"Je­dyna wol­ność to zwy­cięstwo nad sa­mym sobą"

Fiodor Dostojewski


wtorek, 23 kwietnia 2013

Nadzieja umiera ostatnia

Witam ponownie :)

Nikolaj po utracie nadziei, dostaje szansę od losu i ma okazję do ucieczki. Którą drogę wybierze?
Zapraszam do lektury.





UTRACONA ŚCIEŻKA cz. I



Ucieczka


"Wskazówka licznika Geigera skakała na lewo i prawo, uświadamiając mi, że trasę, którą wybrał nieznajomy nie była na tyle bezpieczna, jak się spodziewałem. Dzięki ochronnemu skafandrowi czułem się nieco pewniej, lecz nawet szczelna maska nie sprawiała, że moje kroki były przekonujące. Ścigające nas mutanty musiały odpuścić pogoń, co było jedyną dobrą informacją, jeśli chodzi o nasze położenie. Ściany tuneli zdawały się być coraz bardziej klaustrofobiczne, gdzieniegdzie pojawiały się na nich zacieki od najróżniejszego rodzaju cieczy, których mój węch nie potrafił teraz zinterpretować. Odkąd powierzyłem swój los w ręce nieznajomego, nie odezwaliśmy się do siebie nawet słowem. Nie wiem, czy wynikało to z obecnej sytuacji, czy może po prostu z braku chęci rozmowy. Jednak jedno pytanie nie dawało mi spokoju od dłuższego czasu. Dokąd mój przewodnik mnie prowadzi?"

***************************************************************************

Azyl


- To tutaj - odezwał się po raz pierwszy nieznajomy.

Pomieszczenie cuchnęło tak mocno, że odór dostawał się nawet przez filtry maski. Światło z latarki doczepianej do lufy karabinu błądziło po ścianach porośniętych grubą warstwą mchu oraz porośli. Dokładnie słyszałem, jak w przeciwległym kącie o betonową podłogę obija się strumień wody, który musiał dostać się tutaj z powierzchni. Smuga światła wreszcie natrafiła na przedmiot mający zapewnić nam ewakuacje z tego przeklętego kompleksu. Przed oczami stanęła mi metalowa drabina, która musiała prowadzić do jednego z budynków socjalnych lub energetycznych bazy wojskowej.
- Za długo tutaj zabawiliśmy, co? - zakomunikowałem, licząc, że rozmowa sama się będzie kleić.
Obcy mruknął coś pod nosem, po czym dodał:
- Jeśli się sprężymy, zdążymy dotrzeć do bezpiecznego miejsca.
I tyle sobie pogadaliśmy. Pierwszy wszedł na szczeble drabiny i po chwil zniknął w ciemnościach tunelu. Nie kazałem mu długo czekać i zaraz po nim zameldowałem się na górze. Tak jak się spodziewałem, znaleźliśmy się w miejscu, w którym baza zaopatrywana była w energie elektryczną. Ogromne, stare generatory, które powinny chodzić na najwyższych obrotach i wydawać złowrogie dźwięki, teraz stały pokryte kilkucentymetrową warstwą kurzu. W przeciwieństwie do poprzednich budynków, które zwiedzałem z Saszą... w mordę. Przez całe to zamieszanie z nieznajomym kompletnie zapomniałem o towarzyszu, który zdecydował się oddać w ręce mutantów. Cała nasza czwórka była przyzwyczajona do śmierci. Nauczyliśmy się, że dzisiejszy świat jest rajem dla kostuchy, która w każdym momencie może otulić swoim czarnym płaszczem kogoś, z kim jedliśmy i śmialiśmy się przy ognisku zeszłej nocy. Tłumienie negatywnych myśli i wspomnień pozwalało nam zachować resztki zdrowego rozsądku, co było niezbędne, jeśli chodzi o przeżycie w gronie bestii.
- Aż tak fascynujesz się elektryką? - Zorientowałem się, że przez dłuższą chwilę wpatrywałem się jak zahipnotyzowany w wiszącą na kablu świetlówkę.
- Potrzebujemy w tym miejscu masek? - zapytałem nagle - Wskazówki na liczniku nie szaleją.
- Ale ty będziesz, jak zdejmiesz kombinezon w miejscu gdzie cię zaprowadzę.
Poczułem się jak dziecko w podstawówce, które dostaje reprymendę od nauczyciela za powiedzenie jakiegoś głupstwa. Obcy uchylił powoli drzwi, upewniając się, czy żadne cholerstwo nie zamierza pokrzyżować nam planów. Kiwnięciem głowy zachęcił mnie do wyjścia. W rzeczywistości pobyt w labiryncie pokoi zajął nam więcej czasu niż myślałem, gdyż słońce powoli chyliło sie ku zachodowi. Musieliśmy opuścić podziemia z drugiej strony bazy wojskowej, bo żaden budynek nie wydawał mi się znajomy. Podążałem jak cień za swoim przewodnikiem, mając nadzieję, że uda nam sie zdążyć przed zapadnięciem zmroku. Walka z bestiami w środku nocy nie była dobrym pomysłem, zważywszy na to, że w swoim kałasznikowie miałem resztki amunicji, a ostatni magazynek cały czas czekał w jednej z kieszeni w kamizelce. Liczyłem na to, że w razie zagrożenia nieznajomy zaskoczy mnie jakimś niekonwencjonalnym zachowaniem. Gdy wreszcie udało nam się dzięki dziurze w siatce opuścić teren kompleksu, obcy znacznie przyśpieszył kroku, jakby czuł zbliżającą się ciemność. Nie miałem wyboru. Musiałem biec za nim, próbując dostosować się do narzuconego tempa. Przyznam, że wyścig z chowającym się za wzniesieniem słońcem nie należy do przyjemnych. W szczególności, gdy zmierzch jest zaproszeniem bestii do wyjścia na zewnątrz. Przez filtry maski zaczęły przedostawać się zapachy, które z łatwością potrafiłem zidentyfikować.
- Żartujesz, nie? - wysapałem zdyszany jak po maratonie.
On nagle zatrzymał się i obrócił w moją stronę. Nie widziałem jego twarzy, ale wiedziałem, że rysuje się na niej rozczarowanie lub złość.
- Tylko bagna dzielą nas od miejsca, które zapewni nam schronienie.
- Nie ma innej drogi, prawda? - zapytałem idiotycznie.
- Gdyby była, właśnie byśmy jedli ciepły posiłek i grzali swoje zmęczone tyłki przy ognisku. Ruszaj się póki mamy czas.
Westchnąłem głośno. Nienawidziłem cholernie tej bulgoczącej cieczy, ani zapachu jaki się z niej wydobywa. Za dużo nasłuchałem się od dziadka strasznych historii o tym miejscu. Nie wspominając o bracie, który zawsze jak kładłem się spać, wchodził pod łóżko i łapał mnie za nogi, wydając przy tym dźwięki jak dziadek, gdy przedstawiał potwora z opowieści. Wysokie kalosze oraz gumowy kombinezon sprawiały, że podroż przez podmokłe tereny nie była aż tak niewygodna, jak sobie wyobrażałem. Licznik Geigera trzeszczał nieprzyjemnie, co wcale nie wzruszało przewodnika. Wręcz przeciwnie. Nieznajomy poruszał się po bagnach bardzo swobodnie, unikając zagłębień lub niepewnych gruntów, które sprowadziłyby go w śmierdzącą breje. O ile tereny puszczy były lekko spowite wieczorną mgłą, to w okolicy bagien była ona gęsta jak zsiadłe mleko. Nieznajomy zwolnił kroku i wysunął w górę pięść, dając sygnał żebym się zatrzymał. Kazał mi się przybliżyć, a następnie wskazał palcem na skupisko spróchniałych kłód otulonych przez zanieczyszczoną wodę. Dobrze pamiętałem programy przyrodnicze na lokalnych kanałach i wygląd krokodyla. Lecz gady, które leżały spokojnie na zwalonych drzewach, dwukrotnie musiały przerastać wielkością znane mi z telewizji zwierzęta. Ich ciała pokrywały ciemnozielone łuski, które najprawdopodobniej nie ucierpiałyby pod ostrzałem z naszych broni. Nieznajomy gestem ręki nakazał zachowanie ciszy, a sam ruszył powoli do przodu. Stąpałem niczym cień po jego śladach, starając się wywołać jak najmniejszy hałas, byle tylko nie zwrócić uwagi bestii. Czułem, jak strużki potu ściekają mi po twarzy, a ubrania lepią się do zmęczonego podróżą ciała. Miałem ochotę zrzucić z siebie ten cholerny kombinezon i wreszcie zaznać kąpieli. Przeszliśmy dobre kilkadziesiąt metrów, oddalając się od wylegujących się gadów.
- Byłeś żołnierzem, prawda? - zapytałem najciszej jak potrafiłem.
- Coś w tym stylu - odparł od niechcenia - Już blisko.
Uprzedził moje kolejne pytanie, jakby odczytał moje myśli. Przeszliśmy po przewalonym dębie, który w połowie zanurzony był w wodzie, by po chwili ponownie trafić na naturalny pomost stworzony przez przyrodę. Wskazówki licznika nagle ucichły, dając chwilę wytchnienia zmęczonym bębenkom usznym. Nieznajomy spowolnił kroku i pozwolił mi nareszcie na chwilę oddechu. Rękoma odsunął gęsty splot gałęzi wierzby i wszedł do środka, zostawiając mnie samego w wysokiej trawie.
- Wchodzisz czy nie? - odezwał się głos zza krzaków.
Obawiałem się, że jedyne na co trafię to malutki szałasik w centrum oraz dół wykopany w ziemi służący za wychodek. Jednak w realiach dzisiejszego świata, to miejsce nazwałbym co najmniej czterogwiazdkowym hotelem.
- Witaj w moich skromnych progach.
Schronienie otoczone było przez skupisko wierzb, których zwisające gałęzie zapewniały azyl przed wzrokiem bestii. W centrum zagłębienia znajdowała się lepianka, przypominająca eskimoskie igloo. Usiadłem na wystającym głazie i nareszcie mogłem z siebie zrzucić te ciasną, niewygodną maskę i odetchnąć naturalnym, choć cuchnącym powietrzem. Przejechałem ręką po krótko ostrzyżonych włosach, czując niesamowitą ulgę. Nieznajomy także zrzucił z siebie maskę, sprawiając, że mogłem ujrzeć jego oblicze. Obraz obcego, który zakorzenił się w mojej głowie szybko odszedł w zapomnienie.
- Spodziewałeś się kogoś młodszego, hę? - zapytał ironicznie.
Nie wiedziałem za bardzo co odpowiedzieć, zważywszy na to, że mój wybawiciel mógłby być moim ojcem. Nieznajomy podrapał się po bujnym zaroście i odchrząknął głośno.
- Gregori. - Wyciągnął w moją stronę prawą dłoń, licząc na odzew.
- Nikolaj - odparłem bez zastanowienia.
Silny i pewny uścisk sprawił, że przypomniałem sobie o możliwościach mojego nowego towarzysza.
- Siadaj, Nikolaj. Mamy do pogadania.

***************************************************************************

Rekonesans


Musiałem chwilę poczekać za nim Gregori wróci z lepianki i rozpocznie w końcu konwersacje. Postawił pomiędzy kamieniami prowizoryczny stolik, zaś na nim dwa kubki i trunek, którego nie miałem w ustach od dłuższego czasu.
- Najlepsza jaką udało mi się zdobyć - powiedział i po raz pierwszy zobaczyłem na jego twarzy ledwie dostrzegalny uśmiech.
Po chwili nasze żołądki napełniły się wódką, a skrępowane usta nareszcie zaczęły wypowiadać słowa.
- Wybacz mi moje hmm... - zawahał się chwilę - Zachowanie, Nikolaj. Pierwszy raz od dłuższego czasu spotykam kogoś, kto nie chce mi wpakować ołowiu w plecy.
- W obecnej sytuacji zaufanie to mocne słowo.
- Obserwowałem waszą grupę od pewnego czasu.
- I nie odważyłeś się nigdy podejść?
- W dzisiejszych czasach matką negocjacji jest amunicja, a argumentami są naboje.
- Teraz zostałem tylko ja.
- To jest nas dwóch.
Przerwaliśmy, żeby znowu wlać w siebie parzący trunek.
- Odkąd to się stało, nie walczyłeś sam, prawda? - Ostrożnie stawiałem pytania.
Pokiwał głową.
- Dimitri zginął kilka miesięcy temu. Bestie były bezlitosne. Ivana także zabiły potwory. Nie te, które zrodziło promieniowanie, lecz kobiece łono.
- Inna grupa?
- Pięć kilometrów stąd jest miasteczko - Grozisk. Natrafiałem tam sporadycznie na oznaki, że ta wataha w nim nadal przebywa.
Gregori nagle podniósł wzrok znad kubka i instynktownie chwycił za MP-5 leżącą koło gumowych butów. Wyraźnie słyszałem, jak w okolicy wierzb przemieszczają się bestie, które wyraźnie miały ochotę na nas zapolować. Gregori machnął lekceważąco ręką i uspokoił mnie nieco:
- Spokojnie, Nikolaj. O ile bestie mają dobry wzrok, to promieniowanie pozbawiło ich dobrego węchu.
- Jesteś pewien, że...
- Jakbyśmy mieli być zwierzyną, właśnie byśmy byli rozszarpywani przez bestie.
Przełknąłem ślinę. Gregori może był dobrym żołnierzem, lecz motywator był z niego żaden. Nagle podniósł się z głazu i burknął:
- Wezmę pierwszą wartę, Nikolaj. Prześpij się. Przyda ci się odpoczynek, zważywszy na okoliczności. W środku lepianki masz koc oraz karimatę, która lekko zajeżdża farbą, ale lepszej nie udało mi się zdobyć.
Kiwnąłem mu głową na pożegnanie i wreszcie mogłem dać odpocząć zmęczonemu ciału oraz rozbieganym myślom. Środek lepianki wyglądał nieco gorzej, niż oczekiwałem, lecz w obecnej sytuacji nie miałem prawda narzekać na panujące tutaj warunki. Zmniejszyłem płomień lampy naftowej i liczyłem, że uda mi się chociaż zmrużyć oczy na kilka godzin. Dużo myślałem. Za dużo. W głowie układałem najrozmaitsze plany i schematy, próbując stworzyć sensowne rozwiązanie, które sprawi, że znajdę nową ścieżkę życiową, która została mi zabrana. Przewróciłem się na lewy bok i starałem się zasnąć, byle tylko nie mieć w głowie ponurych obrazów z ostatnich dni. Pierwszy raz od dłuższego czasu miałem normalny, zdrowy sen. Pozbawiony kłów bestii, ostrych szponów potworów, czy wszechobecnej śmierci. Zabawne - jak zwykłe wspomnienia o pracy w zakładzie, czy wspólny wypad na bilarda z chłopakami po robocie sprawiały, że pragnąłem, aby sen stał się realną wizją, a panujący chaos przemienił się w rutynę, na którą każdego dnia narzekałem. Życie, które miałem w garści pękło jak bańka mydlana.
- Nikolaj, do cholery!
Obudziłem się gwałtownie, omal nie zahaczając o wiszącą lampę. Gregori miał poważną, lecz także zatroskaną minę. W prawej ręce trzymał karabin, zaś w lewej maskę gazową.
- Co jest? - wydukałem, przeciągając się na wszystkie strony.
- Jest rano.
- Rano? Dlaczego nie obudziłeś mnie na zmianę czuwania?
Wywrócił oczami.
- W twojej obecnej kondycji nie zauważyłbyś nawet szarżującego dzika. Doprowadź się do porządku. Za chwilę ruszamy.
Zrobiłem dziwną minę, którą Gregori od razu zauważył.
- Jedyny kierunek to Grozisk, towarzyszu. Chyba, że wolisz wrócić do kompleksu lub stanąć oko w oko z którąś z tych bestii, którą widziałeś wczoraj na kłodach.
Jego argumentacja trafiła do mojego zdrowego rozsądku. Poderwałem się z karimaty i musiałem przyznać - faktycznie zajeżdżała farbą. Gdy wyszedłem z lepianki, spodziewałem się promieni słonecznych, które otulą moją nieogoloną twarz, lecz widocznie mgła nie zamierzała ułatwiać nam życia. Gregori siedział na znajomym głazie i wyjadał łapczywie żarcie ze srebrnej, obdartej konserwy.
- Siadaj, Nikolaj. Szamaj i zbieramy się. Dzisiejsza pogoda to raj dla bestii, co?
- Najwidoczniej - odparłem, łapiąc za jedną z puszek.
- Rozchmurz się, druhu. Te pięć kilometrów minie jak z bicza strzelił. Jeśli dopisze nam szczęście, nie będziemy musieli nawet pociągnąć za spust.
Chciałem wierzyć jego słowom, ale coś mówiło mi, że strach, który czułem przed mokradłami to dopiero początek.

***************************************************************************

6 komentarzy:

  1. Coraz bardziej podoba mi się to opowiadanie. Zupełnie zaskoczyła mnie tożsamość "obcego". Ja dalej widziałabym tam bohaterkę kobiecą. Ale i tak czekam z niecierpliwością na kolejną część. Bo będzie kolejna, prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo tego, że za bardzo nie lubię fantastyki to Ty mnie do niej przekonujesz ;D Opowiadanie bardzo dobre, ale pierwsze część jakoś bardziej mi się podobała ;D Czekam na dalszą część :*

    OdpowiedzUsuń
  3. no bardzo ładnie ^^ ja uwielbiam fantastykę to wiesz ale za to klimat wojskowy "o bleee". tak pewnie powtórzę się po raz któryś ale łączysz w sobie te dwa gatunki (nie wiem jak inaczej miałabym to ująć) tak, że chce mi się to czytać i marzę o tym aby dalej zagłębiać się w losy Nikolaja. czekam na kolejne opowiadania : )

    OdpowiedzUsuń
  4. Cholernie trzyma w napięciu :D Nie mogę się teraz doczekać kolejnej części i jestem ogromnie ciekawa co się wydarzy dalej. Podoba mi się wspomniane już w komentarzu połączenie tej całej wojskowej tematyki z fantastyką. Jak zwykle bardzo miło się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  5. dość słabe w porównaniu do poprzednich

    OdpowiedzUsuń