi i pocałował żonę w polik. Pędem ruszył w stronę drzwi, gdy za swoimi plecami usłyszał charakterystyczne chrząknięcie.
-Aż tak dbasz o swoją linię?
Mężczyzna zaśmiał się i odebrał od żony zapakowane kanapki oraz termos z herbatą. Wyszedł na zewnątrz i opatulił się ciepło kożuchem. Śnieg skrzypiał pod jego stopami, a białe płatki spadały na jego nowiutki strój. W oddali ujrzał już gotowy wóz, który nie zawiódł go ani razu. Grupa pomocników krzątała się wokół pojazdu, dokonując ostatnich przeglądów. Staruszek zszedł po oblodzonych schodach i przywitał się ze swoimi pracownikami. Odpowiedział mu chór cieniutkich głosów.
-Wszystko gotowe? - zapytał mężczyzna, spoglądając na szefa do spraw pojazdów.
Pracownik przewertował gruntownie wyniki testów oraz badań i kiwnął głową:
-Silniki w normie, paliwo dziewięćdziesiąt procent - zawahał się - Jesteś szefie pewien, że zdążysz?
-Nie takie rzeczy się robiło - odparł i poklepał go po plecach.
Mężczyzna wgramolił się pojazdu i spakował do schowka śniadanie od żony. Założył na głowę czerwoną czapkę z pomponem, a następnie zsunął na oczy ochronne gogle. Obrócił się za siebie i podniósł kciuk w górę. Pomocnicy zaczęli powoli opuszczać na platformie szczelnie zawinięty wór pełen prezentów.
-Worek osadzony! Zamknąć właz! - kierował zespołem staruszek.
Zapiął pasy i upewnił się, że wszystko jest na swoim miejscu. Dziewięciu pomocników zajęło miejsca przy worku, a szef do spraw pojazdów usadowił się tuż koło mężczyzny.
-Właz do zrzutu prezentów?
-Gotowy
-Silnik?
Cyk, cyk, cyk.
-Włączony!
-Podwozie?
Pstryk.
-Wysunięte!
Pracownik założył gogle i zapiął pasy. Kiwnął zdecydowanie głową w stronę szefa.
Hale wypełnił ryk masywnych silników oraz okrzyki pomocników. Pojazd podniósł się ku górze, by po chwili ruszyć w stronę pierwszego celu.
-Szefie pierwsza na liście jest Afryka!
Pstryk, pstryk, cyk.
-Dodatkowe silniki włączone, trzymajcie się mocno!
Krzyknął Mikołaj i zaśmiał się trzykrotnie.

**********************************************************************************

7 komentarzy:

  1. Jak już mówiłam, przeczytaj to jakimś dzieciakom! Oczywiście pamiętaj o oksymoronach! ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. poprawka, onomatopeje! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie podoba mi się. Znaczy się - nic z niego nie wynika. Fajne jako wstęp do opowiadania, ale jako występujące samotnie się, moim zdaniem, dobrze nie broni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój Mikołaj na szczęście zdążył na czas ;) Opowiadanie w sam raz na święta, bardzo pozytywne, a tempo wrzucania opowiadań wcale mi nie przeszkadza ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. łaaaaaaaaaaa, Mikołaaaj! Lubimy Mikołajaaa *____* Ale z drugiej strony nie lubimy rewolucji francuskiej w żołądku ;<<< Ale jeszcze z innej strony lubimy opowiadania Adama. W ogóle to czytałam to sobie i czytałam i tak się zastanawiałam, jak ty wykombinujesz to, żeby w tak krótkim opowiadaniu zobrazować jak ten biedny, skacowany Mikołaj rozdaje prezenty całemu światu xD A tu rusza do Afryki i bum, koniec ;< Mnie na przykład bardzo ciekawi jak on rozdaje tym dzieciaczkom w Afryce prezenty ;x Bo to też musi być naprawdę ciekawe jak on w 40 stopniowej gorączce biega z workiem na plecach.
    Opo fajne. Czemu? Bo Mikołaj :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezła wizja św. Mikołaja, nie ma co! Ino ta jego żona :/ hetera jakaś! Co on miał jej obiecać? Że ostatni raz prezenty rozwozi? Jędza :P
    Trzeba Ci przyznać, że tą "rewolucja francuską w żołądku" to mnie powaliłeś na łopatki ;] Ktoś tu się usilnie do matury uczy!
    Ino ten śnieg... może i u Mikołaja jest... u nas w każdym razie ani widu, ani słychu :(
    M.M.

    OdpowiedzUsuń