"Je­dyna wol­ność to zwy­cięstwo nad sa­mym sobą"

Fiodor Dostojewski


poniedziałek, 3 września 2012

Nie patrz za siebie

Dzisiaj skrobnięte, możliwe, że z błędami, ale proszę o wyrozumiałość, lenistwo jest zaraźliwe. Część pierwsza leci.

Standardowo kawałeczek dla klimatu:





OSIEM KARTEK cz. I/II


Start

Ciemność. Ciemność wokół zdawała się mnie pożerać, wręcz czułem jak jej obślizgłe łapska dobierają się do moich nóg i za chwilę zostanę przez nią pochłonięty. Otaczające mnie drzewa przybierały najróżniejsze kontury bestii z moich najstraszniejszych koszmarów, co sprawiało, że jeszcze raz miałem ochotę się stąd wydostać. Nie miałem pojęcia co tu robię, ani jak się tu znalazłem. Wszystkie członki miałem na swoim miejscu. Żadnego sinika, bólu, rany czy obrażenia - byłem nietknięty. Zawroty głowy? Nic z tego. Byłbym w stanie biec, albo dopóki nie zabrakłoby mi tchu w piersiach, albo dopóki nie potknąłbym sie o jakieś wystający korzeń. Kieszenie miałem puste, gdyż zarówno w spodniach jak i ciepłej, skórzanej kurtce nic nie mogłem znaleźć. Przy pasku dyndała mi tylko zwykła ledowa latarka z jedną baterią. Zastanawiałem się, czy lepiej stać tutaj jak ostatni tchórz i czekać na nastanie poranka, czy może lepiej przejść jakoś przez wysoką siatkę, przy której się obudziłem. Jednak pomimo tego, że serce mi tego nigdy chyba nie wybaczy, zdecydowałem się wpaść w objęcia strachu i stanąć twarz w twarz z ponurą puszczą. Jedyne dźwięki jakie dochodziły do moich uszu to nieprzyjemne trzaskanie gałązek pod moim nogami. Od czasu do czasu w tle mogłem usłyszeć wycia wilków lub koncert świerszczów. Czy się bałem? Ostatni raz byłem tak przerażony w dzieciństwie, gdy wpadłem do dziury w lesie i długo czekałem na pomoc. Lecz dopiero teraz, idąc samotnie przez las, człowiek może poznać definicje słowa strach.

Jeden

Mijałem po omacku drzewa, za wszelką cenę, chcąc wydostać się stąd i usnąć w domu w wygodnym łóżku oraz przy palącym sie drewnie w kominku. Latarka wielokrotnie obijała się o moje udo, jakby domagając się, abym wreszcie skorzystał z jej dobrodziejstwa. Drzewa. Drzewa. Krzewy. Drzewa. Nudna, choć przerażająca trasa. Wieża? Myślałem, że zwariowałem, lecz dopiero teraz chciałem skorzystać z latarki. Światło przeszyło na wskroś ciemność i pozwoliło mi dokonać oględzin wieży. Wysoki, cały spowity mchem oraz mający lata świetności za sobą budynek stał samotnie w lesie. Wszystko wydawałoby się być w porządku, gdyby nie to, że na fragmencie zdewastowanego murku dostrzegłem kartkę papieru. Załopotała na wietrze, kiedy zerwałem ją z cegieł: "POMÓŻ MI". Okej. Jeśli wcześniej potrafiłem zachować resztki zdrowego rozsądku, teraz zastawiałem się czy to nie tylko koszmar. Część mnie wierzyła, że obudzę się zaraz w swoim domu. Bum. Bum. Bum. Bębny do cholery? Latarka zgasła błyskawicznie. Ale werble nadal dudniły, wypełniając błogą ciszę. Serce waliło mi jak oszalałe, a ja sam miałem ochotę stąd zniknąć, albo chociaż schować się na chwilę. Może do... tak! Szukałem rękoma czegoś, co w dotyku przypomina choć trochę drzwi. Kilkakrotnie obszedłem starą wieżę, ale nic z tego. Żadnego wejścia, okna, drzwi. Nic. Musiałem iść dalej. Razem z melodią bębnów.

Dwa


Od samego początku podróży miałem nieustanne wrażenia, że nie jestem tutaj sam. Jakby moim kompanem nie był tylko strach na moim ramieniu, lecz ktoś jeszcze. Osoba, która podąża za mną niczym cień, odkąd zapaliłem latarkę i zebrałem tę cholerną kartkę. Ponownie wpadłem w objęcia lasu, lecz tym razem przyśpieszyłem kroku za wszelką cenę, chcąc znaleźć chociaż jakąś otwartą przestrzeń. Bębny nagle ucichły jakby chciały dać mojemu sercu poczuć własny rytm. Ponownie zapaliłem latarkę, chcąc ujrzeć sojusznicze światło. Przyznam, że ostatnią rzeczą jakiej się spodziewałem w puszczy było pięć żółto - czerwonych beczek ulokowanych blisko siebie. Księżyc choć raz okazał się być potrzebny i sprawił, że nie musiałem marnować baterii w latarce. Oglądałem beczki ze wszystkich stron i nie pomyliłem się. Podniosłem z ziemi kolejną kartkę: "ON CIĘ WIDZI". On. On. On. Instynkt kazał mi się obrócić w stronę lasu. Mignęło mi coś pomiędzy drzwiami, lecz ostatki odwagi kazały mi zwalić to na wyobraźnię w związku ze strachem. On. On. On. Obróciłem kartkę i spodziewałem się, że zobaczę Jego. Bum. Bum. Bum. Bębny na nowo rozpoczęły rytualne bicie, a ja nie chciałem wystawiać na próbę własnej wyobraźni. Schowałem kartkę, nie oglądając Jego. Beczki miałem już za plecami.

Trzy


On sprawiał, że coraz częściej chodziłem wokół własnej osi, dokładnie wertując teren wokół mnie. Każde drzewo mogło skrywać za sobą Jego samego, a ja nie chciałem Go spotkać. Latarka nadal była nieużywana odkąd opuściłem teren z beczkami. Trafiłem niespodziewanie na wydeptaną ścieżkę. Z trudem zmusiłem się żeby zapalić latarkę i zdradzić swoją pozycję. Na trasie nie było żadnych śladów, ani opon pojazdów, ani chociaż zwykłych odcisków ludzkich butów. No cóż. Każda droga dokądś prowadzi, więc nie miałem wyboru. Latarka znowu zgasła i zdawałem się na światło księżyca, które oświetlało mi drogę poprzez prześwity między koronami drzew. Bębny znowu ucichły, a swój koncert na nowo zaczęły świerszcze. Uspokoiłem się nieco i szedłem pewniejszym krokiem, lecz niedługo. Znowu miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Ktoś dla kogo jestem tutaj intruzem. Wzrok wędrował od drzewa do drzewa, lecz ja nie dostrzegłem żadnych konturów postaci. Usłyszałem dźwięk, który trochę poprawił mi humor. Szum wody sprawił, że odzyskałem nadzieję, że uda mi się wydostać z tego koszmaru. Zbiegłem z górki i moim oczom ukazał sie tartak. Tam muszą być ludzie! Albo On. Wzdrygnąłem się na samą myśl. Światła w budynku były zgaszone, a pnie kołysały się pod wpływem silnego nurtu. Zapukałem do drzwi, lecz po dłuższej chwili nadzieja umarła. W środku nikogo nie było. Chwyciłem desperacko za klamkę, która z brzdękiem spadła na ziemię. Dźwięk ten byłby w stanie obudzić zmarłego z wiecznego snu, a ja nie chciałem wzywać tutaj Jego. Popchnąłem drzwi, które zaskrzypiały nieprzyjemnie. W środku było jeszcze ciemniej niż na zewnątrz. Miejsce musiało być nieużywane od dłuższego czasu, gdyż wszystkie regały, czy półki pokrywała gruba warstwa kurzu. Ostrożnie świeciłem latarką po pomieszczeniu, chcąc uniknąć nieprzyjemnego widoku. Zapach stęchlizny było nie do zniesienia. Wiatr trzasnął głośno drzwiami, a żyrandol prawie spadł mi na głowę. Światło padło na ścianę naprzeciwko mnie: "TO NIE JEST TWOJE MIEJSCE". Serce zaczęło bić szybciej, kiedy na kartce widniał identyczny napis jak na ścianie. Nie zamierzałem tutaj nocować. Nie po tym co tu widziałem.

Cztery


W głowie cały czas migotały mi wspomnienia z tartaku. Czy ktoś do cholery gra ze mną w konkretną grę? Byłem zmuszony bić się z myślami, aż do momentu gdy ścieżka skończyła się, a ja nie wiedziałem, w którą stronę iść. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby zboczyć z wytyczonej trasy i iść z powrotem w stronę tartaku. Szedłem powoli, coraz bardziej zmęczenie dawało o sobie znać. Coś mnie podkusiło, żeby usiąść pod jednym z drzew i odsapnąć chwilę, dać odpocząć umysłowi, pozwolić strachowi zejść z moich pleców. Ułożyłem wszystkie trzy pożółkłe papiery na ziemi i wpatrywałem się jak zaczarowany w trzy napisy na kartkach. Obróciłem każdą z nich. Wreszcie ujrzałem tego, który w tym momencie może być nawet za mną, czekając na mój błąd. Wysoka, tajemnicza postać narysowana była za pomocą ołówka. Szkicowana była w pośpiechu, jakby ktoś zapomniał o najważniejszych szczegółach. Osoba, która tworzyła obraz nie widziała widocznie twarzy postaci. Wiatr zawiał nieprzyjemnie, aż musiałem opatulić się ciepłą kurtką. Zwinąłem kartki, powstałem z lodowatej ziemi i zamierzałem iść w stronę... no właśnie... gdzie jest do cholery ścieżka? Świeciłem jak oparzony latarką pomiędzy drzewami. BUM! On. Stał pomiędzy dwoma drzewami. W garniturze, bez twarzy. BUM! Zniknął. Jakby rozpłynął się w powietrzu. Spojrzałem na kartkę na drzewie, którą musiałem ominąć: "NIE UCIEKNIESZ".

3 komentarze:

  1. Nie proś o wyrozumiałość, bo ode mnie jej nie dostaniesz:* O stronie technicznej nie wspominam, ale w klimacik wkręcasz świetnie.
    Proste opowiadanko, ale jest okej, popracuj nad warsztatem to będzie jeszcze bardziej git. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Znasz mnie, więc interpunkcja i całość... no ale do ogarnięcia ;) To jak odpoczniesz spojrzysz na to trzeźwym okiem. Co do narracji - coraz bardziej wczuwasz się w bohatera i przez chwilę można było naprawdę odczuć, że to my poruszamy się po tym lesie. Świetna idea z onomatopeją. Ciekawy pomysł, zobaczymy jak go wykorzystasz. Czekam na resztę :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. wiem, że się powtarzam, ale jesteś genialny :))
    pełen podziw :)

    OdpowiedzUsuń