"Je­dyna wol­ność to zwy­cięstwo nad sa­mym sobą"

Fiodor Dostojewski


wtorek, 9 kwietnia 2013

Bohater

Miały być dalsze losy Nikolaja, albo Addona, lecz może pora na małą odskocznię od świata po katastrofie lub świata fantasy?
Czy w każdym z nas jest bohater? Przekonajmy się, czytając "Siedem".





SIEDEM



Mały krok


Tłok na ulicy był nie do zniesienia. Kilkakrotnie obrywałem barkiem od ludzi, którzy z zestawem głośnomówiącym brnęli do przodu i toczyli walkę o ostatnią wolną taksówkę. Silniki samochodów wydawały z siebie głośne dźwięki, którym towarzyszyły krzyki osób zachęcających do skorzystania z najróżniejszego rodzaju usług. W powietrzu, a raczej w syntezie spalin i dymu, unosiły się zapachy z pobliskich budek z hot-dogami lub ulokowanych na rogach ulic piekarni. Dzień jak co dzień.
Przyznam, że przedzieranie się przez gąszcz osób, nie należy do zajęć, które ubóstwiałem. Od podstawówki katorgą dla mnie, a radością dla moich rówieśników, był mój niski wzrost. Gdy wszyscy chcieli rzucać jak Mikael Jordan, ja co najwyżej mogłem oprzeć się o metalową siatkę i patrzeć jak inni kradną moje marzenia.
Zawsze chciałem być bohaterem. I choć w wieku kurduplowatego szesnastolatka z czapką z daszkiem na głowie brzmi to jak słaby żart, to ja wierzyłem, że własne, dziecięce marzenie zostanie znalezione w starej szafie i otrzepane z kurzu.

***************************************************************************

Jabłka

Do małej, zapomnianej wsi, w której mieszkałem, kursował w zasadzie tylko jeden autobus. Zdarzało mi się, że przez własną głupotę, zmuszony byłem przebywać dystans siedmiu kilometrów na piechotę, za co dostawałem burę od mamy. Gdy wreszcie wyszedłem z labiryntu wieżowców, oczekiwałem, że nadjeżdżający autobus to nie jest numer...
No nic. Przynajmniej pogoda dopisuje, a z resztą i tak nauczyciele byli dzisiaj wyjątkowo hojni, nie zadając nic na jutro. Aż miałem ochotę gwizdać sobie pod nosem w rytm melodii z mojego MP3. Podskakiwałem wesoło, licząc, że szybko minie mi podróż i wreszcie zasiądę przy rodzinnym stole, a następnie zjem obiad jaki przygotowała mi mama. Wędrówka byłaby wspaniała, gdyby nie dźwięk, który wydobył się mojego odtwarzacza. Poważnie? Ładowałem tego skurczybyka rano, a on i tak miał kaprys, żeby się rozładować akurat w momencie, gdy czeka mnie długa droga. Skręciłem jak zawsze koło białego domu pani Tarkowskiej, wchodząc pomiędzy jabłonie jej sadu. To miejsce wydawało się być wymarzonym punktem na odpoczynek. Lubiłem przychodzić tutaj latem i pomagać pani Tarkowskiej zbierać dojrzałe owoce. Nigdy nie wracałem z pustymi rękoma i brzuchem. Zaraz, zaraz, zaraz…
- Hej! Co ty tam robisz? - krzyknąłem w stronę postaci, która widocznie nie miała miłych zamiarów.
Rudy chłopiec obrócił się w moją stronę, wyszczerzył zęby w uśmiechu i zaczął pośpiesznie zbierać owoce, które wysypały mu się z czerwonej koszuli.
- Hola, hola! To nie jest twoje!
Zrzuciłem plecak na ziemię i ruszyłem w pogoń za małym złodziejaszkiem. Szybki był. Mijał drzewa nie gorzej niż uciekająca antylopa. Niestety - chłopiec trafił na głodnego lwa. Po chwili przygwoździłem go do ziemi, a on cały przestraszony próbował się tłumaczyć:
- To nie to, co pan myśli!
Pan? Poczułem się jak umięśniony, wysportowany bohater filmów akcji, lecz musiałem schować ego w kieszeń.
- Wiesz, że pani Tarkowska ciężko pracuje, żeby wyhodować takie pyszne owoce?
- Ja... ja... nie chciałem! - dukał, trzęsąc się jak galareta - Ja po prostu... bardzo lubię jeść!
Westchnąłem i podniosłem chłopaka z ziemi. Był znacznie młodszy ode mnie, lecz i tak staliśmy praktycznie twarzą w twarz, co sprawiało, że przestałem sie czuć jak dorosły.
- Proszę! Niech pan, nie będzie zły! To się więcej nie powtórzy! Jak babcie kocham!
Zaśmiałem się pod nosem. Polubiłem tego dzieciaka.
- Dobra, zmykaj już! Żeby mi to było ostatni raz, jasne?
Chłopiec pokiwał kilka razy głową.
- Hej! - krzyknąłem w jego stronę, licząc, że się odwróci - Łap!
Z uśmiechem od ucha do ucha chwycił lecący owoc i po chwili zniknął mi z oczu. Spojrzałem na swoje podarte w kilku miejscach nowe jeansy. Mama mnie zabije.

***************************************************************************

Kłótnia

Żal mi było zostawić tych wszystkich jabłek, więc przynajmniej miałem co jeść w drodze do domu. Gdy wreszcie udało mi się wydostać z sadu, trafiłem na ścieżkę prowadzącą tuż do pomostu nad porywistym strumykiem. Niby mam ten widok na co dzień, lecz i tak nadal lubiłem tę trasę. Nuciłem pod nosem ulubione kawałki, gdy nagle...
- Dobrze, Krzysiek! Broń się, Adrian!
- Głupek jeden! Będzie mi Aśkę podrywał!
- Aśka woli normalnych chłopaków! A nie ciepłe kluchy, jak ty!
- Odszczekaj to, Krzysiek!
Pobiegłem w stronę odgłosów kłótni i liczyłem na to, że uda mi się wystąpić w roli negocjatora. Przeskoczyłem nad kłodą pokrytą mchem i zbiegłem z górki, omal nie upadając w gęstą trawę. Do kolekcji dziur dołożyłem właśnie uzielenione nogawki. Mama naprawdę mnie zabije. Tak jak myślałem. Na dróżce leżały trzy plecaki, tuż koło nich stała dziewczyna, najprawdopodobniej odpowiedzialna za sprokurowanie bójki, zaś pozostała dwójka toczyła wyrównany pojedynek, w którym argumentami były pięści.
- Ej! Chłopaki! - wrzasnąłem najgłośniej jak potrafiłem.
Bez odzewu. Musiałem wziąć sprawy w swoje ręce. Wpadłem pomiędzy pojedynkujących się maluchów i próbowałem ich powstrzymać.
- Zostaw nas! Muszę mu dać w ciry!
- Ty mi!? Chyba oszalałeś, Adrian!
Z trudem utrzymywałem ich obu. Miałem nadzieję, że przypatrująca się wszystkiemu słodka dziewczynka mi pomoże, lecz ona widocznie liczyła na to, że dostanie w ręce kubek z colą i opakowanie popcornu.
- Co jest z wami!? Postradaliście zmysły? - Przydało się słuchanie mamy. Teraz mogę wykorzystywać jej kwestie.
Emocje nagle opadły, gdyż poczułem, że mogę wreszcie ich puścić.
- No bo, Krzysiek... Adrian jest głupi....A on wtedy!
Kakofonia dźwięków.
- Powoli! Powoli!
Zaczął chłopiec z włosami ostrzyżonymi na jeżyka:
- No bo... Aśka mi się zawsze podobała! A Krzysiek, jak zawsze musi wszystko popsuć!
- Ja popsuć!?
Ponownie musiałem przytrzymać szarżujących chłopców. Spojrzałem na dziewczynkę, która zajęta była poprawianiem włosów przy pomocy malutkiego lusterka oraz grzebienia.
- Tak! Popsuć! Wiedziałeś, że ona mi się podoba! A tak musiałeś jej dać ten śmieszny obrazek!
- Podobał jej się bardziej niż twoja pyzowata buzia!
Z iskierki znowu powstał ogień.
- Chłopaki, dość! Dość! Przecież pewnie jesteście dobrymi kumplami, nie?
Pokiwali jednocześnie głowami.
- No właśnie! Krzysiek, dlaczego tak postąpiłeś?
- No bo... chciałem dopiec Adrianowi, bo nie wybrał mnie do składu ostatnio...
Adrian zaczerwienił się lekko.
- Krzysiek no... miałeś gorszy dzień. Ja zawsze zazdrościłem ci wygranych, chciałem chociaż raz wygrać!
Nastąpiła chwila ciszy.
- Zgoda? - pierwszy wyciągnął rękę Adrian.
- Zgoda! - wrzasnął Krzysiek i uścisnął rękę kolegi.
- Adrian! Krzysiek! - po raz pierwszy odezwała się dziewczyna - Kto pierwszy z was odprowadzi mnie do domu, temu dam buziaka w polik!
- Mieszkasz tuż za pomostem, Aśka! My z Adrianem przejdziemy się chyba na boisko, prawda?
Chłopiec pokiwał głową.
- Ach tak! Możecie zapomnieć o wspólnym malowaniu na plastyce!
Chwyciła za plecak i z uniesioną głową ruszyła w stronę domu.
- Macie ochotę na jabłka, chłopaki? - zagarnąłem.

***************************************************************************

Pole

Sytuacja z maluchami przypomniała mi o tym, jak sam zachowywałem się kilka lat wcześniej. Ile siniaków zagościło na moim ciele, bo ktoś pociągnął moją wybrankę za warkocz, gdy akurat patrzyłem, albo gdy ktoś zniszczył mi nową piłkę Adidasa. Smak dzieciństwa. Strumyk szumiał przyjemnie, przypominając mi, że żeby trafić do domu wystarczyło przejść przez skupisko pól pana Wojskiego oraz pani Sójki.
- Sebastian! Obiboku jeden! Ile cię można prosić o pomoc!
- Zaraz, tato! Odpoczywam!
- Wczoraj też odpoczywałeś!
- Jeszcze nie skończyłem!
Oho, pora działać. W oddali dostrzegłem siedzącego pod drzewem syna pana Wojskiego, który osłonięty słomianym kapeluszem czytał grubą książkę. W niedalekiej odległości widziałem, jak rolnik wymachuje groźnie widłami, krzycząc słowa jak tata, gdy ogląda mecz polskiej reprezentacji piłki nożnej.
- Skaranie boskie z tym bachorem!
- Witam, panie Wojski.
Obrócił się w moją stronę. Gdyby nie to, że był biały dzień, pewnie uciekałbym w popłochu, mając w głowie obrazy z horrorów. Po chwili jednak rolnik przybrał wesołą fizjonomię:
- Witaj, Franek. Zobacz na tego śmierdzącego lenia, też taki jesteś w domu?
- Broń Boże, panie Wojski! - Nie lubiłem kłamać.
- Idź no i przemów mu do rozsądku! Bo mi się kończą już pomysły.
Rozłożyłem bezradnie ręce i po chwili zagadnąłem:
- Upał nie zachęca do pracy, co Seba?
- O, siemanko Franek - odparł, unosząc okrągły nos znad książki - Jak leci?
- W porządku, nie pomożesz ojcu w polu?
- Chciałbym, ale... kurde felek, Franek! Książka mnie pochłonęła!
- O czym ten olbrzym?
- O bohaterze z Ameryki, co ma specjalne zdolności i pomaga ludziom!
- Dla ojca będziesz takim bohaterem, jak ruszysz tyłek i mu pomożesz w pracy.
- Ale on nie rozumie, że ja lubię bardzo czytać.
- To z nim porozmawiaj. Nic tak nie zbliża facetów, jak wspólna praca.
- Skąd to wiesz?
- Tata ze swoim szwagrem powtarzają to w kółko, jak po raz kolejny naprawiają, któryś z wozów w warsztacie. To jak będzie?
- Ech... no dobra, Franek. Przekonałeś mnie. Trzymaj. - Podał mi książkę, po czym dodał: - Przeczytałem ją dwa razy. Powinna ci się spodobać. Na razie, Franek!
- No wreszcie! Najłaskawszy pan Leniogrodu, zaszczycił mnie swoją obecnością!
Usłyszałem za sobą głos pana Wojskiego, któremu po chwili pomachałem na pożegnanie. Chyba dzisiaj poczytam tę książkę.

**************************************************************************

Duży krok

- Synek, na litość boską, jak ty wyglądasz! - krzyczała mama w samym progu.
- Cześć mamo? - zapytałem nieśmiało.
- Podarte spodnie, zielone nogawki, ubłocona kurtka, coś ty robił, Franek!?
- Wracałem do domu na piechotę.
- Przez dżunglę!? Marsz do łazienki i wykąp się. Rzeczy wrzuć od razu do prania.
- Ale mamo...
- Żadnego ale! Migiem do wanny!
Niczym skazaniec udałem się po schodach prosto do łazienki. Wrzuciłem swoje rzeczy do kosza z brudnymi ciuchami i wskoczyłem do gorącej wody. Rozłożyłem się w wygodnej wannie niczym król po wyprawie, gdy nagle przypomniałem sobie o książce. Po omacku znalazłem ją leżącą przy wadze i od razu zabrałem się do czytania. Choć bohater powieści już na pierwszych stronach ratował ludzi przed niechybną śmiercią, to ja dzisiejszego dnia czułem, że wreszcie moje marzenie z dzieciństwa zostało spełnione. Nie uratowałem kobiety z płonącego mieszkania. Nie wyniosłem na rękach dziecka z walącego się budynku, ani nie złapałem w locie lecącego zwierzątka. Zrobiłem dzisiaj kilka drobnych rzeczy, lecz i tak czułem się jak prawdziwy bohater. Nikt nie był mi w stanie tego odebrać.

9 komentarzy:

  1. Tak jak mówiłam wcześniej, miłe, lekkie i przyjemne dla oka i dla wyobraźni. Fajnie jest się wrócić podczas tej krótkiej lekturki do znanych nam wszystkim schematów, które rządziły dziecięcym światem :) za duży plus uważam, że nie próbowałeś wpisać tego tekstu w górnolotny, wyszukany, "zbyt mądry" styl, który zwyczajnie by tu nie pasował. Tym sposobem uniknąłeś przerostu formy nad treścią i w bardzo ciekawy sposób pokazałeś w jak różnoraki sposób można pojmować hasło "bohater". Gratki! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie ma fajny klimat, przesłanie do mnie napradę trafia. Miło jest wiedzieć, że można zostać bohaterem pomimo braku niesamowitych zdolności, a jednak czasami wywołać uśmiech na czyjejś twarzy robiąc coś z pozoru bez znaczenia. Z drigiej strony nie wiem czemu, ciągnęło mi się jak guma do żucia. Może przyzwyczaiłam się do tych Twoich wymysłów fantasy ;) Jednak ogólnie na plus!

    OdpowiedzUsuń
  3. Soundtrack zdecydowanie na nie, ale opowiadanie jak najbardziej na TAK. Lekkie, przyjemne, a nawet miło odprężające. Jak wyżej, w wyobraźni przeniosłam się o kilka lat wstecz i za to dziękuję ;) Chyba wolę mimo wszystko Twoje fantastyczne opowiadania, ale dobrze, że udowadniasz, że nie tylko w takich jesteś dobry.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cały czas czułam, że czytam bajkę dydaktyczną. Jak Szymon podrośnie to wiem, czym będę go raczyć przed snem! A tak serio to podoba mi się ogarnięcie psychiki dziecka, ładnie ci to wyszło, ale sama fabuła mnie nie wciągnęła. Pomysł dobry nawet, wykonanie mi nie podchodzi. Chcę Addona!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. jak zawsze- super się czyta!
    masz talent Adamek, i dobrze o tym wiesz :D
    pisz dalej, bo Ci to wychodzi xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny klimacik, fajna odskocznia w codzienności, podnosząca na duchu wśród zwykłych spraw! Super jak zawsze!
    I szacun za Chada! ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś innego, lekkiego i przyjemnego, ale osobiście preferuję jednak Twoją fantastykę :D Życiowe schematy z dzieciństwa, których pewnie każdy w życiu doświadczył, albo miał okazję być ich obserwatorem.
    Chciałam się nawet z początku utożsamić z bohaterką o pięknym imieniu (;>), ale na szczęście nie pasowała :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo się to opowiadanie duży jak się go czyta. Czekałam na jakiś nagły bieg akcji lub coś, ale go nie było. Ale może i lepiej. Dzięki temu bardziej zwróciłam uwagę na przesłanie ;D Więc opowiadanie na duży plus bohaterze ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Przypomina mi to opowiadanie czasy podstawówki. Można by je czytać dzieciom (oczywiście jest to komplement)bo wyszedł ci taki fajny styl, jakbyś opowiadał tą historię jakiemuś maluchowi :) Mądre przesłanie, skłania do zastanowienia się na własnym "bohaterstwem"... bądź jego brakiem.

    OdpowiedzUsuń