"Je­dyna wol­ność to zwy­cięstwo nad sa­mym sobą"

Fiodor Dostojewski


poniedziałek, 25 marca 2013

Czas apokalipsy

Druga i ostatnia część "Raju" ląduje na bloga. Kontynuujemy podróż razem z bohaterami wraz muzyką z gry Metro 2033, która myślę nada klimat do czytania...




RAJ cz.II/II

Długo przyszło mi czekać na Jurija i Saszę, którzy uśmiechnięci wrócili z własnych poszukiwań. Po chwili pod moimi nogami wylądowały ich łupy.
- Wygląda na to, że w końcu czeka nas normalny posiłek - odpowiedziałem, spoglądając na ich zdobycze. Dochodziło popołudnie, gdyż widocznie spaliśmy dłużej niż przewidziałem. Usiedliśmy w kółku i wreszcie mogliśmy porządnie zjeść. Łapczywie wyjadałem jedzenie z puszek, zajadąc to suchymi jak wióry płatkami. Niezbyt pożywny obiad, lecz nie miałem prawa wybrzydzać.
- Wypadałoby wrócić po Wladimira i jego rzeczy - zacząłem.
- Raczej to, co z niego zostało - odparł Jurij, po czym zabrał się za kolejną konserwę.
- Nie wiemy czy po mokradłach nie kręcą się jeszcze bestie - ostudził mój zapał Sasza - Jeśli nie zbadamy terenu, możemy do niego dołączyć.
- Co proponujesz? - zapytałem.
- Zrobić to szybko, ale po cichu.
- Sam pójdę - odparł nagle Jurij.
- Oszalałeś do cholery!? Ktoś cię musi przecież osłaniać - skwitowałem mocno zaskoczony jego decyzją.
- Jeśli któryś z nas ma zginąć, niech to będzie jedna osoba, a nie my trzej. Wyruszę przed zmrokiem, zanim bestie wyjdą z nor. Czekajcie na mnie niedaleko kościoła.
Sasza chciał protestować, ale pewnym spojrzeniem dałem znać, żeby odpuścił. Prędzej zmusiłby demony do opuszczenia piekła, niż Jurija do zmiany swojej decyzji. Gdy zbliżał się zmrok, nareszcie mogliśmy rozpalić ognisko, rozgrzać zmęczone kości i spróbować osuszyć własne ubrania. Sasza uśmiechnięty usiadł przy palenisku, gdy udało mu się po wielu próbach nastroić gitarę. Ponownie melodią wprowadził naszą dwójkę w świat przed feralnymi wydarzeniami. Nie myślałem o parze w mieszkaniu, która popełniła samobójstwo, o ponurym kościele, o śmierci Wladimira. Moje myśli kierowały się ku rodzinnemu domowi na wsi, ku huśtawce na drzewie, ku pysznym wypiekom babci, ku bieganiu pośród zielonych drzew.
- Pora na mnie, panowie - Jurij wyprowadził mnie z dumania o dzieciństwie, aż Sasza przestał grać.
- Uważaj na bestie i trzymaj się, bracie - poklepałem go po barkach i kiwnąłem pewnie głową.
- Nie daj się zabić skurczybyku - Sasza przybił mu piątkę i pozwoliliśmy mu na jego własną misje.
Usiedliśmy z Saszą przy ognisku, gdy nagle zapytał:
- Myślisz, że wróci?
- Jeśli nie rozszarpią go bestie, rozszarpie go jego sumienie.
- Nadal się wini za śmierć...
Przerwałem, kiwając mu głową.
- Wezmę pierwszą wartę Sasza. Odpocznij.

***************************************************************************

Wyzwolenie

Promienie słoneczne sprawiły, że pierwszy raz od dłuższego czasu miałem miły poranek. Przeciągnąłem zmęczone kości i spojrzałem na Saszę, który zamiast posłać mi przyjacielski uśmiech siedział zafrasowany, wpatrując się w drzwi od ponurego gmachu kościoła.
- Nie wrócił prawda? - zapytałem retorycznie.
- Wybrał swoją własną ścieżkę, bracie. Daliśmy mu wolny wybór.
Przekląłem głośno. Domyślałem się, że prędzej czy później Jurij opuści nasze skromne szeregi. Był samotnym wilkiem, nie pasowała mu rola członka stada.
- Zostało nas dwóch, Sasza.
- Dwa karabiny nadal gotowe do strzałów, Nikolaj.
Przybiliśmy sobie piątkę i już po chwili byliśmy gotowi do wymarszu.
Wioska została daleko za nami, a słoneczny dzień sprawiał, że choć na chwilę można było nie rozpamiętywać straty dwóch towarzyszy. Korony drzew przechylały się delikatnie pod wpływem spokojnego wiatru. Nareszcie jakaś chwila wytchnienia. Przeszliśmy po mostku nad dużym potokiem, tocząc zagorzałą dyskusję, w którym kierunku powinniśmy ruszyć w przeciągu następnego dnia. Sasza nalegał żeby zbadać wreszcie zachodnią rubież, lecz ja upierałem się, aby kierować się na wschód, by dokończyć penetracje skraju lasu. Kiedy już miało dość wymiany zdań, przed naszymi oczami stanęło ogrodzenie z drutu, które okalało kilka budynków skupionych w jednym punkcie.
- Co to do cholery jest?
- Wygląda na jakiś wojskowy kompleks.
Na nasze szczęście kilkanaście metrów dalej siatka została przerwana, albo za pomocą ingerencji człowieka, albo czegoś gorszego. Kompleks był ogromny. Nie wiem jaki cudem przeoczyliśmy wysokie wieże strażnicze, które wysokością dorównywały drzewom. Miejsce było opuszczone w pośpiechu. Metalowe drzwi były w nienaturalny sposób powyginane na wszystkie strony. Na ziemi walały się najróżniejsze rzeczy począwszy od żołnierskich mundurów, a skończywszy na fruwających w powietrzu kartkach papieru. Brama wisiała na zniszczonym ogrodzeniu zgnieciona jak plastikowa butelka.
- Coś wielkiego musiało tutaj zrobić niezły rozpierdol - powiedziałem, gdy zobaczyłem zdziwioną minę Saszy.
- Mam nadzieję, że już tego draństwa tu nie ma. Wchodzimy? - lufą karabinu wskazał na pierwszy budynek.
- Wedle rozkazu.
Wystarczyło ledwie dotknąć drzwi, żeby wypadały z zardzewiałych zawiasów i z głośnym łoskotem spaść na ziemię.
- Brawo, Nikolaj. Jak coś się tutaj zalęgło, właśnie wie, że nadeszła pora obiadowa.
- Stul jadaczkę! Umiesz chyba obsługiwać karabin.
Pomieszczenie wyglądało jakby doszło z w nim do eksplozji ładunku C4. Ściany gdzieniegdzie umazane był krwią, najprawdopodobniej walczących żołnierzy. Nie pomyliłem się, gdyż mijając porozrzucane szafki i stoły znaleźliśmy także szkielety odziane w poszarpane mundury. Przeskoczyłem nad jednym z mebli i znalazłem się w kolejnym pomieszczeniu. W przeciwieństwie do poprzedniego pokoju, ciała były skupione w jednym punkcie, tuż przy hydraulicznie zamykanych drzwiach.
- Sasza! Chodź tutaj szybko!
Dostałem po oczach światłem latarki i z trudem spojrzałem na kompana:
- Nie nauczysz się nigdy, żeby nie walić po oczach światłem latarki?
Wzruszył bezradnie ramionami:
- Co my tutaj mamy? - zapytał niczym jeden z naukowców.
- Drzwi zamykane hydraulicznie. Zostały zamknięte od tej strony, nie rozumiem tylko co tutaj robią te ciała.
Długo nam zajęło zanim dokopaliśmy się do metalowego kurka.
- Otwieramy na trzy - oznajmiłem bez zastanowienia.
- Nie uważasz, że skoro ktoś je zamknął od zewnątrz, to znaczy, że jakieś kurestwo siedzi w środku?
- Uważam, że mogą skrywać coś cennego, co przyda nam się w dalszej podróży. Dawaj pomóż mi.
Ciągnęliśmy z całych sił, byle tylko poluzować choć trochę szczelnie zamknięte drzwi. Po chwili rozległ się charakterystyczny syk powietrza, a tuż za nim głośny pisk zawiasów. Spojrzeliśmy na siebie i od razu odezwał się Sasza:
- Taki z ciebie Kolumb, to pierwszy postaw stopę na nowym terenie.
Przewróciłem oczami i zacząłem schodzić po kratkowanych schodach. Tupot żołnierskich butów echem rozbrzmiewał po wszystkich pomieszczeniach w piwnicy. Gdy wreszcie znalazłem się na samym dole, jedynym źródłem światła była moja latarka doczepiona do kałasznikowa. Sasza był tuż za mną, gdyż słyszałem dokładnie jego głośne oddechy. Cisza. Przerażająca cisza. Przyznam, że zwątpiłem, gdy zamiast oczekiwanego El Dorado znalazłem się wraz z Saszą w labiryncie pokoi. Poruszaliśmy się powoli, przyczepieni do siebie plecami niczym bracia syjamscy. Korytarze zdawały się nie mieć końca, a buzująca w mojej krwi adrenalina nie dawała mi spokoju. Skręciliśmy gwałtownie w prawo i zamarłem.
Przyznam, że widziałem jak coś powoli przemieszcza się w przeciwległym korytarzu. Zrobiłem kilka kroków do przodu, pozwalając aby światło latarki przeszyło ciemność. Kontury były coraz bardziej wyraźne, gdy zbliżały się w moją stronę. Jeden, dwa, trzy... z prawej strony czwarty. Kurwa mać! Ludzie!
- Sasza, spójrz tam.
Obróciłem się za siebie, żeby powiadomić przyjaciela o odkryciu ludzi, którym udało się przeżyć. Lecz Sasza, zamiast stać za mną zaintrygowany zbliżał się do oszklonego pomieszczenia. Przetarł rękawem zakurzoną szybę i podświetlił pokój. Przyjrzał się dokładnie i odskoczył jak oparzony.
- Nikolaj spierdalamy stąd!!!
- Ale przecież tutaj są inni...
Odwróciłem się i wybałuszyłem oczy. Kontur, który brałem za człowieka, w rzeczywistości przypominał mutanta z rozerwaną szczęką. Stał kilka metrów ode mnie, sycząc nieprzyjemnie i mrożąc krew w moich żyłach. Tuż koło mnie wyłoniła się kolejna grupka. Posłałem ślepą serię w tunel, licząc, że uda mi się je odstraszyć. Nic z tego. Było ich co raz więcej i więcej.
- Na co czekasz!? - poganiał mnie Sasza, który pociągnął za mnie za rękaw, byle tylko przyśpieszyć ucieczkę.
Biegliśmy ile sił w nogach, nerwowo spoglądając za siebie na goniącą nas grupę mutantów. Zaskakiwali nas ze wszystkich stron, serie z kałasznikowa kładły ich niczym kosa zboże, lecz i to nie wystarczyło, żeby je powstrzymać. Nagle Sasza zatrzymał się:
- Nie mogę, Nikolaj! Nie mogę!
- Jeszcze kawałek i uda nam się uciec! Dawaj!
- Nie. Nie mogę wiecznie uciekać od tego wszystkiego. Dość mam życia jak wirus w obcym organizmie.
- Sasza, co ty pieprzysz!? Ruszaj tyłek zanim zjedzą ci go te bestie!
- Nie, Nikolaj. Tutaj kończy się moja rola w tym przedstawieniu.
- Nie baw się w demagoga, tylko rusz się wreszcie.
- Uciekaj, bracie.
Sasza zgasił latarkę.
- Cholera, Sasza!!!
Zniknął. A ja zniknę razem z nim, jak nie znajdę kryjówki.

***************************************************************************

Ocalenie


Biegłem praktycznie bez nadziei. Światło latarki świeciło coraz słabiej, w tle słyszałem głośne przekleństwa Saszy, które echem obijały się po ścianach kompleksu. Zbiegłem jeszcze niżej po schodach i wbiegłem do pierwszego lepszego pomieszczenia. Zabarykadowałem własnym ciałem drzwi i przyległem do zimnego jak lód metalu. Pokój na moje szczęście było pusty. Pozostawało kwestią czasu, kiedy mutanty wyczują moją obecność tutaj. Upadłem bezwładnie na ziemię, blokując drzwi tylko swoimi plecami. W życiu nie spodziewałem się, że miejscem mojej kaźni będzie to miejsce. Zaśmiałem się gorzko, kiedy przypomniałem sobie naszą ostatnią rozmowę przy ognisku. Rozmawialiśmy zwyczajnie, bez krępacji - o szczęściu. Wladimir był zwykłym informatykiem. Szczęściem dla niego była jego ciężka praca. Zawsze pragnął, aby jego osiągnięcia były docenione i cóż.... udało mu się, uratował nam tyłek kosztem własnego życia. Zupełnie inną definicje zaprezentował Jurij. Zwykle twardo stąpający po ziemi i sceptycznie nastawiony do takich rozmów, szczęście przedstawił krótko - szczęście to wolność. Widocznie udało mu się osiągnąć jedno i drugie, kiedy zdecydował się nas opuścić. A Sasza...Sasza uważał, że szczęściem dla niego jest każdy kolejny dzień. Czym było dla mnie? Uważam, że szczęście jest tym, czego nigdy nie osiągniemy, lecz do czego dążymy. Czy była to dla mnie roczna tułaczka i ciągła eksterminacja bestii? Odpowiedź jest prosta. Jeśli robię coś, co ma jakiś cel i robię to z kimś za kogo oddałbym życie, to wszystko jest warte poświęcenia. Bum. Bum. Bum. Dźwięki uderzeń o drzwi wyrwały mnie w osłupienia. Przeładowałem kałasznikowa i oczekiwałem na wysyp bestii. Jeśli miałem zginąć tutaj, to niech moja krew zostanie przelana wraz z łuskami. Odskoczyłem od drzwi i przylgnąłem do przeciwległej ściany. W głowie migały mi obrazki z całego mojego życia. Drzwi uchyliły się, skrzypiąc nieprzyjemnie. Ciemność. Wiedziałem co za sobą skrywa i chciałem spotkania z tym wszystkim. Nagle z czarnych czeluści wyłoniła się postać, której w życiu bym się tutaj nie spodziewał. Zamiast przerażającego mutanta ujrzałem człowieka, który szczelnie owinięty był gumowym płaszczem. Jego twarz zakrywała maska gazowa, zaś nogi długie kalosze. W jednym w ręku trzymał karabin MP-5, zaś w drugim zwinięty kłębek ubrań, który rzucił w moją stronę.
- Zakładaj i pośpiesz się. Nie mamy dużo czasu. Czekam kawałek dalej po prawej stronie - nakazał mi głos zniekształcony przez maskę.
Stałem przez kilka sekund jak porażony piorunem. Właśnie w tym momencie poznałem co to znaczy szczęście. Ubrałem się błyskawicznie i wyszedłem z ponurego pomieszczenia, które ochrzciłem już miejscem swojej agonii. Jestem tutaj. Sam z nieznajomym. Uzbrojony w karabin, gotowy nieść śmierć. Dążę do tego, aby poznać smak raju, tak jak zrobiła to trójka moich kompanów. Mam na imię Nikolaj. Tutaj zaczyna się moja historia...

***************************************************************************

10 komentarzy:

  1. Ej, wciągnęło mnie to opowiadanie, strasznie fajnie się to czyta Adamek! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie, nie zgadzam się! Jak to druga i ostatnia część opowiadania?! Ale miałeś rację, nie zawiodłam się :D

    A no i skłoniło mnie to do przemyśleń, co dla mnie znaczy szczęście... Dobra robota!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fragment o szczęściu jest bardzo interesujący a reszta oczywiście genialna ;) Dobra robota!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam, że mnie też opowiadanie skłoniło do refleksji.
    Przyjemnie się czytało. Btw, świetne zakończenie. Skoro chce się więcej, znaczy, że było dobre !

    OdpowiedzUsuń
  5. ło... super Ci to wyszło, świetnie zbudowane napięcie i ogólnie bardzo wciągająca fabuła dająca do myślenia, plus okropne zakończenie (bo otwarte), więc ma być ciąg dalszy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja pohejtuję, bo jest w zasadzie takie samo, jak wszystkie. Są ziomki, mają karabiny i rosyjskie imiona, biegają gdzieś, bo coś ich goni, strzelają i zjeżdżają ślizgami po zboczach. Właściwie gdyby nie ta krótka kmina o szczęściu, która też jakoś za serce nie łapie, to byłoby kolejne takie samo opowiadanie, jak prawie wszystkie pozostałe. Samo w sobie nie jest złe, ale pokmiń coś baaaardziej. ;P

    Za to propsy za zmianę skina, oczy już nie odpadają od czytania.

    OdpowiedzUsuń
  7. z wyczuciem budujesz napięcie, rozwój akcji, tak samo opisujesz uczucia, przeżycia, myśli. Bogate słownictwo, złożone zdania,rozbudowane opisy, wszystko to sprawia że tekst dobrze sie czyta i ma sie ochotę na ciąg dalszy. Fragment o szcześciu jest na tyle dobry że wzbudza do refleksji i przemyśleń. Kolejnym dużym plusem jest dołączona muzyka, która podkręca akcje i pomaga w odbiorze całego opowiadania. Także Adaś oby tak dalej i czekam na nowe pomysły;D
    pozdrawiam Laurka

    OdpowiedzUsuń
  8. fuck :D w końcu znalazłam czas aby przeczytać... no i kurde xd nie lubię opowiadań w takim klimacie ale czytając Twoje teksty nie nudzę się przy nich. w głowie mam pełno obrazów. mieszanina filmów, gier, anime. to wszystko oddziałuje na wyobraźnie. powoduje, że nawet kilka stron tekstu a ja wczuwam się i pragnę więcej. rozwoju akcji. dalszych losów. po prostu kontynuacji. moim skromnym zdaniem cudownie. podtrzymuje w napięciu. osadza się w głowie i pozostawia wiele obrazów. Czekam na dalsze losy Nikolaja! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. No więc hmm... Może nie w moim stylu, bo mi do gustu raczej nie przypadło. Jako scenariusz jakiejś gry - owszem, aczkolwiek jako samo opowiadanie mnie nie kupiło. Otoczenie stworzyłeś ładnie, czuć klimat, ale ja chyba po prostu muszę mieć jakiś konkretny wątek fabularny, bieganie z karabinem mnie nie przekonuje.
    Trochę przeszkadzała mi interpunkcja i powtórzenia (we wstawce o szczęściu 10 razy słowo "szczęście":D), ale to jak wiesz jest do ogarnięcia.
    Zmień klimat, czekam na twoje fantasy!

    OdpowiedzUsuń
  10. Opowiadanie bardzo fajne, bardzo porusza wyobraźnie ;D Ale zakończenie beznadziejne... Urwałeś je tak z dupy.. więc przykro mi, ale musisz napisać dalsze losy bohatera... :D

    OdpowiedzUsuń