Święta już niedługo, więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wszystkim, żeby były one jeszcze lepsze niż były rok temu i od razu chciałbym podziękować za wytrwałość w czytaniu moich opowiadań ;).
Wesołych!
P.S II część Kroku od śmierci specjalnie na życzenie Kingi :D.
Standardowo kawałek dla klimatu ;)
Krok od śmierci cz. II/III
Grupy wojowników malały w zastraszającym tempie. Z drużyny rodu Asmerów na placu boju pozostało czterech śmiałków, zaś w podopiecznych Greworiana o jednego więcej.
-Wybieramy Osmaksa, o którego przeciwniku zadecydują żelazne ostrza.
Staruszek wyszedł przed szereg, puszczając oko w stronę Greworiana. Bez żadnych wstępów rzucił się w stronę czteroramiennego potwora uzbrojonego w ostre sztylety. Już w pierwszym starciu bestia straciła jedną rękę. Wojownik zablokował tarczą potrójne uderzenie potwora i kontratakował, celując w głowę. Potwór odchylił swój łeb, unikając niechybnej śmierci i odbił miecz jednym ze sztyletów. Wyprowadził serie szybkich ciosów, które staruszek z trudem blokował na przemian tarczą oraz mieczem. Obrócił się na pięcie, sparował cięcie i zahaczył ostrzem o prawy bark potwora. Bestia zawyła głośno, tracąc kolejne ramię. Próbowała zaskoczyć wojownika, przeskakując nad jego głową. Ciosy były szybkie oraz precyzyjne. Greworian wraz z publicznością niedowierzali w jaki sposób staruszek zdołał zablokować uderzenia. Zanim mężczyzna zdołał ocucić się po zdziwieniu, wojownik wyciągał zakrwawiony miecz z cielska potwora.
-Witam w moim świecie - powiedział zdyszanym głosem, przechodząc tuż koło Greworiana.
**********************************************************************************
Wojownicy mieli ledwie kilka chwil, żeby opatrzyć świeże rany oraz zaczerpnąć powietrza przed drugim aktem. Greworian chłodził swoje ciało lodowatą wodą rzuconą przez jednego z żołnierzy. Staruszek podszedł do trzydziestolatka i zaczął mówić:
-Pojedynki w grupach są cięższe niż może się zdawać. Oprócz chronienia własnego tyłka, jesteś zobowiązany chronić pleców swojego sąsiada.
-To twój chleb powszedni prawda? - odparł Greworian.
-Pasja. Życie. Cel. Nic nie mam do stracenia wojowniku.
-Na czym polega drugi akt?
-Morderczy wyścig. Tutaj nie ma miejsca na pobłażliwość czy zabawę w kotka i myszkę. Jeden nieuważnych ruch i twoje ciało będzie chowane w kawałkach. Z każdej strony oczekujesz na śmierć, a gdy myślisz, że najgorsze masz za sobą towarzysz koło ciebie pada jak rażony piorunem.
-Optymistyczna wizja - skwitował wojownik.
-Jest nas pięciu. To daję nam przewagę nad chłystkami z drugiej grupy. Tych dwóch młodzieńców - wskazał palcem na rozmawiających mężczyzn - może spieprzyć cały plan.
-Brawura?
-Brawura to tylko przedsmak. Bohaterowie o twarzach tchórzy.
Zanim zdołali ustalić cele działania, żelazny głos wezwał wojowników na scenę.
-Pamiętajcie - mówił staruszek w stronę drużyny. -Wszyscy jesteśmy jednym ciałem. Razem atakujemy. Razem bronimy się. Razem giniemy.
-Nie będzie mi rozkazywał jakiś starzec!
Greworian złapał młodzieńca za tunikę i przycisnął do ścian tunelu wybiegającego na scenę. Chłopak przełknął ślinę.
-Słuchaj bohaterze. Masz ochotę skończyć swój bieg jak tamci? - wskazał na arenę - skup się na walce i dbaj o swoich kompanów.
Opuścił go na ziemię i pierwszy wkroczył na teatr śmierci. "Ma jaja" - pomyślał starzec.
**********************************************************************************
Greworian nie mógł nadziwić się w jaki sposób udało się przemianować scenę na długi jak wąż tor przeszkód naszpikowany pułapkami. Stanął wraz z grupką mężczyzn i oczekiwał na dalsze wskazówki od głosu. Nie czekał długo.
-Waszym zadaniem jest dostanie się do złotej kuli umieszczonej w misce na końcu trasy. Ruszacie oddzielnymi tunelami. Zasady? Tylko jedna. Biegnijcie po wolność. Pułapki uruchamiają oba rody, przeszkadzając wzajemnie swoim przeciwnikom.
Zardzewiałe wrota zaczęły się powoli podnosić, ukazując labirynt usłany najróżniejszymi pułapkami. Rozległ się dźwięk gongu, a zaraz po nim głośne okrzyki widowni. Obie grupy pędem wbiegły w tunel, próbując dobiec do złotej kuli. Greworian trzymał tarczę przy sobie, jednocześnie osłaniając plecy jednego z mężczyzn.
-Na ziemię!
Wszyscy posłusznie rzucili się na zimną jak lód podłogę. Powietrze przecinane było ostrzami wychodzącymi ze ścian, które z łatwością przedzieliły by wpół każdego z wojowników.
-Czołgamy się!
Staruszek ruszył pierwszy przerzucając tarczę na plecy. Reszta grupy poszła w jego ślady, unikając zniżających się coraz niżej noży.
-Szybciej! Szybciej!
Greworian przekrzykiwał skandujących widzów i motywował towarzyszy do pędu. Kiedy staruszek wstał na nogi, zza rogu wytoczyła się ogromna kula, która zmusiła wojowników do szukania kryjówki.
-Na boki! Już!
Jeden z młodzieńców stał jak słup soli i nie był w stanie się ruszyć. Greworian oderwał się od bezpiecznej ściany i rzucił się w stronę wojownika, ratując mu życie. Kulka przeleciała tuż koło nóg mężczyzny, który odetchnął z ulgą. "Szybcy są" - pomyślał. Zanim zdołał się otrząsnąć, głos staruszka ponownie nakazał mu przylegnąć do ściany. Kolejna kula sturlała się w stronę grupy, mijając ją w bezpiecznej odległości.
-Tarczę w dłoń! Formować szyk!
Cała piątka skupiła się w jednym punkcie, tworząc ruchomą ścianę, przesuwającą się naprzód. Staruszek gestem ręki nakazał przyklęknąć. Greworian chciał wychylić głowę, lecz w ostatniej chwili udało mu się ją schować przed gradem strzałem wysypujących się w stronę grupy.
-Naprzód!
Żołnierze powolnym krokiem człapali pod strome podejście. Tarcze coraz bardziej przypominały dużego jeża. Greworian ledwo dotrzymywał kroku staruszkowi, który pędził jak burza. Gdy grad strzał ustał, kolejną przeszkodą drużyny był drewniany most z ukrytymi zapadniami. Grupa biegiem wbiegła na pomost, tuż koło nich w odległości pięciu metrów pędziła grupa przeciwników. O dziwo w pełnym składzie.
-Uruchamiajcie zapadnie!
-Jak!?
Odezwał się chór głosów. Staruszek westchnął i tarczą uderzał w wystające ze ściany kanciaste przyciski. W tunelu rozległ się zgrzyt, a kawałek mostu za przeciwnikiem zapadł się i wpadł do naszpikowanego kolcami dołu.
-Im więcej uderzeń tym więcej zapadni! Dalej!
Dla widza mogło to wyglądać idiotycznie, ale Greworianowi to miało uratować życie. Zapadnie uruchamiały się jedna po drugiej, zmuszając wroga do uników.
-Dobrze! Zaraz koniec!
Jeden z drużyny Asmerów zachwiał się na nogach i z przeraźliwym krzykiem spadł na ostre kolce.
-Ups! - wykrzyczał jeden z młodzieńców, ciesząc się z triumfu.
Nagle cały pomost zaczął się zapadać. Deski spadały jedna po drugiej, niszcząc konstrukcje mostu. Staruszek w ostatniej chwili skoczył i wdrapał się na kamienny blok.
-Skaczcie! Już!
Greworian miał wrażenie jakby płuca miały zaraz eksplodować, a serce wyskoczyć z klatki piersiowej. Ostatkiem sił rozpędził się i wyskoczył z mostu, wpadając z całym impetem na blok. Trzeci wojownik miał zamiar skoczyć, ale jego plany pokrzyżował jeden z młodzieńców. Zepchnął go w dół i sam wybił się z mostu, ratując sobie życie. Wojownik, któremu los dał drugą szansę podczas toczenia się kul nie miał już tyle szczęścia. Deski pod jego nogami bezlitośnie sprowadziły go na kolce. Staruszek podniósł z ziemi młodzieńca i miał ochotę go uderzyć.
-Postradałeś zmysły!? Dlaczego to zrobiłeś!?
-Nie ma zwycięstwa bez poświęcenia dziadku.
Wojownik nie wytrzymał, lecz jego pięść wstrzymał Greworian.
-Przeciwnicy już pędzą w stronę kuli!
Zanim staruszek zdołał zareagować, młodzieniec wyrwał sie z uścisku i odpychając Greworiana biegiem ruszył w stronę światełka w tunelu.
-Stój! Stój!
Było za późno. Ściany ognia zakończyły desperacki bieg. Podobny los spotkał jednego z przeciwników. Widownia skandowała nazwy rodów, przekrzykując się kto według nich ma dotrzeć do trzeciego aktu.
-Poruszamy się ostrożnie. Tarcza przy prawym boku.
Powoli ruszyli w stronę wyjścia, upewniając się, że ogień nie pokrzyżuje ich planów. Przeciwnicy mieli podobny plan, co dwójka bohaterów. Rozpoczęła się walka z czasem oraz własnymi słabościami.
-Spokojnie wojowniku.
Staruszek ostudzał zapał Greworiana. Szli powoli, gdy nagle drogę ucieczki przecięła im ściana ognia.
-Pędem!
Greworian czuł jak goni go ogień. Ledwo oddychał, a nogi powoli odmawiały mu posłuszeństwa. Ciało było rozgrzane do tego stopnia, że miał wrażenie jakby był zwierzyną pieczoną nad ogniskiem. Wyjście z tunelu zdawało się być coraz bliżej. Obraz zaczął mu się rozmazywać, kiedy rażące promienie światła padły na jego twarz. Rzucił się wraz ze staruszkiem w kierunki misy ze złotą kulą. Dostał zawrotów głowy i poczuł jakby jego klatka piersiowa otrzymała cios maczugą. Upadł na ziemię, czując zimno bijące od kuli oraz ciepło wydzielane przez rozgrzaną rękę. Przed omdleniem usłyszał tylko jedno słowo.
-Remis!
**********************************************************************************
Dziękuję! :)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się bo jest akcja i dużo się dzieje, oby tak było do końca ;D
PS. Dziadek rządzi!
Wesołych Świąt. :)
OdpowiedzUsuńAdam, czytałem, mówiłem ci co myślę. Jest dobre, ale nie na tyle, żeby chciało mi się czytać drugi raz i komentować od nowa, więc ograniczę się do powtórzenia tego, co zapamiętałem - fajne, chociaż zdarzają się potknięcia i bardziej męczące momenty, ale ogólnie in plus i tak trzymać. I pisz, pisz, pisz. :)