Chyba nikt z nas nie trawi poniedziałków. Ciężkie wstawanie, totalny nieogar i testy sprawiają, że każdy ma po prostu dość. Każdy sięga po coś, co sprawia, że choć na chwilę zapomina się o poniedziałkowej traumie ;).
Szedł szybkim krokiem, mijając szarych przechodniów. Nie zważał na to, że co drugi trąca go barkiem i wypowiada przy tym niecenzuralne słowa. Wydostał się z labiryntu ludzi i zatrzymał się na czerwonym świetle. Samochody migały mu przed oczami, a on wdychał ich cuchnące spaliny. Odkaszlnął głośno - nienawidził poniedziałków. Przebiegł na drugą stronę jezdni i spojrzał na zegarek. Przeklął pod nosem, gdy zobaczył, że zostało mu tylko kilkanaście minut. Przyśpieszył kroku i cudem uniknął zderzenia z barczystym dresem, który pewnie spuściłby mu łomot za to, że go potrącił. Skręcił gwałtownie w prawo i schował zziębnięte ręce do ciepłych kieszeni. Paskudna, grudniowa pogoda. Temperatura nie wyższa niż kilka stopni. Wiatr hulał na różne strony, doprowadzając go do szewskiej pasji - nienawidził poniedziałków. Zatrzymał się na kolejnym świetle i ponownie spojrzał na zegarek. Czas płynął nieubłagalnie, a on coraz bardziej niepokoił się, że nie zdoła dotrzeć na miejsce na czas. Kilkakrotnie wciskał przycisk przy sygnalizacji, wierząc w duchu, że przyśpieszy to zmianę sygnału na zielone. Odczekał kilka sekund, po czym wreszcie udało mu się dostać na drugą stronę ulicy. Ruszył pewnym krokiem do przodu, przecinając na wskroś dwie kamienice. Zza kosza na śmieci wyleciał nagle kot, którego sierść ubabrana była w błocie i innych niezidentyfikowanych substancjach. Zwierzę śledziło go krok w krok, idąc za nim aż do końca ciemnej uliczki. Zanim zdołał wydostać się z zaułka, kot przebiegł błyskawicznie tuż koło mężczyzny i otarł się swoją sierścią o jego jeansy - nienawidził poniedziałków. Wskazówki zegara pędziły jak rozpędzony pociąg. Przebiegł pomiędzy samochodami i ruszył pędem przez miejski park. Jego kondycja daleka była od ideału, jednak przypływ adrenaliny oraz motywacja niwelowały jej braki. Osoby siedzące na ławce pukały się w czoło, widząc rozpędzonego mężczyznę przeskakującego przez najróżniejsze przeszkody w parku. Ławki, płotki, kamienie czy słupy. Dla niego nie było to żadne wyzwanie. Zwolnił tempa, kiedy znalazł się ponownie na ruchliwej ulicy. Gorączkowo szukał jakiegoś przejścia dla pieszych, lecz ku jego złości żadnego nie znalazł. Wyczekał na odpowiedni moment i śmignął przez ulicę, unikając spotkania bliskiego stopnia z miejskim autobusem. Spojrzał na zegar ratusza, który popędzał mężczyznę do kolejnego biegu. Ledwo złapał oddech po wyczerpującym sprincie w parku, lecz teraz miał do przebiegnięcia znacznie krótszy dystans. Po chwili wyłonił się zza zakrętu i truchtem zaczął biec w stronę budynku, który był jego celem. Nic nie było w stanie mu odebrać tej chwili. Stanął przed drzwiami i upewnił się, czy aby na pewno zabrał rzecz, która miała pomóc w spełnieniu jego największej zachcianki w trakcie znienawidzonego poniedziałku. Pewnym krokiem ruszył w stronę drzwi, które otworzyły się z charakterystycznym odgłosem. Pomieszczenie było ogromne oraz rozległe. Rozejrzał się dokładnie i szybko zanalizował gdzie znajduję się cel jego wyczerpującej podróży. Ruszył pewnym krokiem, mijając osoby, które nie były zainteresowane tym, co zrobi mężczyzna. Udało mu się. Uśmiechnął się sam do siebie i chwycił za dwa jego ulubione puszki piwa z lodówki.
****************************************************
jako, że co tydzień narzekasz mi, że 'nienawidzisz poniedziałków' opowiadanie kojarzy mi się właśnie z Tobą :D a końcówka jak zawsze zaskakująca!
OdpowiedzUsuńAsia dobrze prawi - zaskakujące... tyle nerwów, żeby się piwa napić :D Alkoholizm w czystej postaci!
OdpowiedzUsuńMaria ^^
Komciam!
OdpowiedzUsuńCzy wiesz, że użyłeś zwrotu "pewnym krokiem" aż trzy razy? Przy tak krótkim opowiadaniu to karygodne, nie słuchasz moich poleceń:< Ale ogólnie zgrabnie to wyszło, fajnie, fajnie XD