"Je­dyna wol­ność to zwy­cięstwo nad sa­mym sobą"

Fiodor Dostojewski


sobota, 10 sierpnia 2013

Nikolaj powraca...

Powrót do przeszłości, czyli nareszcie dalsze losy Nikolaja!



Przypomnienie trylogii:

Raj cz.I
http://beegossskrobie.blogspot.com/2013/03/najwiekszym-niebezpieczenstwem-jestesmy.html

Raj cz.II
http://beegossskrobie.blogspot.com/2013/03/czas-apokalipsy.html

Utracona ścieżka cz.I
http://beegossskrobie.blogspot.com/2013/04/nadzieja-umiera-ostatnia.html

Utracona ścieżka cz.II
http://beegossskrobie.blogspot.com/2013/04/wyzwolenie.html




UPADEK NIEBA cz.I

Mrok


"Mówili, że gdy to się stało całe sklepienie niebieskie spadło na ziemie niczym czarny całun. Określano ten dzień Sądem Ostatecznym. Końcem cierpliwości Boga. Gdy wydawało się, że trąbienie w mediach to tylko przerysowane i wyolbrzymione fakty, spadła pierwsza głowica. Coś, co ludzie nazywali Moskwą stało się jedną, wielką nekropolią. Chwilę później piekło zstąpiło na Ziemię. Europa stała się jednym wielkim cmentarzyskiem. Miejscem spoczynku nadziei na lepsze jutro. Zabawne, ile tysiącleci ludzie włożyli w XXI - wieczny ład i porządek, aby w ciągu mgnieniu oka przemienić je w relikt przeszłości. Od roku żyję jak wirus w obcym organizmie. Tym, którym udało się przeżyć Bóg dał albo drugą szansę, albo chciał mieć świadków naszego upadku. Niezależnie od tego, każda zagubiona dusza na tym świecie ma tylko jeden cel - przeżyć"

***************************************************************************

W piekle


Ściany w porównaniu do poprzednich pomieszczeń były wręcz nietknięte. Gdzieniegdzie można było dostrzec powywieszane plakaty informujące o najważniejszych wydarzeniach w mieście. Najwcześniejszy informował o rodzinnym festynie, który miał odbyć się kilka dni po katastrofie. Odwróciłem wzrok od posterów i starałem się skupić na śledzeniu wyznawców. Szliśmy powoli. Im dalej zapędzaliśmy się w tunel, tym mniej docierało do nas wątłego światła z zewnątrz. W miejscu, w którym na chwilę przystanęliśmy ledwo byłem w stanie dostrzec Gregoriego wiążącego sznurowadła ciężkich butów.
- Schody - rzucił nagle, oświetlając rozległe stopnie prowadzące w dół.
Stąpaliśmy po metalowych kratach z gracją baletnicy, starając się robić to najciszej jak potrafimy. Paskudny, odrażający zapach bestii był coraz bardziej intensywny. Momentami stopy kleiły nam się do podłogi umazanej śluzem wydzielanym przez ciągniętego potwora. Schody ciągnęły się bez końca, a ja miałem już powoli dość skradania się w stronę czarnych wyznawców. Wreszcie. Znaleźliśmy się w ciemnym, obskurnym tunelu przebiegającym pod miastem. Najprawdopodobniej wraz z Gregorim znajdowaliśmy się w opuszczonym kompleksie wojskowym będącym pozostałością po Zimnej Wojnie. Śluz wydzielany z bestii miał nam służyć jak drogowskaz mający doprowadzić nas do tajemniczej kobiety o blond włosach. Tunele rozgałęziały się niczym królestwo mrówek, sprawiając nam nie lada problem ze zlokalizowaniem, gdzie się znajdujemy.
- Nosz, kurwa mać. Chiński szajs - zaklął za moimi plecami Gregori, trzaskając otwartą dłonią w obudowę latarki.
Nic z tego. Ta pozostawała niewzruszona. Liczyłem na to, że moja mnie nie zawiedzie i będziemy mogli kontynuować podróż ze świadomością, że będziemy mieli pełną kontrolę nad zaistniałą sytuacją. Gdy wydawało się, że podłużny tunel nie ma końca, nagle przed oczami stanęło nam rozwidlenie, a my za nic w świecie nie wiedzieliśmy, w którą stronę powinniśmy się udać. Po śluzie bestii nie było śladu.
- Wzięli ją na barana do cholery!? - skwitował wściekły Gregori.
Światło latarki błądziło po czarnych, nieprzeniknionych tunelach, a ja starałem się dostrzec cokolwiek, co byłoby nas w stanie nakierować na odpowiedni trop. Czy to nie jest czasem... Skręciłem gwałtownie w prawo, zostawiając za sobą zdezorientowanego Gregoriego, który klął siarczyście pod nosem, dając upust swoim emocjom. Uklęknąłem i dotknąłem czerwonej mazi, która wypełniała niemal cały boczny tunel. Po chwili nie miałem już wątpliwości do kogo należy ta krew. Czarny wyznawca, leżał z rozerwaną klatą piersiową, z której sączyła się jeszcze świeża posoka. Kawałek dalej leżało kolejne ciało. Kończyny były porozrzucane po kompleksie niczym kręgle, po celnym uderzeniu kulą. Poznałem twarz młodzieńca, z którego naśmiewali się jego współtowarzysze. Biedaczyna. W kącie, za skupiskiem skrzynek oraz beczek znalazłem pozostałych wojowników eskortujących bestie. Po kobiecie nie było śladu. Musiała przecisnąć się, którymś z szybów wentylacyjnych lub zwyczajnie umknąć pazurom potwora. Cholera - skoro oni są tu, to bestia...
- Gregori!
Bestia wyskoczyła z ciemności prawego tunelu niczym bełt wystrzelony z kuszy. Gregori cudem uniknął niechybnej śmierci, w ostatnim momencie kładąc się na ziemię. Nie mam pojęcia jakim cudem wypracował sobie taki refleks. Potwór z całym impetem wpadł na ścianę, co dało mi czas, żeby wesprzeć kompana w nierównej walce. Zrzuciłem z pleców ukochanego kałasznikowa, odbezpieczyłem drania i posłałem serię w bestię. Przekląłem głośno, gdy pociski ominęły cel i poszybowały daleko w czarną otchłań kompleksu. Po chwili rozbrzmiał LKM Gregoriego. Broń wypluwała z siebie śmiercionośne naboje, lecz potwór miał już własny plan, jak uniknąć pocisków i na nas zapolować. Zanim zorientowałem się, co się dzieje, bestia z całym impetem wskoczyła na mnie swoim cielskiem. Uderzyłem z łomotem o betonową posadzkę, czując jak moje kości wyją z bólu. Zamroczyło mi się przed oczami, a w uszach dzwoniło mi od upadku. Latarka wypadła mi z rąk i poturlała się w przeciwległą stronę. Gdy odzyskałem świadomość, pysk bestii był tuż nade mną. Błyskawicznie uchyliłem się przed ciosem masywnym, owłosionym łapskiem. Pazury przejechały tylko po betonie, nie wyrządzając mi żadnej krzywdy. Chwyciłem za broń i ostatkiem sił, przyłożyłem mu w paszczę kolbą. Potwór zawył głośno. Przez chwilę poczułem się dumny, że mimo osłabienia, udało mi się zadać taki ból przerażającemu wrogowi. Bestia wydała z siebie mrożący krew w żyłach ryk, który echem rozbrzmiał po ścianach kompleksu. Zwierzę upadło tuż pod moimi stopami, dysząc ciężko i ledwo przebierając nogami. Skróciłem jego męki krótką serią z kałasznikowa. Po chwili było już po wszystkim.
- Nie ma za co, do cholery!
- Lepsze niż jakiś tam niedźwiedź, co?
- Daj spokój. Zwijamy się stąd.
Zlokalizowałem słabe światło latarki i chwyciłem za najbardziej potrzebną rzecz, gdy przychodzi stanąć twarzą w twarz z ciemnością. Posłałem smugę w Gregoriego, który szybkim ruchem dłoni zakrył sobie twarz:
- Oszczędzaj to ustrojstwo.
- Spokojnie. Solidna firma!
Gregori chciał coś dodać, lecz krzyki z przeciwległego tunelu odmówiły mu tej przyjemności. Kilkanaście smug światła przecinało wskroś ciemność, a nam nie pozostało nic innego, jak zgasić latarkę i liczyć na cud.
- Nikolaj... - syknął Gregori i pociągnął mnie za rękę jak niesforne dziecko.
Cuda jednak się zdarzają. Nie wiem, jakim sposobem przeoczyliśmy pomieszczenie po lewej stronie. Przez szparkę w drzwiach ledwo widzieliśmy kontury postaci, które zmierzały w stronę rzezi, którą urządziła sobie bestia, zanim została przez nas zabita.
- Tam jest dwóch kolejnych!
- I tu jest jeden!
- Gdzie jest do cholery, Eva!?
Czarni krzątali się wokół poległych towarzyszy, starając się ustalić, gdzie podziała się bestia. Jeden z nich odłączył się od grupy i zmierzał w naszą stronę. Światło jego latarki, raz po raz natrafiało na szparę w drzwiach, lecz wyznawca był na tyle nierozgarnięty lub tak sparaliżowany przez strach, że nawet nie myślał, żeby przeszukać nasze pomieszczenie. Przeklął po cichu, gdy udało mu się wreszcie znaleźć truchło potwora. Czubkiem buta szturchnął ciało, po czym natychmiast się odsunął, przeczuwając najgorsze. Gdy upewnił się, że bestia została odesłana do zaświatów krzyknął:
- Rogar nie żyje! Jest tutaj!
Nigdy bym nie przypuszczał, żeby umięśnioną, ubarwioną na czarno, czworonożną bestie można było nazwać niczym skandynawskiego wodza wikingów. Przeczekaliśmy z Gregorim aż grupka skupiona przy bestii wreszcie odejdzie od truchła i wróci tam skąd przyszła. Niestety. Tym razem szczęście nie było po naszej stronie.
- Przeszukać tunele. Nie zaczniemy bez Evy.
Głos musiał pochodzić od najstarszego z watahy. Twardy, basowy głos przebijał się przez kakofonie młodocianych głosów. Kto by pomyślał. Stary pasterz prowadzący głupie owce. Minęło kilka dobrych chwil, zanim w tunelu nastała całkowita cisza, przerywana tylko odgłosami hulającego wiatru.
- Genialnie. Tunelami nie ruszymy.
- Tunelami, nie. Ale tędy...
Usłyszałem skrzypienie starych, nienaoliwianych od dawna zawiasów. Włączyłem latarkę, której światło z trudem przedarło się przez gęsty splot pajęczyn. W rogu, tuż koło grubej, zardzewiałej rury stał uśmiechnięty Gregori. Kolejne pomieszczenie, było większe od poprzedniego. Na podłodze walały się sterty papierów, kartotek czy segregatorów. Wysokie, metalowe szafki były albo poprzewracane, albo wywrócone do góry dnem. Jakby ktoś szukał czegoś bardzo ważnego. Nie pomyliłem się. Tuż przy biurku z komputerem siedział szkielet należący pewnie do poszukiwacza informacji. Gregori podszedł bliżej i niczym patolog odparł krótko:
- Palnął sobie w skroń.
Faktycznie. Przy paliczkach leżał zaniedbany rewolwer. I kartka.
- "A gdy otworzył pieczęć siódmą, zapanowała w niebie cisza jakby na pół godziny."
- Co to za bzdety?
- Nie bzdety. Tylko Apokalipsa św. Jana.
Wiedzieliśmy, że musimy iść dalej, lecz chęć przeszukania choćby części tych papierów była silniejsza.

***************************************************************************

Szpieg


Przeglądanie dokumentów pochłonęło nas całkowicie, gdyż nawet nie zwróciliśmy uwagi na słabnące światło w mojej latarce. W większości wertowanych papierów nie byliśmy w stanie rozszyfrować, gdyż przeszkadzały nam w tym, albo zawiłe pismo, albo niezrozumiałe dla nas notatki. Jednak jeden z obrazków na długo zapadł mi w pamięci. Rysunek przedstawiał szkic Rogara oraz jego dokładną specyfikacje, ze skrupulatnym opisem anatomicznym każdej części ciała potwora. W rogu widniała data, która wbiła nas w ziemie: 13.03.1987 r. Te cholerne plugastwo istniało tutaj już od blisko kilkunastu lat. Schowałem obrazek do kieszeni, licząc, że następne pokoje dadzą odpowiedź na nurtujące nas pytania. Labirynt pomieszczeń nie miał końca. Gdy myśleliśmy, że znajdziemy się ponownie, w którymś z tuneli, natrafialiśmy na nowy schowek. Schematyczny kompleks wypełniony był po brzegi teczkami z cennymi dokumentami, lecz zdawaliśmy sobie sprawę, że swoją ciekawość będziemy musieli zaspokoić później. Gregori otworzył spróchniałe drzwi, gdy ni stąd, ni z owąd w kącie pokoju rozległ się hałaśliwy rumor. Towarzysz skinieniem głowy dał znać, abym posłał tam jasną smugę. Pustka. Błądziłem światłem latarki po obskurnych ścianach, mając nadzieję, że nic nie zechce potraktować mnie jako swojego obiadu. Cisza. Słyszałem tylko głośne oddechy Gregoriego, który cały czas trzymał broń gotową do wystrzału. Te kilka minut dłużyły się w nieskończoność. Feralny pokój był już daleko za nami. Po drodze natrafialiśmy na coraz to ciekawsze pomieszczenia. Raz minęliśmy nawet zapomniany przez świat aneks kuchenny. Na palniku gazowym znaleźliśmy nawet garnek, a w nim niezidentyfikowaną maź. Lodówka była otwarta na oścież, lecz zapach, który się z jej wydobywał, nie zachęcał, aby podejść bliżej. Przerażające miejsce. Jakby ktoś nagle przerwał życiowy cykl w tym miejscu. O zwiedzaniu łazienek nie było mowy. Bóg wie, co tam się mogło zalęgnąć przez taki długi okres. Bum. Trzask. Bum. Symfonia destrukcji rozległa się naszymi plecami niczym straszna melodia. Tym razem nie mieliśmy cienia wątpliwości. Ktoś, albo coś na nas poluje. Tylko czemu nadal nie atakuje? Gdy zlustrowaliśmy cały pokój, jedynym miejscem, gdzie mógł się ukryć oprawca, było drewniane biurko. Pokazałem wyraźny sygnał, że na trzy, odsuwam mebel, a Gregori robi, to co robi najlepiej. Raz...Dwa... Trzy!
- Nie strzelaj!
Nie wiem, w jaki sposób mój kompan zdołał, nie pociągnąć za spust. Przez chwilę zdawało mi się jakby zastygł w bezruchu. Postać kuliła się w kącie, obawiając się, że zrobimy jej krzywdę.
- Wstawaj!
Rozkazałem, czując się pewnie, trzymając Glocka w prawej dłoni. Gregori był bardziej zmieszany ode mnie. Pierwszy raz widziałem go w takim stanie.
- Nie krzywdźcie mnie, proszę! - Kobieta wstawała powoli, chowając twarz przed nikłym światłem latarki. Po chwili odsłoniła swoje oblicze, sprawiając, że miałem dość wrażeń, jak na jeden dzień. Te blond włosy poznałbym wszędzie.
- Eva? - zapytałem, z takim tonem, jakbym zapraszał ją po raz pierwszy na randkę.
Z dumnej, dyktatorskiej wojowniczki przeszła nagle metamorfozę w bezbronną, słabą istotę. Otoczka wrogości prysnęła jak bańka mydlana. Empatia to uczucie, które w dzisiejszym świecie jest praktycznie niepielęgnowane. Jednak, gdy zobaczyłem ubrudzoną wyznawczynie z rozerwanym, czarnym płaszczem, miałem ochotę jej bronić, a nie zmuszać do podległości. Tym razem serce przegrało walkę z rozumem.
- Gregori, przeszukaj ją.
Kompan tylko przez chwilę opierał się poleceniu, lecz po chwili zabrał się do pracy.
- Bezbronna.
- A jaka mam być? Mój oddział rozszarpała bestia.
Pyskowała nie gorzej niż Gregori.
- Opowiesz nam co się stało?
- Tłumaczyłam temu idiocie, że bestia często wierzga nogami i jest ciężka do utrzymania. Uparł się przy swoim, Walerij chciał mu pomóc i... - zawahała się chwilę, łapiąc oddech - Bestia zahaczyła łapą tylko o moje szaty. Gładyr uratował mi życie. Czy ktokolwiek...
- Wszyscy martwi - odparł szorstko Gregori, uprzedzając pytanie Evy.
Przeklęła pod nosem.
- Po co wam była ta bestia?
- A gdy otworzył pieczęć siódmą, zapanowała w niebie cisza jakby na pół godziny - szepnęła po cichu, licząc, że nikt jej nie usłyszy.
- Słucham?
- Czego ode mnie chcecie? - Zmieniła ton głosu.
Przez chwilę zastanawiałem się nad odpowiedzią, lecz Gregori był szybszy:
- Po pierwsze wytłumaczysz nam szybciutko, o co tutaj chodzi. Ze szczegółami.
Eva wywróciła oczami, odgarnęła wadzącą jej grzywkę i rzuciła:
- Usiądźcie, panowie.

**************************************************************************

2 komentarze:

  1. Losy Nikolaja to chyba jedno z najlepszych Twoich opowiadań. Nie mogę się doczekać dalszego ciągu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tylko tyle: pisz szybko zakończenie, bo muszę wiedzieć już! :D

    OdpowiedzUsuń